Alice Miller – “Bunt ciała”
Emocje to nie luksus, lecz wielostrunowy instrument, wspierający nas w walce o przetrwanie.
- – Antonio R. Damasio
Bez wspomnień z dzieciństwa czujesz się jak ktoś, kto zmuszony jest stale dźwigać ze sobą skrzynię, której zawartości nie zna. Im jesteś starszy, tym cięższa wydaje ci się ta skrzynia i tym bardziej chciałbyś ją wreszcie otworzyć.
- – Jurek Becker
Głównym tematem wszystkich moich książek jest zaprzeczanie prawdzie o cierpieniach naszego dzieciństwa.(…)
Pojęcia, którymi się posługuję, zachowują natomiast – niezależnie od kontekstu – zawsze takie samo znaczenie. Tak na przykład słowo “podświadomy” oznacza wyłącznie wyparte, odszczepione, nie dopuszczane do świadomości treści (wspomnienia, emocje, potrzeby). Składają się one na historię człowieka, która jest w całości zapisana w jego ciele, lecz tylko w niewielkim stopniu uświadamiana. Stosownie do tego pojęcia “prawda” używam nie w sensie metafizycznym, lecz wyłącznie w sensie subiektywnym, zawsze w odniesieniu do konkretnego człowieka. Często mówię o „jego” lub „jej” prawdzie, o historii określonej osoby, ujawnionej i poświadczonej przez jej emocje. Słowo “emocja” oznacza dla mnie nie zawsze świadomą, ale niezmiernie istotną reakcję ciała na zdarzenia zewnętrzne lub wewnętrzne, np. strach przed burzą, wściekłość po stwierdzeniu, że padło się ofiarą oszustwa lub radość z upragnionego prezentu. Słowa “uczucie” używam natomiast raczej w odniesieniu do świadomie przeżytych emocji. Zamykanie oczu na emocje uważam natomiast za luksus – niezmiernie kosztowny i najczęściej (auto)destrukcyjny.
Książka ta mówi o konsekwencjach, jakie ma dla naszego ciała zapieranie się autentycznych, silnych emocji. Żądają od nas tego między innymi również moralność i religia. Na podstawie doświadczeń zebranych przeze mnie w trakcie psychoterapii –zarówno mojej własnej, jak i wielu innych ludzi – stwierdziłam, że osoby maltretowane w dzieciństwie są w stanie zadośćuczynić czwartemu przykazaniu jedynie dzięki całkowitemu wyparciu i odszczepieniu swych autentycznych emocji. Nie mogą kochać i szanować rodziców, bo ciągle jeszcze się ich podświadomie boją. Nawet jeśli bardzo by tego chcieli, nie są w stanie nawiązać z nimi swobodnych, opartych na zaufaniu relacji. Zazwyczaj łączy ich z rodzicami chorobliwa więź, połączenie strachu i poczucia obowiązku, która w żadnym wypadku nie jest miłością, lecz tylko jej atrapą. Poza tym ludzie, którzy byli maltretowani w dzieciństwie, często przez całe życie czekają na to, że w końcu zostaną obdarzeni miłością, której dotychczas nie doświadczyli. Te oczekiwania umacniają ich przywiązanie do rodziców, które w religii określane jest jako miłość i uznawane za cnotę. Tak postępuje, niestety, również większość terapeutów, ponieważ pozostają oni wierni nakazom tradycyjnej moralności. Koszty tej moralności ponosi jednak ciało.
(więcej…)