PRACowniA

22 Maj 2012

Raport Corbetta: Jak media wmanipulowują świat w wojnę

James Corbett
The Corbett Report
2 stycznia 2012

James Corbett

W czasie kiedy rząd amerykański i irański eskalują napięcia w niepewnym regionie Cieśniny Hormuz, a Chiny i Rosja otwarcie kwestionują wtrącanie się Waszyngtonu w ich wewnętrzną politykę, świat pozostaje na ostrzu militarnego napięcia. W tym czasie media są centrum zwiększania tych napięć i przygotowania społeczeństwa na oczekiwanie konfrontacji militarnej.

W czasie kiedy bębny wojny znów zaczynają bić wokół Iranu, Syrii, na Morzu Południowochińskim i innych potencjalnych punktach zapalnych na świecie, zaniepokojeni ludzie pytają, jak to możliwe, że świat, tak mający dość rozlewu krwi i tak zmęczony konfliktami może zostać ponownie doprowadzony do wojny. Aby zrozumieć ten rzekomy paradoks, musimy najpierw zrozumieć wielowiekową historię tego w jaki sposób media są używane do zapędzenia społeczeństwa w wojenną gorączkę, dehumanizowania rzekomych wrogów i manipulowania opinii publicznej, aby wierzyła w przyczyny wojny, które po dekadach okazują się całkowicie fikcyjne.

Termin “żółte dziennikarstwo” został ukuty dla opisania tego rodzaju sensacyjnego, żerującego na skandalach i często błędnego stylu dziennikarstwa spopularyzowanego przez prasę, taką jak New York Journal William’a Randolph’a Hearst’a. W jednym z najbardziej rażących przykładów tego zjawiska, gazety Hearst’a szeroko trąbiły o zatonięciu amerykańskiego okrętu Maine jako robocie Hiszpanów. Wpędzone w anty-hiszpański szał przez codzienne bombardowanie historiami przedstawiającymi hiszpańskie wojska rzekomo torturujące i gwałcące Kubańczyków i pchnięte nad przepaść przez incydent ze statkiem Maine, społeczeństwo radośnie powitało rozpoczęcie amerykańsko-hiszpańskiej wojny. Mimo że obecnie powszechnie wiadomo, że eksplozja na Maine spowodowana została przez pożar w jednym z przedziałów składowania węgla, początkowe krzykliwe informacje o hiszpańskim zaangażowaniu doprowadziły naród do wojny. Haniebne słowa przypisywane Hearst’owi, wypowiedziane do swego ilustratora “Ty dostarczysz zdjęcia, a ja dostarczę wojnę” doskonale opisuje metodę, za pomocą której społeczeństwo jest wpędzane w wojnę od dziesięcioleci.

Stany Zjednoczone zostały wciągnięte do I wojny światowej przez zatopienie okrętu Lusitania, brytyjskiego liniowca oceanicznego wiozącego amerykańskich pasażerów, który został storpedowany przez niemieckie U-booty u wybrzeży Irlandii, zabijając ponad 1.000 jego pasażerów. To o czym społeczeństwo nie zostało poinformowane, to, że zaledwie tydzień przed tym zdarzeniem, Pierwszy Lord Admiralicji Winston Churchill zwrócił się do Prezesa Zarządu Handlu, że

“najważniejsze jest przyciągnięcie neutralnych statków do naszych brzegów, w nadziei uwikłania Stanów Zjednoczonych w konflikt z Niemcami.”

Doniesienia o ataku nie poinformowały też o tym, że statek przewoził amunicję i inne zaopatrzenie wojskowe. Zamiast tego, raporty po raz kolejny podkreśliły, że atak był niespodziewanym uderzeniem maniakalnego wroga i społeczeństwo zostało wciągnięte w wojnę.

Zaangażowanie USA w II Wojnę Światową również było wynikiem celowej dezinformacji. Pomimo, że Honolulu Advertiser przewidział atak na Pearl Harbor wiele dni wcześniej, mimo, że kody japońskiej marynarki wojennej były już w tym czasie złamane, i nawet mimo, że Henry Stimson, amerykański Sekretarz Wojny, zapisał w swoim dzienniku tydzień wcześniej, że na spotkaniu z Rooseveltem omawiał “jak powinniśmy wmanewrować ich [Japończyków] tak aby oddali pierwszy strzał, nie stwarzając zbyt wielkiego zagrożenie dla nas”, społeczeństwo zostało przekonane i uwierzyło, że atak na Pearl Harbor był całkowicie nieprzewidziany.

Dopiero co w zeszłym miesiącu, pojawiło się odtajnione memorandum ukazujące, że Franklin Roosevelt został ostrzeżony o zbliżającym się japońskim ataku na Hawajach dokładnie na trzy dni przed wydarzeniami na Pearl Harbor. Mimo to książki historyczne wciąż przedstawiają Pearl Harbor jako przykład ataku z zaskoczenia.

W sierpniu 1964 roku, opinii publicznej powiedziano, że Północny Wietnam dwukrotnie zaatakował niszczyciel USA w Zatoce Tonkin. Ataki były przedstawiane jako jasny przykład “komunistycznej agresji” i wkrótce w Kongresie uchwalono rezolucję, upoważniającą prezydenta Johnsona do rozpoczęcia rozmieszczania sił amerykańskich w Wietnamie. W 2005 roku ujawnione zostało wewnętrzne studium NSA stwierdzające, że drugi atak w rzeczywistości nigdy nie miał miejsca. W efekcie, 60.000 amerykańskich żołnierzy i trzy miliony Wietnamczyków, nie mówiąc o 500.000 mieszkańców Kambodży i Laosu straciło życie z powodu incydentu, który nigdy nie miał miejsca, poza wyobraźnią administracji Johnsona i łam amerykańskich mediów.

W 1991 roku światu została przedstawiona emocjonalna opowieść Nayirah, dziewczyny z Kuwejtu, który zeznawała o zbrodniach popełnianych przez siły irackie w Kuwejcie.

“Widziałam żołnierzy irackich wkraczających do szpitala. Wyjęli dzieci z inkubatorów i pozwolili im umrzeć na zimnej podłodze. To było przerażające.”

To o czym światu nie powiedziano, to że cały incydent był w rzeczywistości efektem pracy firmy public relations o nazwie “Hill and Knowltown”, a dziewczynka w rzeczywistości była córką kuwejckiego ambasadora. Po raz kolejny społeczeństwo zostało wpędzone w szał nienawiści dla reżimu Husajna, nie w wyniku dobrze udokumentowanych okrucieństw rzeczywiście popełnionych przez niego na własnym narodzie z użyciem broni dostarczonej przez Stany Zjednoczone, ale na podstawie wymyślonej opowieści opowiedzianej za pośrednictwem telewizorów i przygotowanej przez firmę PR.

(więcej…)

7 Maj 2012

Język dezinformacji w mediach

Ross Ruthenberg
Global Research
26 kwietnia 2012

Mainstreamowe media wykorzystują w swoich doniesieniach słowa i zwroty, które zostały specjalnie dobrane – albo przez same media, albo przez źródło informacji – w celu przedstawienia tematu w fałszywym świetle albo zniekształcenia kontekstu. Niestety, alternatywne media często podchwytują te słowa (albo zwroty) i używają ich w swoich sprawozdaniach, bez należytego względu na fakt utrwalania w ten sposób owych zniekształceń i przeinaczeń.

Kilka przykładów:

“Gumowe pociski”

Obraz przedstawiony opinii publicznej jest ładny – gumowe kule, trafiające w protestujących, powodują ostry ból i służą kontrolowaniu tłumu. To nieprawda, choć faktycznie są one zazwyczaj klasyfikowane jako “mniej zabójcze”, o ile używa się ich prawidłowo, to znaczy np. nie strzela się w głowę. Zobaczcie tutaj, a zrozumiecie, o czym mowa. W najlepszym razie, powinny być nazywane kulami powleczonymi warstwą gumy. Ale nawet użycie tu słowa “guma” prowadzi do wypaczenia prawdy. Lepszą nazwą mogłoby być “stalowe kule w twardej powłoce”. Chciałbym również zauważyć, że przy wystarczająco dużej prędkości wylotowej (jak zazwyczaj przy użyciu karabinu) i przy dość małej odległości, niemal każdy materiał może być śmiertelny. Najlepszym przykładem może być tornado wbijające źdźbła słomy w pnie drzew i burzące budynki.

“Gaz łzawiący”

Choć “łzy” mogły być główną ludzką reakcją na pierwszy taki wynaleziony gaz, toksyczność stosowanego obecnie gazu CS [o-chlorobenzylideno malononitryl, Wiki pl] jest znacznie większa, wywołując u człowieka wszelkiego rodzaju negatywne reakcje układu oddechowego, oczu, skóry, itd. Jego “nie-śmiertelna” charakterystyka również okazała się często nieprawdą. Gaz CS jest najczęściej używanym obecnie gazem tego typu i zamiast nazywać go “gazem łzawiącym” należałoby stosować nazwę “gaz CS”, a jeszcze lepiej “toksyczny gaz CS”.

“Osadnicy”

Najczęściej termin ten jest używany przez Izrael na określenie zajmowania przez Izraelczyków ziemi należącej do Palestyńczyków, bez żadnego odszkodowania. W oparciu o tą definicję możliwe jest wprowadzenie się do domu sąsiada, kiedy ten wyjechał na wakacje, i domaganie się prawnej i moralnej ochrony jako “osadnik”. Celowe użycie tego terminu miało swoje początki w USA, kiedy Europejczycy zajmowali ziemie Indian, posuwając się na zachód, co miało oznaczać (często było to otwarcie stwierdzane), że tereny są całkowicie “niezamieszkałe” i zaludnione jedynie przez “dzikusów”. Właściwsze w tej sytuacji było używanie terminu “złodzieje ziemi”, “grabieżcy ziemi” lub “kombinatorzy z Północy” [ang. carpetbagger – osoba zmieniająca miejsce pobytu z oportunistycznych względów. Słowo to oznacza człowieka, który po Wojnie Secesyjnej, w okresie "rekonstrukcji" południowych stanów, przybywa z Północy, aby spekulować, dorobić się fortuny lub wybić się w polityce, korzystając z trudnej sytuacji Południowców – przyp.]

“Terroryści”

Z technicznego punku widzenia, aby być “terrorystą”, trzeba celowo wywołać przerażenie w społeczeństwie (albo zamierzać to zrobić). Jednak termin ten został zupełnie sprostytuowany przez rządy, poszczególne osoby oraz organizacje, używające go dla własnych korzyści, szczególnie od roku 2001. Agencja rządowa może po prostu twierdzić, że jakaś osoba, grupa albo organizacja to terrorysta (terroryści). Jednak o tym, czy coś jest terroryzmem, czy nie, przesądza perspektywa tych, których zjawisko dotyka. Afgańczycy prawdopodobnie czuliby się przerażeni i sterroryzowani nocnymi nalotami na ich domy przez wojska NATO, ale ludzie na Zachodzie nie nazywają NATO organizacją terrorystyczną. Podobnie jest z Gazą i Zachodnim Brzegiem, które rzekomo są pełne terrorystów, a w Izraelu jakoby nie ma żadnego, chociaż Izrael zabił o wiele więcej Palestyńczyków niż odwrotnie. Tu trudno będzie znaleźć lepszą terminologię, może więc należałoby zachęcać do używania zawsze dodatkowego określenia, jak na przykład “terrorysta według Amerykanów, “tajni terroryści”, itd. Innym wyjściem może być po prostu zminimalizowanie stosowania słowa “terrorysta” i znajdowanie odpowiedniejszych określeń, takich jak żołnierz itp.

(więcej…)

24 Sierpień 2011

UFO i Disney: Za kulisami Magic Kingdom

Robbie Graham
Silver Screen Saucers Blog
29 lipca 2011

Rola, jaką Hollywood  odgrywa w kształtowaniu naszych wyobrażeń o potencjalnym życiu obcych, od dawna jest przedmiotem fascynacji i niezgody w społecznościach badających zjawisko UFO. Chociaż wydaje się, że wśród ufologów panuje konsensus w kwestii tego, że sposób przedstawiania UFO na dużym ekranie służy przyzwyczajeniu publiki do myśli, że to zjawisko faktycznie istnieje, to różne panują opinie co do tego, czy ów efekt oswajania wynika z jakiegoś konkretnego projektu (co sugerowałoby istnienie “spisku Hollywood w kwestii UFO”), czy też jest po prostu efektem naturalnego procesu kulturowego, napędzanego przez ogólne tendencje i wynikającego ze zwykłego zorientowania się kadry zarządzającej w Hollywood, że jeśli chodzi o kasę, to kosmici sprzedają się jak ciepłe bułeczki. W ramach toczącej się debaty na temat UFO i Hollywood, w ostatnim dziesięcioleciu konsekwentnie powtarzała się nazwa jednego studia: Disney. W ostatnich kilkunastu latach ten Dom Myszki Miki nadzorował produkcję lub dystrybucję licznych filmów o UFO i obcych, a do najpopularniejszych należą choćby Lot Nawigatora (1986) Znaki (2002), Lilo i Stich (2002), Kurczak Mały (2005), Nie przeszkadzać / Lifted (2007), Jestem numerem cztery (2011), Matki w mackach Marsa (2011) oraz zapowiedziany John Carter (2012).

(więcej…)

22 Lipiec 2011

Przewlekłe kłamstwa: Trwały wpływ dezinformacji

Filed under: Nauka,Psychologia,Różne — koliber @ 07:00
Tags: , , ,

Valerie Ross
Scientific American
18 lipca 2011 15:44 CDT

@alternet

Po tym jak ludzie uświadamiają sobie, że zostali nakarmieni bredniami, próbują ten stan naprawić: sędziowie mówią przysięgłym, by zignorowali zwodnicze zeznania; gazety drukują sprostowania. Zgodnie z nowymi badaniami przeprowadzonymi przez Uniwersytet Zachodniej Australii, nawet wyraźne ostrzeżenie, by zignorować zwodnicze informacje, nie jest wstanie usunąć wyrządzonych przez nie szkód.

(więcej…)

30 Kwiecień 2010

Studium przypadku – sprawozdanie z „alternatywnej konferencji”

SOTT Editors
Sott.net
28 lutego 2010

Studium przypadku COINTELPRO i poneryzacji – sprawozdanie z „alternatywnej konferencji”

© The Christian Science Monitor / Bennett

Parę dni temu otrzymaliśmy od czytelnika list. Postanowiliśmy go opublikować z dodatkiem paru własnych uwag, aby zilustrować rozmiar dezinformacji, z którą musi się zmierzyć przeciętny poszukiwacz prawdy.

Czytelnik: […]Pod koniec ubiegłego tygodnia wziąłem udział w konferencji Alternative Research Community (Arc) (Stowarzyszenia Alternatywnych Badań) w Bath i chciałbym przedstawić krótkie sprawozdanie. Dobrze było porozmawiać z ludźmi, którzy szukają odpowiedzi, lecz jednocześnie było to dla mnie załamujące doświadczenie. Wygląda na to, że poziom umiejętności odróżniania prawdy od kłamstwa jest tutaj… niski, wręcz zerowy. Wielu ludzi, włącznie z organizatorami, sprawiało sympatyczne wrażenie osób szczerze szukających drogi do wiedzy i próbujących zapanować nad wszystkimi informacjami, które zalewają alternatywną scenę, lecz była to naprawdę ciężka praca – poradzić sobie z prawdziwe wielkimi problemami, jakimi są zarówno dezinformacja, jak i naiwność. To tak, jakby żyli oni w zupełnie innym świecie. To prawda – dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Ludzie po prostu zakładają, że skoro są po „alternatywnej” stronie, to znają Prawdę i nikt im jej nie odbierze. Szkoda, ponieważ część z nich wygląda na szczerych, a jednak są jak te owce prowadzone przez wilki. Słuchanie tak wielu bzdur wygłaszanych przez niektórych prelegentów – podczas gdy inni byli z kolei zbyt powierzchowni i spekulatywni – oraz patrzenie na to, ile publiczność jest w stanie bezkrytycznie zaakceptować, sprawiło, że pod koniec miałem ochotę wziąć solidny prysznic.

Bardzo zasmuca również to, że osoby, z którymi tam rozmawiałem, podobno czytały Dana Wintera czy też Drunvalo Melchizedeka, a Projekt Camelot uważają za coś powszechnie znanego, ale nie słyszały o pracy Laury ani o SOTT. Cieszę się, że PC ogłosił, że wkrótce przeprowadzi wywiad z Laurą. [przeprowadził: link]

[…] Chyba najbardziej szokującym dla mnie zdarzeniem był fragment dyskusji, którą przypadkiem usłyszałem w kawiarni. Rozmowa toczyła się pomiędzy jednym z mówców, Ralphem Ellisem, i grupką ludzi. Rozmawiali o Palestynie i Ellis zasadniczo bronił syjonistycznego punktu widzenia. Był niezwykle spokojny i charyzmatyczny oraz używał zimnej jak lód, pozbawionej emocji argumentacji, czyniąc to dobitnie i z pewnością siebie.

(więcej…)

27 Kwiecień 2010

Mercedesy na Placu Czerwonym

Od dwóch tygodni śledzę doniesienia prasowe, portale internetowe, blogi oraz fora lotnicze – polskie, rosyjskie i angielskie – w poszukiwaniu jakichś wskazówek, dlaczego i w jaki sposób doszło do tragicznej katastrofy w Smoleńsku. Z powodu szumu informacyjnego, a raczej dezinformacyjnego, naprawdę trudno było wyłapać coś, co miałoby jakikolwiek sens, a do tego znajdowało potwierdzenie w faktach czy dokumentach. Choć wobec rozwoju wydarzeń pytań raczej przybywa niż ubywa, pewne fakty udało się w końcu ustalić i cała w tym zasługa lotników, fanów lotnictwa i rzeszy szczerze zainteresowanych tematem niespecjalistów, dzielących się swoją wiedzą na forach i blogach, szukających dokumenacji i prawdy o katastrofie. Zdecydowanie nie pomagali im w tym zadaniu pojawiający się wszędzie pseudoeksperci, którzy zakłócali rzeczowe dyskusje swoimi bezsensownymi teoriami i fałszywymi danymi.

Rząd wykazał się całkowitym brakiem szacunku i uczciwości w stosunku do społeczeństwa i nabrał wody w usta nawet w sprawach, które – jak mi się wydaje – w żaden sposób nie kolidowałyby z prowadzonym dochodzeniem, a których wyjaśnienie należy się społeczeństwu jak psu kość – przy założeniu oczywiście, że dalej bawimy się w udawanie, że jakieś ślady demokracji obowiązują w tym kraju. Niepodanie do publicznej wiadomości chociażby tego, kto – imiennie – odpowiada za zorganizowanie tego tragicznego w skutkach wyjazdu, i brak zobowiązania się do postawienia tych ludzi przed sądem powinno poskutkować co najmniej natychmiastowym votum nieufności.

Rząd wraz z prokuraturą i swoimi ekspertami zawiedli również pod względem podania do wiadomości publicznej faktów, których stwierdzenie nie wymaga żmudnego dochodzenia. Chodzi o proste i wcale nie tajne fakty, takie jak na przykład dane na temat wyposażenia smoleńskiego “lotniska” oraz oprzyrządowania Tupolewa, wraz z podaniem zakresu stosowalności jego urządzeń nawigacyjnych w tym konkretnym locie; dalej, przydałyby się wiarygodna informacja na temat doświadczenia pilotów i ich podważonej ponoć przez kontolera lotów znajomości języka rosyjskiego itp, itd. Nawet jeśli nie są to dane krytyczne dla całej sprawy, są niewątpliwie istotne i budzą zainteresowanie. Co więcej – brak tego typu informacji umożliwia chętnym snucie niezdrowych spekulacji, a tym, którzy spekulacji za wszelką cenę starają się unikać, zabiera czas i energię na samodzielne i mozolne wyszukiwanie danych. Całkiem możliwe, że z jakiegoś powodu jest to zjawisko pożądane.

Media, tak krajowe jak i zagraniczne, raczyły nas w tym czasie głównie bzdurami i sensacją. Nikt się nie wysilał, żeby dotrzeć do wiarygodnych źródeł, poszukać faktów, sprawdzić je, a dopiero potem publikować. Nawet publikowane (nieliczne) opinie i wyjaśnienia ekspertów rozmijały się z rzeczywistością. Trudno powiedzieć, czy to faktycznie owi eksperci wypowiadali się niedorzecznie, czy też media tak niedorzecznie wszystko przekręcały. W każdym razie ewidentnie nikt nie odrobił lekcji przed wklepaniem kolejnego tekstu. Podchwytywano strzępki przeważnie wyssanych z palca doniesień, coś się dodało, coś odjęło, coś przekręciło i – poszlo w świat, stanowiąc bazę dla kolejnego podobnego zabiegu w wykonaniu kolejnego dziennikarza czy portalu. Wyjątki pojawiły się dopiero ostatnio, wraz z doniesieniami, do których wiedzę i dokumentację zaczerpnięto z forów lotniczych (nie ujawniając oczywiście tego faktu)!

Myślałam o przytoczeniu paru najbardziej kuriozalnych kwiatuszków, ale nazbierało się tego tyle, że gdybym zaczęła cytować, podawać linki i prostować, odsyłając do źródeł, moja notka rozrosłaby się do rozmiarów SOTT-owych odcinków Łączenia Punktów. Poza tym nie o to mi tutaj chodzi; jeśli będzie okazja, podam przykłady w komentarzach.

Niestety podobnie rzecz się miała ze sporą częścią tzw. alternatywnych mediów  oraz ludzi jakoby walczących z systemem. Za przykład może służyć Jane Burgermeister. Chociaż to miło z jej strony, że wspomniała o przywódcach państw, którzy mimo wcześniejszych zapowiedzi nie pojawili się w Krakowie (bez wątpienia mieli ku temu swoje powody), to niestety pani Burgermeister sama podłożyła sobie nogę. Poza postawieniem kilku pytań, i tak już postawionych i będących przedmiotem dochodzenia, – takich jak słynne wideo z nagranym odgłosem (być może) wystrzałów oraz historia z żarówkami na lotnisku Siewiernyje – podpiera się w swoim wystąpieniu doniesieniami mas-mediów (sic!), przytaczając niesprawdzone, wręcz fałszywe informacje. Stąd przechodzi do przedstawienia swoich nieprawdopodobnych teorii spiskowych, sprzecznych nie tylko ze zdrowym roządkiem, ale i z faktami. A tymczasem odrobina dociekliwości w imię szukania prawdy oszczędziłaby jej tej kompromitacji. Być może w takim razie to nie dążenie do ujawniania prawdy jest jej celem? Nie wiem, ale albo jest to potknięcie, które – jeśli jest uczciwa – powinna szybko sprostować, albo celowo sieje dezinformację. Czas pokaże. I tak oto wracamy do tytułowych Mercedesów (choć może jednak to były skradzione rowery?)

Cechą charakterystyczną tego szumu medialnego, z blogami i forami włącznie, było to, że dla każdej postawionej tezy czy przedstawionych danych można było gdzieś znaleźć całą gamę odmiennych tez i danych, a wszystkie podparte jakimś autorytetem. Nie chodzi mi tu nawet o domysły i hipotezy robocze, na które – chcąc nie chcąc – wszyscy byli skazani wobec kompletnej próżni informacyjnej, a o podstawowe dane, o których wspomniałam parę akapitów wyżej.

A może o to właśnie w tym wszystkim chodzi? Może nie jest to niedopatrzenie, a celowa działalność, mająca na celu zapewnienie zajęcia ludziom i odwrócenie ich uwagi od czegoś istotnego? Nie ulega wątpliwości, że sporo brudów jest do ukrycia i że gdzieś w głębokim cieniu toczą się rozgrywki na wielu szczeblach władzy. Jakie, tego jeszcze nie wiadomo, ale nie łudźmy się, że ktokolwiek ma tu nasze dobro na uwadze.

Jako że wiedza ochrania a ignorancja naraża, a wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z prowadzoną na szeroką skalę akcją dezinformacyjną, powtórzenie sobie lekcji na ten temat może być jak najbardziej na czasie.

Poniżej przekład postu z forum SOTT sprzed trzech lat, przy czym sam tekst ma już dziesięcioletnią historię. Triki się przez ten czas w zasadzie nie zmieniły i pomimo ujawnienia ich i powszechnej dostępności opisu – ciągle są zatrważająco skuteczne.

Jutro ma wreszcie zostać podane nam do wiadomości jakieś oficjalne sprawozdanie z  przebiegu dochodzenia w sprawie katastrofy. Ciekawe, czego się dowiemy poza tym, co i bez niczyjego oświadczenia wiadomo od pierwszego dnia – że nikt przy zdrowych zmysłach nie organizuje takiego wyjazdu, a jeśli już, to na pewno nie w taki sposób, oraz że nikt przy zdrowych zmysłach nie pcha się samolotem pełnym ludzi na kiepsko wyposażone lotnisko przy tak ekstremalnych warunkach atmosferycznych. Jak to mówią, mając takich przyjaciół, do nieszczęścia nie są potrzebni wrogowie.

(więcej…)

20 Czerwiec 2008

COINTELPRO w ruchu New Age i Gestapo Optymizmu

Przychodzi od Czytelników naszej strony quantumfuture.net/pl sporo zapytań, co myślimy o tym czy innym ruchu albo channelingu. Czytających po angielsku najczęściej odsyłam do forum SOTT, bo poza odpowiedzią na swoje pytanie mogą poznać tam metody badania, co też może się kryć za jakąś ideą. Znajdą więc tam nie tyle rybę na obiad, co wędkę, z której – o ile zechcą – będą mogli skorzystać przy każdej następnej okazji. Większy problem mają ci, którzy obcych języków nie poznali. Powiem przy okazji, że nie wierzę, żeby ktoś rzeczywiście pragnący poznać prawdę o świecie i poważnie traktujący sprawę rozwoju duchowego mógł zajść na tej drodze daleko nie wychodząc poza polskie podwórko. Uczcie się więc języków! A póki co, przeczytajcie nasz przekład artykułu wygrzebanego ostatnio przez SOTT, a opublikowanego przed rokiem na witrynie Mysteries Magazine.


Zen fascists will control you
100% natural
You will jog for the master race
And always wear the happy face

[mniej więcej:
Faszyści Zen będą cię kontrolować
100% naturalni
Truchtasz w wyścigu dla rasy mistrzów
Ze szczęściem na twarzy]

– “California Űber Alles”, Dead Kennedys

Dlaczego nie doszło jeszcze do masowej przemiany świadomości ze sztytowym osiągnięciem w postaci pokoju na Ziemi, jak obiecywano w początkowym okresie ruchu New Age? Może dlatego, że pod przykrywką „miłości i światła” działa metafizyczne COINTELPRO.
(więcej…)

Theme: Rubric. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 45 other followers