James Corbett
The Corbett Report
2 stycznia 2012

James Corbett
W czasie kiedy rząd amerykański i irański eskalują napięcia w niepewnym regionie Cieśniny Hormuz, a Chiny i Rosja otwarcie kwestionują wtrącanie się Waszyngtonu w ich wewnętrzną politykę, świat pozostaje na ostrzu militarnego napięcia. W tym czasie media są centrum zwiększania tych napięć i przygotowania społeczeństwa na oczekiwanie konfrontacji militarnej.
W czasie kiedy bębny wojny znów zaczynają bić wokół Iranu, Syrii, na Morzu Południowochińskim i innych potencjalnych punktach zapalnych na świecie, zaniepokojeni ludzie pytają, jak to możliwe, że świat, tak mający dość rozlewu krwi i tak zmęczony konfliktami może zostać ponownie doprowadzony do wojny. Aby zrozumieć ten rzekomy paradoks, musimy najpierw zrozumieć wielowiekową historię tego w jaki sposób media są używane do zapędzenia społeczeństwa w wojenną gorączkę, dehumanizowania rzekomych wrogów i manipulowania opinii publicznej, aby wierzyła w przyczyny wojny, które po dekadach okazują się całkowicie fikcyjne.
Termin “żółte dziennikarstwo” został ukuty dla opisania tego rodzaju sensacyjnego, żerującego na skandalach i często błędnego stylu dziennikarstwa spopularyzowanego przez prasę, taką jak New York Journal William’a Randolph’a Hearst’a. W jednym z najbardziej rażących przykładów tego zjawiska, gazety Hearst’a szeroko trąbiły o zatonięciu amerykańskiego okrętu Maine jako robocie Hiszpanów. Wpędzone w anty-hiszpański szał przez codzienne bombardowanie historiami przedstawiającymi hiszpańskie wojska rzekomo torturujące i gwałcące Kubańczyków i pchnięte nad przepaść przez incydent ze statkiem Maine, społeczeństwo radośnie powitało rozpoczęcie amerykańsko-hiszpańskiej wojny. Mimo że obecnie powszechnie wiadomo, że eksplozja na Maine spowodowana została przez pożar w jednym z przedziałów składowania węgla, początkowe krzykliwe informacje o hiszpańskim zaangażowaniu doprowadziły naród do wojny. Haniebne słowa przypisywane Hearst’owi, wypowiedziane do swego ilustratora “Ty dostarczysz zdjęcia, a ja dostarczę wojnę” doskonale opisuje metodę, za pomocą której społeczeństwo jest wpędzane w wojnę od dziesięcioleci.
Stany Zjednoczone zostały wciągnięte do I wojny światowej przez zatopienie okrętu Lusitania, brytyjskiego liniowca oceanicznego wiozącego amerykańskich pasażerów, który został storpedowany przez niemieckie U-booty u wybrzeży Irlandii, zabijając ponad 1.000 jego pasażerów. To o czym społeczeństwo nie zostało poinformowane, to, że zaledwie tydzień przed tym zdarzeniem, Pierwszy Lord Admiralicji Winston Churchill zwrócił się do Prezesa Zarządu Handlu, że
“najważniejsze jest przyciągnięcie neutralnych statków do naszych brzegów, w nadziei uwikłania Stanów Zjednoczonych w konflikt z Niemcami.”
Doniesienia o ataku nie poinformowały też o tym, że statek przewoził amunicję i inne zaopatrzenie wojskowe. Zamiast tego, raporty po raz kolejny podkreśliły, że atak był niespodziewanym uderzeniem maniakalnego wroga i społeczeństwo zostało wciągnięte w wojnę.
Zaangażowanie USA w II Wojnę Światową również było wynikiem celowej dezinformacji. Pomimo, że Honolulu Advertiser przewidział atak na Pearl Harbor wiele dni wcześniej, mimo, że kody japońskiej marynarki wojennej były już w tym czasie złamane, i nawet mimo, że Henry Stimson, amerykański Sekretarz Wojny, zapisał w swoim dzienniku tydzień wcześniej, że na spotkaniu z Rooseveltem omawiał “jak powinniśmy wmanewrować ich [Japończyków] tak aby oddali pierwszy strzał, nie stwarzając zbyt wielkiego zagrożenie dla nas”, społeczeństwo zostało przekonane i uwierzyło, że atak na Pearl Harbor był całkowicie nieprzewidziany.
Dopiero co w zeszłym miesiącu, pojawiło się odtajnione memorandum ukazujące, że Franklin Roosevelt został ostrzeżony o zbliżającym się japońskim ataku na Hawajach dokładnie na trzy dni przed wydarzeniami na Pearl Harbor. Mimo to książki historyczne wciąż przedstawiają Pearl Harbor jako przykład ataku z zaskoczenia.
W sierpniu 1964 roku, opinii publicznej powiedziano, że Północny Wietnam dwukrotnie zaatakował niszczyciel USA w Zatoce Tonkin. Ataki były przedstawiane jako jasny przykład “komunistycznej agresji” i wkrótce w Kongresie uchwalono rezolucję, upoważniającą prezydenta Johnsona do rozpoczęcia rozmieszczania sił amerykańskich w Wietnamie. W 2005 roku ujawnione zostało wewnętrzne studium NSA stwierdzające, że drugi atak w rzeczywistości nigdy nie miał miejsca. W efekcie, 60.000 amerykańskich żołnierzy i trzy miliony Wietnamczyków, nie mówiąc o 500.000 mieszkańców Kambodży i Laosu straciło życie z powodu incydentu, który nigdy nie miał miejsca, poza wyobraźnią administracji Johnsona i łam amerykańskich mediów.
W 1991 roku światu została przedstawiona emocjonalna opowieść Nayirah, dziewczyny z Kuwejtu, który zeznawała o zbrodniach popełnianych przez siły irackie w Kuwejcie.
“Widziałam żołnierzy irackich wkraczających do szpitala. Wyjęli dzieci z inkubatorów i pozwolili im umrzeć na zimnej podłodze. To było przerażające.”
To o czym światu nie powiedziano, to że cały incydent był w rzeczywistości efektem pracy firmy public relations o nazwie “Hill and Knowltown”, a dziewczynka w rzeczywistości była córką kuwejckiego ambasadora. Po raz kolejny społeczeństwo zostało wpędzone w szał nienawiści dla reżimu Husajna, nie w wyniku dobrze udokumentowanych okrucieństw rzeczywiście popełnionych przez niego na własnym narodzie z użyciem broni dostarczonej przez Stany Zjednoczone, ale na podstawie wymyślonej opowieści opowiedzianej za pośrednictwem telewizorów i przygotowanej przez firmę PR.
Rola, jaką Hollywood odgrywa w kształtowaniu naszych wyobrażeń o potencjalnym życiu obcych, od dawna jest przedmiotem fascynacji i niezgody w społecznościach badających zjawisko UFO. Chociaż wydaje się, że wśród ufologów panuje konsensus w kwestii tego, że sposób przedstawiania UFO na dużym ekranie służy przyzwyczajeniu publiki do myśli, że to zjawisko faktycznie istnieje, to różne panują opinie co do tego, czy ów efekt oswajania wynika z jakiegoś konkretnego projektu (co sugerowałoby istnienie “spisku Hollywood w kwestii UFO”), czy też jest po prostu efektem naturalnego procesu kulturowego, napędzanego przez ogólne tendencje i wynikającego ze zwykłego zorientowania się kadry zarządzającej w Hollywood, że jeśli chodzi o kasę, to kosmici sprzedają się jak ciepłe bułeczki. W ramach toczącej się debaty na temat UFO i Hollywood, w ostatnim dziesięcioleciu konsekwentnie powtarzała się nazwa jednego studia: Disney. W ostatnich kilkunastu latach ten Dom Myszki Miki nadzorował produkcję lub dystrybucję licznych filmów o UFO i obcych, a do najpopularniejszych należą choćby Lot Nawigatora (1986) Znaki (2002), Lilo i Stich (2002), Kurczak Mały (2005), Nie przeszkadzać / Lifted (2007), Jestem numerem cztery (2011), Matki w mackach Marsa (2011) oraz zapowiedziany John Carter (2012).









