PRACowniA

6 sierpnia 2007

Wewnętrzna alchemia

Filed under: Czwarta Droga,Ezoteryka,Książki — zupa4africa @ 12:25
Tags: , ,

„Zostało wcześniej powiedziane, że poznawanie i obserwacja siebie, jeśli przeprowadzone są we właściwy sposób, zbliżają człowieka do uświadomienia sobie faktu, że coś jest nie w porządku z jego maszyną i z jego funkcjami w ich zwykłym stanie. Człowiek zdaje sobie sprawę, że jest tak właśnie dlatego, że śpi, żyje i pracuje niewielką częścią samego siebie. To właśnie z tego powodu olbrzymia większość jego mocy pozostaje nie wykorzystana. Człowiek czuje, że nie bierze od życia tego wszystkiego, co mógłby dostać, że nie udaje mu się to z powodu określonych wad czynnościowych jego maszyny, jego odbiornika. Idea poznawania siebie nabiera w jego oczach nowego znaczenia. Czuje, że być może nie jest nawet warte zachodu poznawanie siebie w taki sposób, w jaki on to teraz robi. Każdą funkcję widzi taką, jaką ona teraz jest i jaką mogłaby czy powinna być. Obserwacja siebie prowadzi człowieka do uświadomienia sobie konieczności zmiany siebie.

I obserwując siebie, człowiek zauważa, że sama obserwacja siebie powoduje pewne zmiany w jego wewnętrznych procesach.

Zaczyna rozumieć, że obserwacja siebie jest narzędziem zmiany siebie, środkiem przebudzenia.

Obserwując siebie rzuca on jakby promień światła na swoje wewnętrzne procesy, które do tej pory odbywały się w zupełnej ciemności. I pod wpływem tego światła same procesy zaczynają ulegać zmianie.

Istnieje olbrzymia liczba procesów chemicznych, które zachodzą wyłącznie pod nieobecność światła. Dokładnie w ten sam sposób wiele procesów psychicznych może zachodzić tylko w ciemności.

Nawet słabe światło świadomości wystarcza, by całkowicie zmienić charakter tych procesów, a wiele z nich wręcz uniemożliwić.

Nasze wewnętrzne procesy psychiczne (nasza wewnętrzna alchemia) mają wiele wspólnego z tymi procesami chemicznymi, w których światło zmienia charakter samego procesu, i podlegają one analogicznym prawom.(…)

Organizm ludzki można przyrównać do fabryki chemicznej, nastawionej na bardzo dużą produkcję. Ale w zwykłych warunkach życia fabryka nigdy nie osiąga w produkcji pełnej, możliwej wydajności, ponieważ wykorzystuje się tylko małą cześć maszynerii, która jedynie produkuje taką ilość materiału, jaka jest jej potrzebna do zapewnienia swojej własnej egzystencji.

Oczywiście tego rodzaju praca fabryki jest w najwyższym stopniu nieekonomiczna. W rzeczywistości fabryka niczego nie produkuje: cała jej maszyneria i cały jej znakomity sprzęt nie służą faktycznie żadnemu celowi, ponieważ ona tylko podtrzymuje z trudnością swoją własną egzystencję.

Praca fabryki polega na przetwarzaniu jednego rodzaju materii na drugi, mianowicie materii grubszej – w znaczeniu kosmicznym – w materię bardziej subtelną. Fabryka otrzymuje od świata zewnętrznego jako surowiec pewną liczbę grubych “wodorów” i poprzez całą serię skomplikowanych procesów alchemicznych przetwarza je w delikatniejsze “wodory”.

Jednakże produkowanie delikatniejszych wodorów – które ze względu na możliwość wyższych stanów świadomości i pracy wyższych centrów szczególnie nas interesują – przez ludzką maszynę w zwykłych warunkach życia jest niewystarczające; wszystkie one bowiem marnowane są na samo utrzymywanie przy życiu tej fabryki.

Gdyby udało nam się podnieść tę produkcję do możliwie maksymalnego poziomu, moglibyśmy zacząć oszczędzać delikatne wodory. Wtedy to całe ciało, wszystkie tkanki, wszystkie komórki zostałyby nasycone tymi delikatnymi wodorami, które stopniowo by się w nich usadowiły, krystalizując się w pewien określony sposób.

Ta krystalizacja delikatnych wodorów stopniowo podniosłaby cały organizm na wyższy poziom, na wyższą płaszczyznę bycia.

To jednakże nie może zdarzyć się w zwykłych warunkach życia, ponieważ “fabryka” zużywa wszystko to, co produkuje.

“Naucz się odróżniać subtelne od grubego” – ta zasada, pochodząca “Szmaragdowej Tablicy Hermesa Trismegistosa”, dotyczy pracy ludzkiej fabryki; i jeśli człowiek nauczy się oddzielać subtelne od grubego, to znaczy jeśli podniesie produkcję delikatnych wodorów do maksimum, to już przez sam ten fakt stworzy on dla siebie możliwość wewnętrznego wzrostu, której w żaden inny sposób nie da się stworzyć. (…)

Cała alchemia nie jest niczym innym, jak tylko alegorycznym opisem ludzkiej fabryki i jej pracy przetwarzania metali nieszlachetnych (substancji grubych) w szlachetne (substancje delikatne). (…)

Poznawanie pracy ludzkiego organizmu jako fabryki wskazuje nam trzy etapy w ewolucji ludzkiej maszyny.

Pierwszy etap odnosi się do pracy organizmu ludzkiego takiego, jakim stworzyła go przyroda – to znaczy do życia i funkcji człowieka nr 1, 2 i 3.

Pierwsza oktawa, to jest oktawa pokarmu, rozwija się normalny sposób do mi 192. Po dojściu do tego punktu otrzymuje ona automatycznie wstrząs w momencie rozpoczęcia się drugiej oktawy i jej rozwój przebiega nieprzerwanie aż do si 12.

Druga oktawa, czyli oktawa powietrza, zaczyna się od do 192 i rozwija się do mi 48, na którym się zatrzymuje.

Trzecia oktawa, czyli oktawa wrażeń, zaczyna się od do 48 i tam też się zatrzymuje.

Tak więc siedem nut pierwszej oktawy, trzy nuty drugiej i jedna nuta trzeciej, przedstawiają pełny obraz pracy “ludzkiej fabryki”, w jej pierwszym czy też naturalnym stadium. Przyroda dostarczyła nam tylko jednego “wstrząsu”, który otrzymywany jest momencie pojawienia się drugiej oktawy i który pomaga mi pierwszej oktawy w przejściu w fa. Ale przyroda nie przewidziała i nie zapewniła drugiego “wstrząsu”, to znaczy “wstrząsu”, który pomógłby w rozwoju trzeciej oktawy, a zatem umożliwiłby mi z drugiej oktawy przejście w fa.

Jeśli człowiek pragnie zwiększyć produkcję delikatnych wodorów w swoim organizmie, to musi stworzyć ten “wstrząs” za pomaca własnych, osobistych wysiłków.

Drugi etap odnosi się do pracy ludzkiego organizmu, kiedy to człowiek stwarza świadomy, wolicjonalny “wstrząs” w punkcie do 48. Najpierw ten wolicjonalny “wstrząs” przekazywany jest do drugiej oktawy, która rozwija się aż do sol 12 lub – jeśli praca organizmu jest dostatecznie intensywna – nawet do la 6, i jeszcze dalej.

Ten sam wstrząs umożliwia także rozwój trzeciej oktawie, czyli oktawie wrażeń, która w tym wypadku osiąga mi 12. Żadna z tych oktaw nie może rozwijać się dalej bez otrzymania nowego “wstrząsu”. Nie da się natury tego drugiego “wstrząsu” tak łatwo opisać, jak natury pierwszego wolicjonalnego “wstrząsu” w do 48. Aby móc zrozumieć naturę tego “wstrząsu”, konieczne jest zrozumienie znaczenia si 12 i mi 12.

Wysiłek, który wytwarza ten “wstrząs”, musi polegać na pracy nad emocjami, na przekształcaniu i transmutacji emocji. Ta transmutacja emocji pomoże z kolei transmutacji si 12 w ludzkim organizmie.

Bez tej transmutacji nie jest możliwy żaden poważny wzrost, to znaczy żaden wzrost wyższych ciał w organizmie.

Idea tej transmutacji znana była wielu starożytnym, jak i stosunkowo nowszym naukom, takim jak na przykład średniowieczna alchemia. Przy czym alchemicy wyrażali się o tej transmutacji w alegorycznych formach, dotyczących przekształcenia metali nieszlachetnych w szlachetne. W rzeczywistości jednakże mieli oni na myśli przekształcenie w ludzkim organizmie wodorów grubych w wodory delikatniejsze, to jest głównie przekształcenie mi 12.

O człowieku, który jest w stanie dokonać takiego przekształcenia, można powiedzieć, że osiągnął to, do czego dążył; jednocześnie można też powiedzieć, że dopóki to przekształcenie nie jest możliwe, wszystkie osiągnięte przez człowieka wyniki mogą zostać utracone, ponieważ nie zostaje one w nim w żaden sposób utrwalone; ponadto uzyskuje się je tylko w sferach myśli i emocji. Rzeczywiste, obiektywne wyniki można osiągnąć dopiero po rozpoczęciu transmutacji mi 12.

Alchemicy, którzy mówili o tej transmutacji, bezpośrednio od niej zaczynali. Nie wiedzieli oni nic – albo przynajmniej nic nie mówili – o naturze pierwszego wolicjonalnego “wstrząsu”. A jednak to właśnie od niego wszystko zależy.

Drugi wolicjonalny “wstrząs” i transmutacja stają się fizycznie możliwe dopiero po długiej praktyce z pierwszym wolicjonalnym “wstrząsem”, polegającej na “pamiętaniu siebie” “obserwowaniu odbieranych wrażeń„. (…)

Trzeci etap pracy ludzkiego organizmu zaczyna się wówczas, gdy człowiek w punkcie mi 12 stwarza w sobie drugi świadomy, wolicjonalny “wstrząs” i kiedy rozpoczyna się w nim przekształcanie oraz transmutacja tych wodorów w wyższe wodory. Drugi etap i początek trzeciego etapu dotyczy źycia i funkcji człowieka nr 4. Aby dokonało się przejście człowieka nr 4 na poziom człowieka nr 5, potrzebny jest bardzo długi okres transmutacji i krystalizacji. (…)

Aby zrozumieć pracę maszyny ludzkiej i jej możliwości, trzeba wiedzieć, że oprócz tych trzech, a także innych związanych z nimi centrów, mamy jeszcze dwa w pełni rozwinięte i właściwie działające centra, które nie są jednak związane z naszym zwykłym życiem ani z trzema centrami, w których jesteśmy sami siebie świadomi.

Istnienie w nas tych wyższych centrów stanowi większą zagadkę niż ów ukryty skarb, którego ludzie wierzący w istnienie tajemniczego i cudownego szukali od najdawniejszych czasów.

Wszystkie mistyczne i okultystyczne systemy uznają, że w człowieku istnieją wyższe siły i zdolności – choć w wielu wypadkach dopuszcza się myśl, że siły te istnieją tylko w postaci możliwości – i mówi się o konieczności rozwijania w człowieku tych ukrytych sił. Niniejsze nauczanie różni się od wielu innych tym, że twierdzi ono, iż w człowieku istnieją wyższe centra i że są one w pełni rozwinięte. To niższe centra są nierozwinięte. I to właśnie ten niedostateczny rozwój czy też niepełne funkcjonowanie niższych centrów uniemożliwia nam korzystanie z pracy wyższych centrów. (…)

– Jedną z centralnych idei obiektywnej wiedzy – powiedział G. – jest idea jedności wszystkiego, jedności w różnorodności.

Od pradawnych czasów ludzie, którzy rozumieli treść i znaczenie tej idei i którzy widzieli w niej podstawę obiektywnej wiedzy, usiłowali znaleźć sposób przekazania tej idei w postaci zrozumiałej dla innych. Przekaz idei obiektywnej wiedzy był zawsze częścią zadania przypadającego tym, którzy tę wiedzę posiadali. W takich wypadkach idea jedności wszystkiego, stanowiąca fundamentalną i centralną ideę tej wiedzy, musiała być przekazana jako pierwsza, i to przekazana całościowo i z należytą dokładnością. Dlatego też ideę tę należało przedstawiać w takich formach, które zapewniały właściwe jej postrzeganie przez innych, a także zapobiegały możliwym wypaczeniom i zafałszowaniom przy jej przekazie.

W tym celu od ludzi, którym ta idea była przekazywana, wymagano poddania się właściwemu przygotowaniu; sama idea zaś była przedstawiana albo w postaci logicznej – na przykład w systemach filozoficznych usiłujących stworzyć definicję “podstawowej zasady” czy też arch (arche), z której wywodzi się wszystko inne – albo w postaci nauczań religijnych próbujących stworzyć element wiary i wywołać falę emocji, która wznosi ludzi na poziom “obiektywnej świadomości”.

Zarówno jedne, jak i drugie wysiłki – czasami mniej, czasami bardziej skuteczne – przewijają się przez całą historię ludzkości od najpradawniejszych czasów aż do dnia dzisiejszego, i przyjmując formę religijnych oraz filozoficznych doktryn stanęły one jak pomniki na tych drogach, gdzie próbowano jednać myśl rodzaju ludzkiego z myślą ezoteryczną. Jednakże wiedza obiektywna, włączając w to ideę jedności, przynależy do świadomości obiektywnej. Wyrażające tę wiedzę formy, postrzegane przez świadomość subiektywną, są nieuchronnie wypaczane i, zamiast do prawdy, prowadzą one do coraz częstszych złudzeń.

Mając świadomość obiektywną można widzieć i odczuwać jedność wszystkiego. Natomiast dla świadomości subiektywnej świat jest rozłożony na miliony oddzielnych i nie powiązanych ze sobą zjawisk. Naukowe i filozoficzne próby powiązania tych zjawisk w jakiegoś rodzaju system, do niczego nie prowadzą, ponieważ. człowiek nie może zrekonstruować idei całości wychodząc od poszczególnych faktów, a także nie może domyślić się zasad podziału całości bez znajomości praw, na których ten podział się opiera.

Niemniej jednak idea jedności wszystkiego istnieje także w myśli intelektualnej, ale jej dokładnego stosunku do różnorodności nigdy nie się jasno wyrazić za pomocą słów lub logicznych form. Zawsze istnieją tu nieprzezwyciężalne trudności językowe. Język, który został ukształtowany poprzez wyrażanie wrażeń wielorakości i różnorodności w subiektywnych stanach świadomości, nie może nigdy z wystarczającą jasnością przekazać idei jedności, która jest czytelna i oczywista jedynie w obiektywnym stanie świadomości.

Zdając sobie sprawę z niedoskonałości i słabości potocznego języka ludzie, którzy posiedli obiektywną wiedzę, próbowali wyrazić ideę jedności za pomocą “mitów”, “symboli”, a także w szczególnych “formułach słownych”, które – przekazywane bez zmian – przenosiły ideę szkoły do szkoły, a często z jednej do drugiej epoki.

Wcześniej zostało już powiedziane, że w wyższych stanach świadomości działają w człowieku wyższe centra psychiczne: “wyższe emocjonalne” i “wyższe intelektualne”.

Celem “mitów” i “symboli” jest dotarcie do wyższych centrów człowieka i przekazanie mu idei niedostępnych dla intelektu, i to przekazanie ich w takich formach, które wykluczyłyby możliwość fałszywych interpretacji

“Mity” przeznaczone są dla wyższego centrum emocjonalnego, “symbole” zaś dla wyższego centrum myślowego.

I z tego względu wszystkie próby zrozumienia lub wyjaśnienia “mitów” i “symboli” za pomocą umysłu, czy też za pomocą streszczających ich treść formuł i wyrażeń, są z góry skazane na niepowodzenie.

Wszystko można zawsze zrozumieć, ale wyłącznie za pomocą odpowiedniego centrum. Jednakże przygotowanie, bez którego nie jest się stanie przyjąć idei należących do wiedzy obiektywnej, musi odbyć się umyśle, bo tylko odpowiednio przygotowany umysł może przekazać idee do wyższych centrów, nie wprowadzając elementów dla nich obcych.

Pośród symboli używanych do przekazywania idei należących do obiektywnej wiedzy znajdowały się wykresy fundamentalnych praw wszechświata, które nie tylko przekazywały samą wiedzę, lecz także wskazywały drogę do niej. Poznawanie symboli, ich budowy i znaczenia stanowiło bardzo ważną część przygotowania do otrzymania obiektywnej wiedzy i było samo w sobie sprawdzianem, ponieważ dosłowne albo pozorne zrozumienie symboli uniemożliwiało otrzymanie jakiegokolwiek dalszego poznania.

Symbole dzieliły się na podstawowe i podporządkowane; pierwsze z nich zawierały zasady poszczególnych dziedzin wiedzy, te drugie wyrażały podstawową naturę zjawisk w ich stosunku do jedności.

Pośród formuł streszczających zawartość wielu symboli znajdowała się jedna, która miała szczególne znaczenie, mianowicie formuła pochodząca ze “Szmaragdowej Tablicy Hermesa Trismegistosa”: Jak w górze, tak na dole.

Formuła ta stwierdzała, że wszystkie prawa kosmosu można odnaleźć w atomie lub też w innym dowolnym zjawisku, które zgodnie z pewnymi prawami istnieje jako coś skończonego. To samo znaczenie zawarte było w analogii przeprowadzonej pomiędzy mikrokosmosem – człowiekiem i makrokosmosem – wszechświatem. Podstawowe prawa triad i oktaw przenikają wszystko i powinno się je poznawać równocześnie w świecie i w człowieku. Ale dla siebie samego człowiek jest bliższym i bardziej dostępnym przedmiotem poznania i wiedzy niż znajdujący się poza nim świat zjawisk. Zatem dążąc do poznania wszechświata, człowiek powinien zacząć od poznawania samego siebie i od uświadomienia sobie podstawowych praw w sobie samym.

Z tego punktu widzenia inna formuła – Poznaj samego siebie – nabiera szczególnie głębokiego znaczenia; jest to jeden z symboli prowadzących do znajomości prawdy. Tak więc poznawanie świata i poznawanie człowieka będą się nawzajem wspomagać. Poznając świat i jego prawa, człowiek poznaje siebie, a poznając samego siebie, poznaje świat. W tym sensie każdy symbol uczy nas czegoś o nas samych.”

„Przekazanie znaczenia symboli człowiekowi, który nie osiągnął jeszcze zrozumienia ich w samym sobie, jest niemożliwe. Brzmi to jak paradoks, ale znaczenie symbolu i ujawnienie jego istoty może być dane tylko temu i zrozumiane tylko przez tego, który sam już wie, co symbol zawiera. Wtedy symbol staje się dlań syntezą jego poznania i służy mu do wyrażania oraz przekazywania tego poznania, tak jak służył przedtem człowiekowi, który go skonstruował. (…)

W zachodnich systemach okultystycznych istnieje metoda znana pod nazwą “sumy teozoficznej”, to znaczy metoda określania liczb składających się z dwóch lub więcej cyfr poprzez sumę tych cyfr. Ludziom, którzy nie rozumieją symboliki liczb, ta metoda syntetyzowania liczb wydaje się całkowicie arbitralna i prowadząca donikąd. Jednakże dla człowieka, który rozumie jedność wszystkiego, co istnieje, i posiada klucz do tej jedności, metoda sumy teozoficznej ma głębokie znaczenie, ponieważ rozkłada ona całą różnorodność na rządzące nią fundamentalne prawa, wyrażone liczbami od 1 do 10.

Jak zostało to powiedziane wcześniej, w symbolice figur liczby odpowiadają określonym figurom geometrycznym i wzajemnie się z nimi dopełniają. W Kabale używa się także symboliki liter oraz w kombinacji z symboliką liter – symboliki słów. Kombinacja czterech metod symboliki – poprzez liczby, figury geometryczne, litery i słowa – daje skomplikowaną, ale za to doskonalszą metodę.

Istnieje ponadto symbolika magii, symbolika alchemii i symbolika astrologii, a także symbole Tarota, które łączą te symboliki w jedną całość. Każdy z tych systemów może służyć jako środek do przekazywania idei jedności. Ale w niekompetentnych i nieświadomych, choć pełnych dobrych zamiarów rękach ten sam symbol staje się “narzędziem do wprowadzania w błąd”.

Powodem tego jest fakt, że symbolu nigdy nie można przyjąć w jego ostatecznym i zdefiniowanym znaczeniu. Wyrażając prawa jedności w nieskończonej różnorodności, sam symbol ma nieskończenie wiele aspektów, w których można go rozpatrywać, i wymaga on od zajmującego się nim człowieka zdolności do równoczesnego patrzenia z różnych punktów widzenia.

Symbole przełożone na słowa potocznego języka robią się schematyczne, niejasne i bardzo łatwo stają się “swoim własnym zaprzeczeniem”, zamykając znaczenie w wąskich dogmatycznych ramach i nie stwarzając nawet możności względnie swobodnego logicznego zbadania tematu. Powodem tego jest dosłowne rozumienie symboli i przypisywanie symbolowi tylko jednego znaczenia.

Prawda znów zostaje przesłonięta zewnętrzną warstwą kłamstwa, a odkrycie jej wymaga dokonania olbrzymich wysiłków negacji, w których zatraca się idea samego symbolu

Dobrze wiadomo, jakiego rodzaju złudzenia powstały u tych, którzy religijne, alchemiczne, a szczególności magiczne symbole brali dosłownie i tylko w jednym znaczeniu. Równocześnie, właściwe rozumienie symbolu nie może prowadzić do sporów. Pogłębia ono poznanie i nie może pozostać teoretyczne, ponieważ wzmaga ono dążenie do osiągnięcia rzeczywistych wyników, do jedności wiedzy i bycia, to znaczy do Wielkiego Czynienia. Nie można przekazać czystego poznania, ale gdy wyrażane jest ono w symbolach, to zostaje jakby zakryte przesłoną, która dla tych, którzy pragną i którzy wiedzą jak patrzeć, staje się przezroczysta. W tym sensie można mówić o symbolice mowy, choć ta symbolika nie dla wszystkich jest zrozumiała.

Zrozumienie wewnętrznego znaczenia tego, co się mówi, możliwe jest tylko na pewnym poziomie rozwoju i w połączeniu z odpowiednimi wysiłkami i stanem słuchacza.

Tymczasem człowiek, słysząc rzeczy dla siebie nowe, zamiast próbować je zrozumieć, najpierw zaczyna się z nimi spierać albo udowadniać ich niesłuszność, przeciwstawiając im opinię, którą uważa za zgodną z prawdą, a która z reguły nie ma z nimi żadnego związku. W ten sposób traci wszelką szansę na odkrycie czegoś nowego

Aby móc rozumieć mowę, gdy staje się ona symboliczna, trzeba najpierw nauczyć się słuchać. Słuchanie jest nauką. Bez tej nauki wszelkie próby dosłownego rozumienia – tam gdzie mowa jest związana z obiektywnym poznaniem i z kwestią zespolenia różnorodności z jednością – są z góry skazane na niepowodzenie, a w większości wypadków prowadzą tylko do dalszych złudzeń. (…)

Gdybyśmy z własnej woli i na własne życzenie mogli połączyć centra naszej zwykłej świadomości z wyższym centrum myślowym, to i tak w naszym obecnym stanie na nic by się nam to nie zdało

W większości wypadków, kiedy ma miejsce przypadkowy kontakt z wyższym centrum myślowym, człowiek traci przytomność. Umysł odmawia przyjęcia napływu myśli, emocji, obrazów i idei, które nagle na niego nacierają. I zamiast żywej myśli, czy też żywej emocji, pojawia się coś przeciwnego – zupełna pustka i stan nieświadomości. W pamięci utrwala się tylko pierwsza chwila, gdy ten napływ jakby wtargnął do umysłu, i chwila ostatnia, kiedy to zaczął on opadać i powróciła świadomość.

Ale nawet te chwile są tak pełne niezwykłych odcieni i kolorów, że nie da się ich przyrównać do niczego spośród potocznych doznań życia.

To z reguły wszystko, co pozostaje z tak zwanych “mistycznych” i “ekstatycznych” doświadczeń, które odzwierciedlają chwilowe połączenie się z wyższym centrum. Bardzo rzadko się zdarza, że lepiej przygotowany umysł potrafi uchwycić i zapamiętać coś z tego, co się rozumiało i czuło w chwili ekstazy. Ale nawet w takich wypadkach centra myślowe, ruchowe i emocjonalne pamiętają i przekazują wszystko na swój własny sposób, tłumacząc na język zwykłych, codziennych doznań zupełnie nowe i nigdy przedtem nie doświadczane doznania; redukują one do form trójwymiarowego świata rzeczy, które całkowicie wykraczają poza granice naszych potocznych miar; w ten sposób oczywiście całkowicie wypaczają one wszystkie pozostałe w pamięci ślady owych niezwykłych doświadczeń.

Nasze zwykłe centra, przekazujące wrażenia pochodzące z wyższych centrów, można porównać do ślepca mówiącego o kolorach lub do człowieka głuchego mówiącego o muzyce. Aby uzyskać właściwe i trwałe połączenie pomiędzy niższymi i wyższymi centrami, trzeba wyregulować i przyspieszyć pracę niższych centrów.

Ponadto, jak zostało to wcześniej powiedziane, niższe centra pracują źle, gdyż zamiast spełniać właściwe im funkcje, to jedno czy drugie z nich wyręcza w pracy inne centra. W znacznym stopniu obniża to prędkość ogólnej pracy maszyny i sprawia, że bardzo trudno jest przyśpieszyć pracę centrów.

Gdy więc chodzi o to, by wyregulować i przyspieszyć pracę niższych centrów, celem powinno stać się uwolnienie każdego centrum od obcej mu i nienaturalnej dla niego pracy oraz ukierunkowanie go z powrotem ku jego własnej pracy, którą może wykonywać ono lepiej niż jakiekolwiek inne centrum. (…)

Aby wyregulować i zrównoważyć pracę trzech centrów, których funkcje składają się na nasze życie, trzeba nauczyć się gospodarować wyprodukowaną przez nasz organizm energią i nie marnować jej na niepotrzebne funkcjonowanie, ale oszczędzać na taką działalność, która stopniowo połączy niższe centra z wyższymi. Wszystko to, co zostało wcześniej powiedziane o pracy nad samym sobą, o formowaniu wewnętrznej jedności i o przechodzeniu z poziomu człowieka nr 1, nr 2 i nr 3 na poziom człowieka nr 4 i dalej, zmierza do jednego i tego samego celu.

To, co według jednej terminologii nazywane jest “ciałem astralnym”, w innej terminologii nazywa się “wyższym centrum emocjonalnym” (choć w tym wypadku różnica polega nie tylko na samej terminologii). Są to, mówiąc dokładniej, różne aspekty następnego etapu ewolucji człowieka.

Można powiedzieć, że “ciało astralne” jest konieczne do pełnego i właściwego funkcjonowania “wyższego centrum emocjonalnego” w zgodzie z niższym centrum. Lub można też powiedzieć, że “wyższe centrum emocjonalne” jest konieczne do pracy “ciała astralnego”.

“Ciało umysłowe” odpowiada “wyższemu centrum myślowemu”. Błędem byłoby powiedzenie, iż są one jednym i tym samym. Ale każde z nich potrzebuje drugiego i nie może bez niego istnieć; jedno wyra pewne aspekty i funkcje tego drugiego.

“Czwarte ciało” wymaga pełnej i harmonijnej pracy wszystkich centrów; i zakłada ono, lub też wyraża, całkowity kontrolę nad tą pracą. (…)

“Nowe narodziny”, o których wcześniej mówiliśmy, tak samo jak narodziny fizyczne i przedłużanie gatunku, zależą od energii seksualnej.

“Wodór” si 12 jest “wodorem”, który reprezentuje końcowy produkt przekształcania pokarmu w ludzkim organizmie. Jest to materia, za pomocą której pracuje seks i którą seks wytwarza. Jest to “nasienie” “owoc”.

“Wodór” si 12 może z pomocą “dodatkowego wstrząsu” przejść w do następnej oktawy. Ale ten “wstrząs” może być dwoistej natury i mogą też zacząć rozwijać się różne oktawy: jedna na zewnątrz organizmu, który wyprodukował si, a druga w samym tym organizmie.

Połączenie się męskiego i żeńskiego si 12 oraz wszystko, co temu towarzyszy, stanowi pierwszego rodzaju “wstrząs”, a rozpoczęta za jego pomocą oktawa rozwija się niezależnie jako nowy organizm albo nowe życie. Jest to normalny i naturalny sposób zużywania energii si 12. Ale w tym samym organizmie istnieje jeszcze inna możliwość. Jest to możliwość stworzenia nowego życia wewnątrz tego samego organizmu, w którym zostało wytworzone si 12, bez połączenia się dwóch składników: męskiego i żeńskiego.

Nowa oktawa rozwija się wtedy wewnątrz, a nie na zewnątrz organizmu. Są to narodziny “ciała astralnego”. Musicie zrozumieć, że “ciało astralne” rodzi się z tego samego materiału, z tej samej materii, co ciało fizyczne, tylko proces jest inny.

Całość ciała fizycznego, wszystkie jego komórki są, jeśli można tak powiedzieć, przeniknięte emanacjami materii si 12. A kiedy są już wystarczająco nasączone, to wtedy materia si 12 zaczyna się krystalizować. Krystalizacja tej materii stanowi formowanie się “ciała astralnego”.

Przejście materii si 12 w emanacje i stopniowe nasycenie nimi organizmu jest tym, co alchemia nazywa przekształceniem albo “transmutacją”. To właśnie owo przekształcenie ciała fizycznego w ciało astralne alchemia nazwała transmutacją grubego w subtelne, lub też przekształceniem metali nieszlachetnych w złoto.

Całkowita transmutacja, to znaczy powstanie “ciała astralnego”, możliwa jest tylko w zdrowym, normalnie funkcjonującym organizmie. W chorym, wypaczonym albo uszkodzonym organizmie żadna transmutacja nie jest możliwa. (…)

Człowiek w normalnym, naturalnym dla niego stanie, traktowany jest jako dwoistość. Składa się on całkowicie z dwoistości czy też “par przeciwieństw”. Wszystkie doznania, wrażenia, uczucia i myśli człowieka dzielą się na dodatnie i ujemne, pożyteczne i szkodliwe, konieczne i niekonieczne, dobre i złe, przyjemne i nieprzyjemne, Praca centrów toczy się pod znakiem tego podziału. Myśli przeciwstawiają się uczuciom. Impulsy ruchowe przeciwstawiają się instynktownemu pragnieniu spokoju. Jest to dwoistość, w której zawierają się wszystkie postrzeżenia, wszystkie reakcje, całe życie człowieka. Każdy człowiek, który choć trochę obserwuje samego siebie, może sam w sobie dostrzec tę dwoistość.

Przy czym dwoistość ta będzie wydawała się zmienna; to, co dzisiaj zwycięża, jutro staje się “pokonanym”; to, co dzisiaj dominuje, jutro staje się drugorzędne i podporządkowane. I wszystko jest jednakowo mechaniczne, jednakowo niezależne od woli, i jednakowo nie prowadzi do żadnego celu.

Zrozumienie w samym sobie dwoistości zaczyna się od uświadomienia sobie mechaniczności i zdania sobie sprawy z różnicy między tym, co mechaniczne, a tym, co świadome.

Zrozumienie to musi być poprzedzone zniszczeniem okłamywania siebie, w którym człowiek żyje, uważając swoje nawet najbardziej mechaniczne działania za wolicjonalne i świadome, a siebie samego za jednego i całego. Kiedy to okłamywanie siebie zostaje zniszczone i człowiek zaczyna widzieć różnicę pomiędzy tym, co jest w nim mechaniczne, a tym, co jest świadome, zaczyna się walka o urzeczywistnienie w życiu świadomości i podporządkowanie tego, co mechaniczne, temu, co świadome.

W tym celu człowiek zaczyna od prób podjęcia określonej decyzji, wynikającej ze świadomych motywów i wymierzonej przeciwko mechanicznym procesom, które zachodzą zgodnie z prawami dwoistości. Stworzenie trwałej trzeciej zasady oznacza dla człowieka przekształcenie dwoistości w troistość.

Umocnienie się w tej decyzji oraz nieustanne i niezawodne postępowanie w zgodzie z nią we wszystkich tych sytuacjach, gdzie poprzednio działały zazwyczaj przypadkowe, neutralizujące “wstrząsy” (które przynoszą tylko przypadkowe wyniki), daje trwałą linię wyników w czasie i jest przekształceniem troistości w czteroistość.

Następny etap, przekształcenie czteroistości w pięcioistość oraz zbudowanie pentagramu, ma w odniesieniu do człowieka nie jedno, lecz wiele znaczeń. Pierwszym, którego uczy się człowiek, jest to najbardziej niepodważalne, dotyczące pracy centrów. Rozwój maszyny ludzkiej i wzbogacanie bycia zaczyna się od nowego i niezwyczajnego funkcjonowania tej maszyny.

Wiemy, że człowiek ma pięć centrów: myślowe, emocjonalne, ruchowe, instynktowe i seksualne. Nadmierny, odbywający się kosztem innych rozwój jednego z centrów stwarza niezwykle jednostronny, niezdolny do dalszego rozwoju typ człowieka. Ale jeśli człowiek doprowadzi pracę centrów w sobie do harmonijnej zgody, to “zamyka on w sobie pentagram” i staje się ukształtowanym typem doskonałego fizycznie człowieka.

Pełne i właściwe funkcjonowanie pięciu centrów prowadzi do połączenia ich z wyższymi centrami, które to z kolei dostarczają brakującego składnika i zapewniają człowiekowi bezpośredni i trwały związek obiektywnej świadomości z obiektywną wiedzą.

I wtedy człowiek staje się gwiazdą sześcioramienną, to znaczy będąc zamkniętym wewnątrz niezależnego i zamkniętego w sobie kręgu zostaje oddzielony od obcych wpływów lub przypadkowych wstrząsów; uosabia wówczas Pieczęć Salomona”.

P.D. UspieńskiFragmenty nieznanego nauczania. W poszukiwaniu cudownego.”

Reklamy

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: