PRACowniA

3 Styczeń 2008

Horror na nowojorskim lotnisku

Na stronie SOTT ukazał się artykuł „A young blonde Icelandic woman’s recent experience visiting the US” – wstrząsająca relacja z grudniowej wycieczki młodej, blondwłosej Islandki, Erli Ósk Arnardóttir, do Stanów Zjednoczonych. Poniżej zamieszczamy jego przekład.

Historia Erli Ósk Arnardóttir:

W ciągu ostatnich 24 godzin doświadczyłam prawdopodobnie największego poniżenia, jaki mi się dotychczas zdarzyło. Podczas tych 24 godzin zakuto mnie w kajdanki i skuto łańcuchem, pozbawiono jedzenia i picia oraz możliwości spania, umieszczono w jakimś miejscu, o którego lokalizacji nikt nie został powiadomiony, i uwięziono. Teraz próbuję to wszystko zrozumieć, odpocząć i odtworzyć wydarzenia, których początek był zupełnie niewinny.

Ostatniej soboty wybrałam się wraz z koleżankami do Nowego Jorku. Planowałyśmy zrobić zakupy i nacieszyć się atmosferą przedświateczną. Ulokowałyśmy się wygodnie w pierwszej klasie, popijałyśmy białe wino i nie mogłyśmy się doczekać, kiedy będziemy mogły pójść na zakupy, zjeść coś dobrego i cieszyć się życiem. Zaraz po wylądowaniu, na lotnisku JFK zaczęła się tradycyjna odprawa celna.

Zostałyśmy sprawdzone i przeszłyśmy do kontroli paszportowej. Czekałam, aż skończą sprawdzanie mojego paszportu, kiedy jakiś urzędnik powiedział, że coś wymaga dokładniejszego sprawdzenia, i zostałam skierowana do stanowiska Bezpieczeństwa Krajowego. Tam poinformowano mnie, że według ich zapisów przedłużyłam w 1995 roku swój pobyt o trzy tygodnie ponad termin ważności wizy, w związku z czym nie zostanę wpuszczona do kraju i będę odesłana do domu najbliższym samolotem. Spojrzałam na urzędnika z niedowierzaniem i powiedziałam mu, że odwiedziłam już Nowy Jork po owej podróży w 1995 roku i nie miałam z tym żadnych trudności. W efekcie zaczęło się szczegółowe przesłuchanie.

Zostałam obfotografowana i zdjęto mi odciski palców. Zadawano pytania, które moim zdaniem nie miały nic wspólnego z obecną sytuacją. Odmówiono mi możliwości skontaktowania się z kimkolwiek, u kogo mogłabym zasięgnąć porady co do trudnej sytuacji, w jakiej się znalazłam. Nie wiem dlaczego, ale wbrew wcześniejszym zachętom do skontaktowania się z konsulem Islandii albo z ambasadą, zgody tej ostatecznie mi odmówiono.

Musiałam więc czekać. Przez 5 godzin siedziałam na krześle na przeciwko przedstawiciela władzy, podczas kiedy oni szukali dalszych informacji. Widziałam, jak urzędnicy z tego oddziału załatwiali sprawy z innymi ludźmi, i było oczywiste, że są to faceci pragnący zademonstrować swoją władzę. Mali królowie cierpiący na megalomanię. Byłam ostrożna co do pełnej współpracy, nie wierzyłam bowiem jeszcze, że naprawdę zamierzają mnie deportować z powodu mojej „zbrodni”.

Po 5 godzinach (nie spałam już od doby) powiedziano mi, że czekają na jakichś urzędników, którzy odprowadzą mnie do czegoś w rodzaju poczekalni. Tam dostanę łóżko i posiłek, będę mogła odpocząć i zostanę przeszukana. Trudno mi sobie wyobrazić, co spodziewali się u mnie znaleźć. W końcu pojawili się strażnicy, którzy przetransportowali mnie w nowe miejsce. Byłam tak wyczerpana, że jak w mirażu widziałam łóżko.

Okazało się jednak całkiem coś innego. Zabrano mnie do innego biura, dokładnie takiego samego jak to, w którym dopiero co byłam, i znów zaczęło się czekanie. W sumie kolejnych 5 godzin. Tym razem odebrano mi wszystkie moje rzeczy. Udało mi się jedynie wysłać sms-a do martwiących się o mnie bliskich, kiedy dostałam łaskawą zgodę na skorzystanie z toalety. Zaraz potem zabrano mi telefon. Po 5 godzinach siedzenia tam usłyszałam, że czekamy na strażników, którzy zabiorą mnie gdzieś, gdzie będę mogła zjeść i odpocząć. Ulokowano mnie w pokoiku, który wyglądał jak sala operacyjna. Do ścian przytwierdzone były cztery stalowe płyty, mające zapewne służyć za łóżka i toaletę.

Byłam wyczerpana, zmęczona i głodna. Nie rozumiałam zachowania urzędników, którzy traktowali mnie jak niezwykle groźnego przestępcę. Nie upłynęło dużo czasu, jak zabrano mnie z tej izby i dwóch uzbrojonych strażników posadziło mnie pod ścianą. Opasano mnie łańcuchem i kajdankami przykuto do krzesła. Następnie skuto mi łańcuchem również nogi. Poprosiłam o zgodę na rozmowę telefoniczną, odmówiono mi. Tak zabezpieczona, na oczach ludzi, zabrana zostałam z terminalu lotniska. Rzadko czułam się tak źle, tak poniżona, a wszystko tylko dlatego, że pozwoliłam sobie na wakacje nieco dłuższe niż dopuszczało prawo.

Nie powiedzieli mi, dokąd mnie zabierają. Podróż trwała około godziny i chociaż nie widziałam wyraźnie, co jest na zewnątrz, wiedziałam, że dotarliśmy do New Jersey. Zatrzymaliśmy się przed bramą więzienia. Nie mogłam w to uwierzyć. Naprawdę miałam wylądować w więzieniu? Skutą w łańcuchy, zaprowadzono mnie do środka, po czym zaczęło się kolejne przesłuchanie. Ponownie zdjęto mi odciski palców i obfotografowano. Musiałam przejść badanie medyczne, zostałam obszukana i zamknięta w więziennej celi. Zadawano mi tak absurdalne pytania jak: Kiedy miałaś ostatni okres? W co wierzysz? Czy próbowałaś kiedyś popełnić samobójstwo?

Byłam kompletnie wyczerpana, zmęczona i zmarznięta. Czternaście godzin po wylądowaniu wreszcie mogłam coś zjeść i napić się. Dostałam owsiankę i chleb. Nie za wiele mi to pomogło. Bałam się, a sposób traktowania mnie przez wszystkich był, delikatnie mówiąc, denny. Nie tyle mówili do mnie, co raczej warczeli. Po raz kolejny poprosiłam o zgodę na rozmowę telefoniczną i tym razem odpowiedź była pozytywna. Poczułam ulgę, ale na krótko. Telefon był ustawiony tylko na rozmowy płatne przez odbierającego i nie było możliwe zadzwonienie za ocean. Strażnik więzienny trzymał w ręce mój telefon komórkowy. Wytłumaczyłam mu, że nie mogę zadzwonić z więziennego telefonu i poprosiłam o zgodę na wykonanie jednego połączenia z mojej komórki. Nie było takiej możliwości. Następnych 9 godzin spędziłąm w małej, brudnej celi wyposażonej jedynie w wąską, stalową płytę przytwierdzoną do ściany, umywalka i sedes. Nie chciałabym nigdy więcej doświadczyć tego uczucia uwięzienia i bezradności, jakich tam doświadczyłam.

Poczułam ogromną ulgę, kiedy w końcu powiedziano mi, że mam być zabrana na lotnisko, to znaczy po ponownym zakuciu mnie w łańcuch i kajdanki. Już nie mogłam dłużej wytrzymywać – załamałam się i rozpłakałam. Błagałam ich o nie skuwanie mi przynajmniej nóg, ale moja prośba została zignorowana. Kiedy dotarliśmy na lotnisko, jakiś inny strażnik ulitował się nade mną i zdjął mi łańcuch z nóg. Ale i tak prowadzona byłam przez pełny ludzi terminal skuta kajdankami i eskortowana przez uzbrojonych mężczyzn. Czułam się koszmarnie. Ludzie musieli myśleć, że oto idzie jakiś groźny kryminalista. W takim stanie wprowadzono mnie do islandzkiej poczekalni, trzymano mnie w kajdankach aż do chwili, kiedy znalazłam się w korytarzu prowadzącym do samolotu. Czułam się po tym wszystkim kompletnie zrujnowana – i na ciele i na duchu. Na szczęście mogłam zdać się na dobrych ludzi i zarówno Einar (kapitan) jak i załoga robili wszystko co w ich mocy, by mnie wesprzeć. Moj przyjaciel Audur był w kontakcie z moją siostrą, powiadomiona była ambasada i konsul. Wszyscy oni otrzymali jednak wprowadzające w błąd informacje, wszystkim powiedziano, że zostałam przetrzymana na terminalu lotniska, a nie że wsadzono mnie do więzienia. Teraz całą sprawę bada Ministerstwo Spraw Zagranicznych i mam nadzieję, że otrzymam jakieś wyjaśnienie, dlaczego zostałam w ten sposób potraktowana.

Advertisements

2 komentarzy »

  1. Jak się okazuje, nie jest to jedyny taki wypadek. W artykule „Iceland’s Foreign Minister: US Should Apologize” (http://tiny.pl/p53n) czytamy m.in.:

    Z Ministerstwem Spraw Zagranicznych skontaktowali się również inni obywatele Islandii, opowiadając o podobnych przeżyciach.

    Thórdís Björnsdóttir, młoda mama, która przyleciała na lotnisko JFK ze swoją ośmioletnią córeczką w listopadzie 2007, powiedziała reporterowi gazety Morgunbladid, że po pięciu godzinach przesłuchania została zabrana z dzieckiem do małego, brudnego pomieszczenia, gdzie nie było żadnego łóżka, i musiały czekać tam 15 godzin, zanim zostały deportowane.

    Komentarz - autor: pracowniaiv — 4 Styczeń 2008 @ 15:12

  2. To najbardziej policyjne panstwo po byłym ZSRS i Israelu. Po co ci ludzie w ogóle jeżdżą do tej busch-maryki???

    Komentarz - autor: Polar — 27 Styczeń 2009 @ 16:28


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: