PRACowniA

21 sierpnia 2007

Zderzaki, programy, umysł drapieżnika

Filed under: Czwarta Droga,Psychologia — pracowniaiv @ 00:58
Tags: , , , ,

http://www.signs-of-the-times.org/signs/forum/viewtopic.php?id=6419&p=1

Porozmawiajmy dziś o programach – zwanych także zderzakami/buforami i umysłem drapieżnika – o tym, jak je nabywamy oraz w jaki sposób wpływają na nas przez całe życie, a przynajmniej dopóty, dopóki nie dowiemy się czegoś na ich temat, nie zbadamy ich i nie zaczniemy ze zrozumieniem radzić sobie z nimi.

Zacznijmy od podstaw:

W miarę rozwoju niemowlęcia zmienia się natura każdego kolejnego jego doświadczenia – związanego ze światem wewnętrznym bądź zewnętrznym – w sensie intensywności (oddziaływanie/emocja). Podczas stosunkowo spokojnych okresów o niskim natężeniu emocji niemowlę wchłania wszelkiego rodzaju informacje o swoim środowisku – uczenie się kognitywne. Ten typ uczenia się nie ma istotnego wpływu na system motywacji niemowlęcia.

Kiedy indziej noworodek ma okresy wysokiej afektywnej aktywności. Są one na ogół związane z potrzebą lub pragnieniem doznania przyjemności lub komfortu, albo też z pragnieniem/potrzebą ucieczki od czegoś z powodu strachu lub bólu.

Okresy szczytowej afektywnej intensywności angażują rozwijające się dziecko w intensywne doświadczenia uczenia się stosunku do samego siebie i do innych (włącznie ze światem w ogólności) i są to doświadczenia, które składają się na obciążone silnymi emocjami obwody pamięci w rozwijającym się mózgu i mogą w późniejszym życiu stać się bardzo szkodliwymi „programami” czy przejawami „Umysłu drapieżnika”.

Owe struktury obciążonej silnymi emocjami pamięci utworzone w stanach szczytowej afektywności stanowią podstawę systemu motywacyjnego danej osoby – co uważa ona za niezbędne dla przetrwania, jak zdobyć to, czego potrzebuje i jak uniknąć tego, co bolesne czy zagrażające przeżyciu.

Rzecz jasna, najbardziej „idealna” koncepcja siebie i innych w oczach niemowlęcia to „doskonały, troskliwy inny człowiek i doskonałe, zadowolone Ja” i takie obrazy tworzą się w umyśle noworodka pod wpływem satysfakcjonujących doświadczeń.

Z drugiej strony, frustrujące czy bolesne przezycia prowadzą do koncepcji wykorzystującego albo znęcającego się drugiego człowieka oraz potrzebującego, bezradnego Ja.

Prowadzi to do silnego stresu dla organizmu.

Niemowlę, którego opiekun jest generalnie troskliwy i czuły, MOŻE, z racji doświadczeń chwilowej frustracji czy pozbawienia, zinternalizować obrazy sadystycznego, ograniczającego „świata zewnętrznego i ludzi w nim żyjących”.

Jednocześnie noworodek, którego opiekun zaniedbuje obowiązki albo źle traktuje dziecko, może mieć sporadycznie satysfakcjonujące doświadczenia we właściwych momentach, co z kolei może prowadzić do wewnętrznego obrazu kochającego, opiekuńczego świata i takichże ludzi w nim żyjących.

Generalnie jednak, z racji trwania rozwoju, można by powiedzieć, że niemowlę będzie miało więcej doświadczeń jednego albo drugiego typu i może pojawić się wyrównanie skutków złych doświadczeń, co je niejako poprawi, chociaż i to zależy od genetycznej natury jednostki.

Teraz zajmijmy się należącym do starożytnej tradycji „problemem wielu ja”, w języku współczesnej psychologii znanym jako „dyfuzja tożsamości”.

Dyfuzja tożsamości odnosi się do osób o strukturze psychicznej charakteryzującej się raczej fragmentacją niż integracją wewnętrznej reprezentacji siebie i innych.

Na dyfuzję tożsamości cierpi – w mniejszym lub większym stopniu – większość ludzi, a to z powodu różnego rodzaju pozytywnych i negatywnych doświadczeń towarzyszących okresom o dużej intensywności doznań w niemowlęctwie czy też w późniejszym życiu. Problem ten jest osią książki Marthy Stout, „The Myth of Sanity”, w której pisze ona o dysocjacji i o tym, w jaki sposób ludzie sami to wywołują w dzieciństwie, używając jako rodzaj mechanizmu obronnego, co później wchodzi w nawyk.

Osoba może dysocjować w każdym momencie życia, kiedy przechodzi przez burzliwy okres, wywołujący duże napięcie w emocjach i myśleniu – strukturach neurologicznych. Sęk w tym, że kiedy to robisz, za każdym następnym razem staje się to coraz łatwiejsze…

To jak wydeptywanie ścieżki, którą jest coraz łatwiej iść. Można to porównać do gromadzenia się śladów pyłu węglowego w rozdzielaczu silnika spalinowego, co prowadzi do niekontrolowanego iskrzenia świec zapłonowych.

Oglądanie telewizji, filmów, czytanie (tak!), pornografia, gry wideo – cokolwiek – to wszystko są powszechne sposoby dysocjacji czy radzenia sobie ze stresem. Pamietajcie, że stres może być spowodowany konfliktem pomiędzy pragnieniami a rzeczywistością.

Dyfuzja tożsamości staje się problemem, kiedy zaczyna się utrwalać. Może wówczas prowadzić do dominacji braku poczucia własnej wartości albo celu czy też „centralnego Ja”. Oznacza to, że osoba taka idzie przez życie bez spójnych przekonań, wartości, celów, nie ma jasnego poczucia kierunku, jasnego poczucia własnego Ja, a to, co ma dla niej znaczenie, określane jest wyłącznie przez sytuację, w której się aktualnie znajduje. Tacy ludzie są jak chorągiewki na wietrze – w którą stronę wiatr powieje, w tą się obracają. Kiedy są w grupie, która robi to czy tamto, robią bezmyślnie to samo, ponieważ to właśnie robią wszyscy pozostali.

Myślę, że wszyscy już widzicie, że ta dyfuzja tożsamości przejawia się w takim czy innym stopniu u niemal każdego. U większości ludzi dyfuzja jest niewielka, a większa część ich wnętrza jest w jakiś sposób zintegrowana, choć z pewnością wciąż jest zlepkiem tysięcy automatycznych programów.

Przyjrzyjmy się teraz dokładniej Prymitywnym Mechanizmom Obronnym, zwanym też programami, zderzakami czy „umysłem drapieżnika”.

Mechanizmy obronne stanowią sposób, w jaki od niemowlęctwa do dorosłości uczymy się radzić sobie ze stresem czy konfliktem. Bardzo często są tworzone przez automatyczne funkcje mózgu, które aktywują się jako reakcja na stres.

Pewne napięcia spowodowane są konfliktami pomiędzy naszymi pragnieniami, emocjami, a „światem realnym”. Jednym z najbardziej podstawowych jest wczesne napięcie, którego może doświadczyć dziecko kiedy jest głodne (pragnienie) i nie zostaje nakarmione. Albo kiedy jest mu za zimno albo za gorąco, albo coś je boli, a ulga nie nadchodzi.

Później dziecko może mieć ochotę na ciastko (pragnienie) i mówi mu się: „nie, dopiero po obiedzie”, i chociaż dziecko nie odczuwa silnego głodu, to jednak istnieje pragnienie ciastka, która spotyka się z odmową. W jaki sposób dziecko uczy się radzić sobie z tym stresem wynikłym z odmowy? Jakkolwiek to zrobi, będzie to przejaw mechanizmu obronnego, który może być albo prymitywny niemowlecy – dziecko czuje się zagrożone i zaczyna krzyczeć i płakać jak niemowlę, albo adaptacyjny (dziecko dorasta i uczy się czekać, aż dostanie ciastko po obiedzie).

Zatem ludzie dorastają wśród wszelkiego rodzaju napięć – pochodzących zarówno od wewnątrz, jak i z zewnątrz. Wśród napięć wynikłych ze stanów emocjonalnych i odpowiadających im pragnień, ograniczeń narzucanych przez rzeczywistość „świata zewnętrznego”, a nawet ograniczeń zinternalizowanych, kiedy dziecko zdążyło się już nauczyć, że to czy tamto nie jest w porządku i kontroluje swoje emocje czy pragnienia (przynajmniej próbuje), nawet pomimo że są sprzeczne ze sobą. (Dziecko pragnie ciastka, wie, że zjedzenie choćby jednego przed obiadem jest złe, rozpoczyna walkę ze sobą o to, czy zwędzić je, czy też nie… stwierdza, że napięcie towarzyszące zwędzeniu go będzie większe od stresu wynikającego z odmówienia go sobie i ostatecznie nie bierze ciastka).

Mówiąc w skrócie, kiedy ktoś dorasta w mniej więcej normalny sposób, powoli rezygnuje z prymitywnych systemów obronnych chroniących przed napięciami na rzecz mechanizmów bardziej dojrzałych. Staje się elastyczny i zaczyna współpracować ze swoją rzeczywistością, potrafi korzystać z rozumu i poczucia humoru, opanować pragnienia dla odleglejszych korzyści (wliczając w to pokojowe współistnieniem z innymi ludźmi, np. z matką, która nie byłaby zadowolona, gdyby dziecko zwędziło ciastko przed obiadem), stosuje sulimację [jeden z mechanizmów obronnych osobowości, polegający na przesunięciu celu, którego nie można zrealizować, na inny, zastępczy], etc.

Jednakże u wielu, jeśli nie u WIĘKSZOŚCI ludzi, wciąż istnieją pewne prymitywne mechanizmy obronne, które „utkwiły” w ich psychice, ponieważ zostały tam wdrukowane w momentach wysokiej podatności emocjonalnej. (Albo wdruk wrażliwości, jak omówiono w „Fali”, aczkolwiek akurat nie tym się teraz zajmujemy).

Prymitywny Mechanizm Obronny zawsze możecie rozpoznać po jego sztywności i radykaliźmie – po fakcie, że nie adaptuje się on do konkretnej, REALNEJ sytuacji, z którą ma się akurat do czynienia – oraz po tym, że dzieli on świat na czarny i biały.

Tego typu programy mają swoje źródło w najmłodszych latach życia człowieka, głównie w pierwszym roku życia, i są efektem prób radzenia sobie niemowlęcia ze stresem powstałym w wyniku interakcji z zewnętrzną rzeczywistością.

Prymitywne mechanizmy obronne organizują się wokół najprostszej struktury, którą jest „czuje się dobrze, jest dobrze / czuje się źle, jest źle”. To wszystko, co tak naprawdę niemowlę może wiedzieć w swoim ograniczonym stanie poznania.

A zatem z prymitywnym mechanizmem obronnym mamy do czynienia wówczas, kiedy człowiek wciąż organizuje świat według zasady: białe i czarne, dobre i złe, itd.

Innym aspektem prymitywnego mechanizmu obronnego jest to, że niemowlę – będąc niemowlęciem – nie ma koncepcji siebie samego. Jest bezradne i całkowicie zależne od innych w kwestii zaspokojenia swoich potrzeb.

Niemowlę uczy się więc o sobie w kontekście oddziaływań ze światem zewnętrznym. Jeśli czuje się ono źle i nie doznaje ulgi w swoim cierpieniu, zaczyna postrzegać świat oraz siebie jako „złe”. Prowadzi to do ogromnego stresu dla jego organizmu.

ALE – i tu jest ten istotny szczegół – ludzkie podłoże instynktowe jest tak biologicznie zaprojektowane, żeby CHRONIĆ organizm. Jeśli niemowlę doświadcza czegoś złego, co ma wpływ na jego mózg, wywierając ciągłą i poważną presję na pewne neurologiczne struktury mówiąc: źle, źle, ból, bieda, cierpienie etc…, stresując mechanizmy odpowiedzialne za radzenie sobie z sytuacją poprzez ból, cierpienie, brak zadowolenia etc, mózg w pewnym momencie sie załamie i przejdzie do obrony.

Następuje rozszczepienie.

Innymi słowy, poważny i przedłużający sie stres powoduje załamanie psychiczne i jest to mechanizm obronny ludzkiego biologicznego mózgu.

Istnieją teorie, według których dochodzi do tego, ponieważ mózg nie jest w stanie inaczej się bronić przed faktycznym fizycznym uszkodzeniem swoich komórek, co mu grozi wskutek przemęczenia czy napięcia nerwowego towarzyszącym wzmożonym „usiłowaniom poradzenia sobie”.

Ludzki mózg bez przerwy adaptuje się w niekontrolowany sposób do zmian w środowisku i wydaje się, że jest to jeden z mechanizmów obronnych przeciwko stresowi.

Mózg zasadniczo buntuje się przeciwko nienormalnie przedłużającej się presji mającej wpływ na jakiś obszar kory mózgowej pozostający w stanie patologicznej ekscytacji.

Znaczna część ludzkich zachowań wynika z uwarunkowanych schematów zachowań zaszczepionych w mózgu w dzieciństwie. Ludzie uczą się zachowywać w taki czy inny sposób (pozytywnie lub negatywnie) w obecności wszelkiego rodzaju bodźców, szczególnych albo ogólnych. Niektóre z tych struktur neurologicznych mogą przetrwać w stanie niemal niezmienionym, jednak większość (z wyjątkiem pewnych skrajnych wypadków, do których jeszcze dojdę), dorasta i zmienia się wraz z pojawianiem się nowych danych i jednostka staje się zdolna dostosować się do swojego rzeczywistego środowiska.

Większość informacji na temat tego mechanizmu pochodzi z badań Pawłowa. I rzeczywiście, ludzki mózg niewiele się różni od mózgu psa.

Pawłow wykazał, że układ nerwowy psa, tworząc swoje „programy” reakcji, może rozwinąć nadzwyczajną zdolność rozróżniania. Można nauczyć psa ślinienia się przy dźwięku o wysokości 500 drgań na minutę (sygnał oznaczający karmienie) i jednocześnie nie ślinienia się przy częstotliwości 490 czy 510.

Ludzie są nie mniej złożeni w swojej zdolności nieświadomego tworzenia takich neurologicznych struktur (programów) reagowania.

Reakcje warunkowane negatywnie są tak samo ważne jak te warunkowane pozytywnie, ponieważ cywilizacja wymaga od nas, byśmy nauczyli się niemal automatycznie kontrolować swoje pragnienia.

Emocjonalne postawy również stają się tak pozytywnie jak i negatywnie warunkowane: można nauczyć się automatycznej niechęci w stosunku do pewnego typu osób, zachowań, etc, podobnie jak automatycznego pociągu. Jeśli te programy oparte są na nieprawidłowej informacji, jak to często bywa, wtedy stają się problemem! Jeśli ktoś jest zaprogramowany przez jakieś intensywne doświadczenie tak, żeby reagować pozytywnie na ludzi w niebieskim kapeluszu, będzie go też ciągnąć do psychopaty, który nosi niebieski kapelusz, co może się dla niego źle skończyć.

Wróćmy jednak do kwestii rozszczepienia osobowości.

Kiedy mózg poddany jest napięciu (a może się to stać na wiele sposobów) aż do granic możliwości, przychodzi moment, który Pawłow nazwał „hamowaniem transmarginalnym”. Oznacza to, że presja wywierana na mózg jest tak duża, iż dochodzi do momentu krytycznego, kiedy mózg podejmuje środki zaradcze, żeby nie dopuścić do dalszych obrażeń.

Proces ten zachodzi etapami.

1. Faza ekwiwalentna funkcjonowania mózgu: przypomina stan normalnych ludzi, będących okresowo pod wpływem intensywnego zmęczenia spowodowanego stresem (jak na przykład podczas wojny), którzy twierdzą, że osiągnęli punkt, kiedy już nie ma różnicy w ich reakcjach na ważne i nieistotne doświadczenia. Mózg jest tak wycieńczony, że próbuje jedynie jakoś się dalej telepać, nie ma jednak już dość energii, by cokolwiek rozróżniać.

Jeśli stres się przedłuża, mózg przechodzi do kolejnej fazy;

2. Faza paradoksalna: pojawia się wówczas, kiedy słabe bodźce czy trywialne fakty mogą wywołać silniejszą reakcję niż silne bodźce czy rzeczy ważne. Powodem tego jest fakt, że silny bodziec jedynie wzmacnia zahamowanie (zatrzymywanie reakcji), podczas kiedy słaby bodziec może wywołać reakcję w mózgu, która nie jest powstrzymywana

Jeśli stres trwa nadal:

3. Faza ultraparadoksalna: Pozytywne reakcje nagle zamieniają się w negatywne, a negatywne w pozytywne. Przypomina to nieco histerię. Dorosła osoba w takim stanie jest nienormalnie podatna na sugestie i nawet najbardziej nieprawdopodobne sugestie czy niemożliwe idee mogą zostać zaakceptowane jako fakty.

I w takim właśnie stanach wewnętrznej histerii niemowlę może odwrócić wszystko, rozszczepić, dojść do stanu Dyfuzji Tożsamości, który z racji skrajnie silnego oddziaływania (stan emocjonalny), staje sie bardziej lub mniej trwały.

Jak przypuszczam, domyślacie się już, że tego typu programy mogą być sprawą błyskawiczną. Dziecko może przeżyć jedno, silnie negatywne wydarzenie w życiu składającym się głównie z pozytywnych wydarzeń, a jednocześnie mieć poważny prymitywny mechanizm obronny (program), który pozostanie mu na całe życie – chyba że w którymś momencie odkryje go i zacznie szukać sposobu na to, by go więcej nie odtwarzać.

W każdym razie, kiedy niemowlę doznaje rozszczepienia, mózg poszukuje sposobu na uchronienie pewnego wyidealizowanego segmentu psychiki dziecka albo jego wewnętrznego świata przed agresją stresu. To oddzielenie będzie utrzymywane kosztem psychiki. Nie ma zintegrowania tej „zdysocjowanej części” z pozostałą częścią obrazu samego siebie, jaki dziecko (człowiek) tworzy w ciągu swojego życia. Za każdym razem, kiedy coś aktywuje tę konkretną część mózgu, tzn. jakiś podobny stres czy coś, co jest postrzegane jako zagrożenie dla przetrwania jednostki, program się uruchamia i całą naukę wraz z umiejętnościami poznawczymi danej osoby diabli biorą.

Kolejny problem z tego rodzaju rozszczepieniem: ponieważ mózg dokonał tego zabezpieczającego manewru w odruchu obronnym, w pewnym stopniu „zablokował dostęp” do sanktuarium tego wyidealizowanego psychicznego Ja, to program ten nie jest skłonny do kognitywnego przetwarzania zewnętrznej rzeczywistości ani też nie jest w stanie prawidłowo odczytywać procesów wewnętrznych, włącznie z emocjami.

Dokładnie to się dzieje, kiedy mówimy, że intelekt uzurpuje energię centrum emocjonalnego.

Odszczepione, wewnętrznie wyidealizowane Ja, które jest „dobre” (nazwane w ten sposób w celu przetrwania), kiedy jest aktywowane, przejmuje kontrolę nad systemem i narzuca (jest bardzo silne, z racji skrajnego stresu i emocji, które były zaangażowane w jego uformowanie) swój sposób postrzegania świata przez daną osobę.

I ponieważ uformowane zostało na prymitywnym poziomie psychiki, ma specyfikację Prymitywnego Mechanizmu Obronnego: czuje się dobrze, jest dobry/ czuje się źle, jest zły; czarne/białe; ja – dobry/ inni-źli; i tak dalej.

ALE nie oznacza to wcale, że ten prymityny mechanizm obronny ma w sobie cokolwiek z racjonalności! Opinie są zdecydowane, ale nieugruntowane. Wszystko jest albo dobre, albo złe, w zależności od chwilowych okoliczności.

Jeśli ktoś taki czuje, że jakaś bliska mu osoba „zdołowała” go w jakiś sposób, co uaktywnia poczucie ,,bezradności i beznadziei”, które jest mu znane z okresu niemowlęcego, osoba ta trafi na „czarną listę” i wszystko co jej dotyczy, a co wcześniej było postrzegane jako dobre, odtąd będzie postrzegane jako złe. Cierpliwość będzie teraz odebrana jako słabość, bezczynność; siła będzie postrzegana jako agresywność, życzliwość jako słabość itd.

Ten prymitywny mechanizm obronny „dobry/zły” może całkowicie wpłynąć na nastrój danej osoby. Pojedyncza frustracja, wyzwalająca program, może spowodować, że cały świat zewnętrzny wyda się ponury, pusty, bezcelowy, zwrócony przeciwko tej osobie, która – rzecz jasna – wiecznie cierpi i wciąż szuka idealnej miłości, spokoju, bezpieczeństwa, piękna, etc…

Wyznacznikiem zatem tego, że ktoś uruchomił program niemowlęcy (tzn. wpojony w okresie niemowlęctwa), jest fakt, że przejawia wobec wszystkiego tę kategoryzację „dobry/zły” i że postępowanie w obliczu zastanej w danym momencie rzeczywistości jest mało elastyczne. Pod wpływem takiego programu jednostka nie jest w stanie docenić subtelnych odcieni sytuacji ani tolerować niejednoznaczności. Prowadzi to do zaburzeń w postrzeganiu, ponieważ zewnętrzna rzeczywistość filtrowana jest przez sztywną i prymitywną strukturę wewnętrzną niemowlęcia, do której zostaje przycięta.

Każdy ma jakieś dziecięce programy – bądź ich ślady – które wyzwalają się wciąż od nowa. Dopiero jednak wówczas, kiedy ktoś – będąc już osobą dorosłą – wciąż używa tego typu prymitywnego mechanizmu obronnego jako GŁÓWNEJ obrony, mamy do czynienia z poważnym problemem. Określa się to wóczas terminem „zaburzenie osobowości”.

Kilkukrotnie byliśmy świadkami przejawiania się tego tu na forum SOTT i w grupach QFS. To znaczy, kiedy prymitywnie zorganizowana jednostka zostaje skonfrontowana z czymś nieprzyjemnym czy zagrażającym jej, ów „zagrażający obiekt” (osoba, idea, grupa, cokolwiek) umieszczona zostaje w kategorii „wszystko, co złe”, gdzie jest bezpiecznie odseparowana od wszystkiego, co ma dobre konotacje.

W ten właśnie sposób osoby z zaburzeniami powstrzymują swój lęk i stres wynikający z tego, co postrzegają jako zagrożenie dla swojego przetrwania. (Chcą czegoś, potrzebują czegoś, odmawia im się tego i stanowi to zagrozenie dla ich przetrwania). Ale jak wiele razy widzieliśmy, odbywa się to kosztem pomyślnej adaptacji, która mogłaby taką nieszczęsną osobę prowadzić do satysfakcjonującego życia.

Tu właśnie kryje się pułapka: jeśli nieprzyjemne uczucie pochodzi od wewnętrnego Ja – jeśli Ja odkrywa w sobie szał, gniew, nienawiść, zazdrość, małostkowość czy cokolwiek innego, co uważa się za negatywne – kiedy ktoś działa z poziomu prymitywnego mechanizmu obronnego, musi temu uczuciu, jako części jaźni, zaprzeczyć i będzie ono doświadczane jako pochodzące z „zewnątrz”.

Tego również byliśmy świadkami. Czyjeś jednostronne stanowisko zostanie zakwestionowane i będzie to postrzegane jako zagrożenie (pamiętajcie, że cała konstrukcja takiej osoby opiera się na kategoriach czarny/bialy), a wtedy pojawia się strach lub złość, co zostaje jednak odwrócone, uczucia te bowiem nie mogą być tolerowane ze względu na strukturę neurologiczną, jaka powstała w okresie niemowlęctwa, i wtedy uaktywniają się Prymitywne Systemy Przetrwania.

Oznacza to, że w momencie, kiedy ktoś jest w aktywnym stanie prymitywnego mechanizmu obronnego, nawet jeśli jakaś inna część jego mózgu odczuwa właśnie złość czy ból czy cokolwiek, ta inna część mózgu zostaje odseparowana od reszty, owe impulsy, uczucia, myśli są zaprzeczone, osobisty z nimi związek – zerwany, a wszystko razem jest projektowane na kogoś innego.

To jest: rozszczepienie może być prymitywną formą projekcji, kiedy zanegowaną część Ja doświadcza się jako przynależną jakiemuś obiektowi zewnętrznemu (osobie, grupie, czemukolwiek).

Istnieją także inne prymitywne mechanizmy obronne, wywodzące się z rozszczepienia wewnętrznej organizacji:

Projekcja identyfikacyjna: nieświadoma tendencja zarówno do przypisywania innej osobie tego, co się projektuje, JAK ROWNIEŻ do kontrolowania owej osoby, którą postrzega się jako przejawiającą owe projektowane cechy.

Oznacza to, że ktoś, kto nie toleruje swoich własnych uczuć furii i agresji, będzie nieświadomie prowokować i frustrować swoją ofiarę w bardziej lub mniej subtelny sposób, co doprowadzi ją w końcu do rzeczywistego ODCZUCIA owych emocji, którym osoba rozszczepiona zaprzecza w sobie.

W ten sposób rozszczepiona osobowość może odnieść satysfakcję z wyrażenia takich emocji w niezagrażający sposób, jako że „nie należą do niej”, i ktoś taki w pewnym sensie ma „pod kontrolą” ich przejawianie się.

To ważne spostrzeżenie, gdy ma się do czynienia z manipulacją.

Jeśli znasz własną maszynę, jeśli przepracowałeś swój własny materiał i jesteś pewien swoich uczuć w danej sytuacji, możesz zwrócić baczną uwagę na zmiany swojego własnego stanu, które są indukowane przez manipulującą osobę, i zrozumieć, że uczucia w ktore właśnie jesteś wmanipulowywany, są tymi, którym manipulator w sobie zaprzecza i nie jest w stanie ich u siebie zaakceptować. Dostarczy ci to danych o jego wewnętrznym świecie.

Pamiętajcie jednak, że osoba wykorzystująca swoje prymitywne mechanizmy obronne jako główny sposób działania, MA zmienną świadomość różnych stron swojego wewnętrznego konfliktu, zaprzeczenie (i rozszczepienie) pozwala jej jednak tolerować taki stan sprawy bez lęku. Może chwilowo zaprzeczyć jednemu, później czemuś innemu itd. Nie ma jednak jednoczesnej WSPÓŁ-świadomości sprzecznego materiału.

Wróćmy jednak do bardziej normalnych przejawów tego problemu. Jeśli u podłoża psychiki istnieje wyjątkowo silny prymitywny mechanizm obronny, może się on zorganizować wokół „ośrodka przekonań” mózgu, a głównym przekonaniem może być „jestem nic nie wart, jestem bezradny, zły”, MUSI ono zostać przerzucone na obiekty zewnętrzne (mózg walczy o przetrwanie), co notorycznie i nawykowo zostawia taką osobę na pozycji oczekiwania przejawów agresji czy krzywdzenia ze strony świata zewnętrznego.

Jeśli ktoś ma LICZNE niezintegrowane tego typu programy, z których każdy określa jego subiektywne doświadczenia w milionach sytuacji w każdym konkretnym momencie, to wewnętrzny świat takiego kogoś jest serią nieciągłych doświadczeń i ktoś taki będzie miał ogromne trudności z oddaniem się jakiemuś związkowi z drugim człowiekiem, sensownej pracy, celom, wartościom itd.

Na koniec, istnieje jeszcze inna sytuacja, w której ktoś taki działa z poziomu prymitywnych mechanizmów obronnych – jest to doświadczenie zadurzenia, silnego pociągu seksualnego, „zakochania się” itd., kiedy to „ten drugi człowiek”, bez względu na okoliczności, postrzegany jest jako ten „absolutnie dobry”.

Ten typ regresji tłumaczy, dlaczego skądinąd dojrzali ludzie zdolni są do skrajnych i nieracjonalnych myśli i działań pod wpływem pragnień i prymitywnych mechanizmów obronnych.

Wiąże się z tym pewien interesujący fakt. Pawłow zauważył, że jeśli niewielka część kory mózgowej psa znajdzie się w stanie patologicznej bezwładnosci i ekscytacji (czyli była pod wpływem maksymalnej presji i została odłączona), zacznie wytwarzać dziwne, stereotypowe wręcz zachowania, takie jak otrzepywanie się, ciągłe drapanie czy skrobanie w poszukiwaniu czegoś. Stwierdził on, że jeśli taki stan kory może wpływać na funkcje ruchowe, to może także wpływać na stereotypowe myślenie, co mogłoby tłumaczyć pewne obsesje obecne w ludzkim mysleniu.

Pawłow doszedł również do wniosku, że te niewielkie obszary mózgu podlegały ekwiwalentnej, paradoksalnej i ultraparadoksalnej fazie nienormalnej aktywności, co do których wcześniej był przekonany, że mogą dotyczyć jedynie większych obszarów mózgu. Pawłow w rzeczywistości stwierdził, że to, co jest nazywane projekcją i introjekcją – gdy uporczywe lęki lub pragnienia są projektowane na zewnątrz lub do wewnątrz – jest fizjologicznym przejawem wyhamowania pewnych konkretnych części mózgu.

Pawłow zauważył, że niektóre psy o stabilnym temperamencie w chwilach załamania się pod wpływem stresu mają większą niż normalnie tendencję do rozwinięcia tych ,,ograniczonych punktów patologicznych” w korze mózgowej. W rezultacie mogłyby powstać nowe schematy zachowań takie jak nieustanne szukanie czegoś lub jakaś forma fizycznego osłabienia. Gdy takie zachowania przyswojone zostały przez psa o zrównoważonym temperamencie, niezwykle trudne były do wykorzenienia. Możliwe, że w ten właśnie sposób bardziej stabilne osoby reagują na podobny stres: zamiast rozszczepiać się psychicznie, wypracowują jakiegoś typu zewnętrzne – fizyczne – działanie, które likwiduje napięcie.

W czasie drugiej wojny światowej w szpitalach angielskich przeprowadzono sporo badań na pacjentach będących w szoku wywołanym przez wybuchy. Niektórzy z tych pacjentów doszli do stanu ,,przestoju” mózgu, co objawiało się niezgrabnym i nieskoordynowanym, a mimo to regularnym konwulsyjnym rzucaniem się i wiciem pacjentów, czemu towarzyszyla tymczasowa utrata mowy lub gwałtowny bełkot.

Analogia pomiędzy tymi pacjentami a psami Pawłowa, poddanymi stresowi, powinna być oczywista.

Należy tu powiedziec, że nietypowe stany psychiczne można u ludzi osiagnąć w ten sam sposób, jak w przypadku psów Pawłowa – poprzez ,,dynamiczne stereotypy”. Formuje się w mózgu nowy system funkcjonalny, który do utrzymania się wymaga coraz mniej pracy ze strony systemu nerwowego, podobnie jak w miarę doskonalenia techniki jazdy samochodem wymagane jest coraz mniejsze skupienie.

Powtarzające się schematy ruchowe lub myślowe, uformowane pod wpływem tego rodzaju sytuacji stresowych (a niektórzy ludzie przechodzili naprawdę ciężkie chwile we wczesnym dzieciństwie) nie poddają się łatwo leczeniu.

Jednak w tym wypadku mówimy o statystycznie małej grupie ludzi.

Niemniej jednak, spostrzeżenia Pawłowa, że uporczywe drażnienie jednej części mózgu psa jest w stanie spowodować całkowite zablokowanie reakcji w innej części mózgu, może stanowić klucz do problemu programów, zderzaków i umysłu drapieżnika. U normalnej osoby czas oraz inne doświadczenia mogą do pewnego stopnia rozproszyć nienaturalne struktury neurologiczne, jednak u pewnych genetycznie wrażliwych ludzi struktury te mogą stać się strukturami głównymi.

Pamietajcie jednak, że nawet jeśli ktoś ma do czynienia z programami i zasadniczo „odprogramowuje” się z tego rodzaju nienaturalnych stanów, wrażliwość na to, co spowodowało zakłócenie funkcji nerwowych, może trwać w stanie uśpienia przez bardzo długi okres czasu. Konkretne wydarzenia będą przypominać tej osobie o „programach” i przez pewien czas będzie ona musiała borykać się z tym problemem wciąż od nowa, zanim zupełnie się go pozbędzie. (I nie mam żadnej pewności co do tego, czy zupełne usunięcie programu jest w ogóle mozliwe!)

Advertisements

11 komentarzy »

  1. nie ma już sprawy na której nie zdołalibyście zrobić interesu

    Komentarz - autor: hb.light — 25 sierpnia 2007 @ 15:27

  2. Od czasu do czasu otrzymujemy komentarze od osób zbliżonych pod wzgledem rozwoju intelektualnego do …. powiedzmy, róż. Róża kole, ale niewiele więcej potrafi. Róża ma również indywidualne IP, i po tym IP można poznać jakie wiatry na róże dmuchały. W tym przypadku, sprawdzając IP można było bez trudu sie przekonać, że naszą różę interesowały gry, np. „jak ubrać dziewczynę”. Nawet jesli nasza róża dzieli swój IP z kolegą, poziom intelektualny się zgadza. Sam nasz komentator pewnie nic nie ma do zaproponowania od siebie, bo gdyby miał, z pewnościa by coś sensownego napisał. Innymi słowy: drapieżnie pasożytuje. A może nie mamy racji? Różo, czy sie jeszcze odezwiesz? Czy też dojdziesz do wniosku, że tu się za dobrze na drapieżnikach i pasożytach znają i zajmiesz się dziewczynkami?

    Komentarz - autor: pracowniaiv — 26 sierpnia 2007 @ 19:36

  3. Nieomal poszło mi w pięty. Za co nieomal dziękuję. Nakreślony rysopis jest nieomal bez pudła.

    Z notek odczytałam póki co prologi, epilogi, oraz wyrywkowo inwokacje. Proszę zatem o więcej finezji w formułowaniu oskarżeń.

    Wpłaty dokonam w ciągu 48h i niewykluczone że ją ponowię zależnie od bieżącego widzimisię. Nieomal nie omieszkam wtedy powrócić do lektury.

    Sugerowałabym intensywniej skupić się na swoich własnych wiatrach, tudzież reszcie sfery metafizyczno-gastrycznej.

    Komentarz - autor: hb.light — 28 sierpnia 2007 @ 16:09

  4. Rozliczeniowego wątku nie odnajduję już; został przesunięty w krąg wtajemniczonych? Ponadto proszę o wyjaśnienie przesunięcia czasoprzestrzennego mojego pierwszego wpisu. Śmiem twierdzić, że mój osobisty program nie odbiega aż tak od konfiguracji Waszego.

    Komentarz - autor: hb.light — 28 sierpnia 2007 @ 17:28

  5. Tak, tym razem przeczytałam notkę od a do z

    Komentarz - autor: hb.light — 28 sierpnia 2007 @ 17:29

  6. I gwoli opamiętania;
    Prolog [od francuskiego Programmation en Logique to język programowania logicznego -to opis reguły wnioskowania oraz celu do którego zmierzamy, a rola komputera polega na odpowiednim zastosowaniu reguł aby znaleźć rozwiązanie]

    Komentarz - autor: hb.light — 28 sierpnia 2007 @ 18:04

  7. Od czasu do czasu otrzymujemy komentarze od osób zbliżonych pod wzgledem rozwoju intelektualnego do … powiedzmy, róż. Róża kole, ale niewiele więcej potrafi. Nasz komentator pewnie nic nie ma do zaproponowania od siebie, bo gdyby miał, z pewnościa by coś sensownego napisał. Innymi słowy: drapieżnie pasożytuje. A może nie mamy racji?

    „Prolog [od francuskiego Programmation en Logique to język programowania logicznego -to opis reguły wnioskowania oraz celu do którego zmierzamy, a rola komputera polega na odpowiednim zastosowaniu reguł aby znaleźć rozwiązanie]”

    Mysle, ze akurat autorce ostatnich komentarzy takie narzedzie mogloby sie przydac. Moze dzieki niemu pojawilyby sie jakakolwiek logika i jakis cel. Bo jak na razie ani jednego, ani drugiego nie widac.

    Poza wspomnianym juz pasozytowaniem, rzecz jasna.

    Komentarz - autor: pracowniaiv — 29 sierpnia 2007 @ 19:25

  8. 🙂 deficyt celu misji i logiki zaliczam w poczet swych cnot głównych; mam też rozliczne inne mniejszej wagi narodowej, jak chociażby ta że najpłomienniej dyskutuję o książkach których nie czytałam

    pozdrawiam

    Komentarz - autor: hb.light — 31 sierpnia 2007 @ 03:11

  9. […] to jest i skąd się bierze? Tu po raz kolejny zachęcam zainteresowanych do uważnego przeczytania tego wpisu. Zwróćcie uwagę na przykład na te akapity: Okresy szczytowej afektywnej intensywności […]

    Pingback - autor: Ego, osobowość i polowanie na czarownice « PRACowniA — 5 lipca 2008 @ 21:32

  10. O co chodzi, ktoś mi wytłumaczy?

    Komentarz - autor: strony internetowe — 9 lipca 2008 @ 13:35

  11. a czego nie rozumiesz?

    Komentarz - autor: iza — 9 lipca 2008 @ 15:45


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: