Kolejny artykuł z serii o kometach. Dla przypomnienia, opublikowaliśmy już: Czarna Śmierć w nowym świetle: Kosmiczne powiązanie, Zagrożenia dla cywilizacji ze strony komet i bolidów, Kosmiczne polowanie na kaczki oraz Tunguska, psychopatia i szóste wymieranie
Notka do poniższego artykułu:
W angielskiej wersji artykułu używane jest słowo „witchcraft”, które w języku polskim nie ma odpowiednika, pasującego do każdego kontekstu. Słowo to składa się z dwóch: „witch” (czarownica, wiedźma) i „craft” (tu rzemiosło, kunszt, umiejętność, sztuka). W wolnym tłumaczeniu, jest to coś w rodzaju: rzemiosła magicznego uprawianego przez osoby nazywane czarownicami czy czarownikami. W słownikach znajdujemy tłumaczenie: czarna magia, czarodziejstwo, czary, czarnoksięstwo, czarostwo. Używamy więc tych pojęć wymiennie, adekwatnie do kontekstu.
-
Laura Knight-Jadczyk
sott.net
15 stycznia 2008

Było ciepłe, pogodne popołudnie w stolicy. Gwar stołecznego handlu i turystyki wypełnił ulice. Małe żeglujące statki usiały spokojne wody widoczne z okien budynków rządowych, dryfując na łagodnej południowej bryzie. Słońce połyskiwało na delikatnych falach i kilwaterach, dodając blasku makom i tulipanom kołyszącym się na brzegu. Wszystko było w porządku.
Lecz nagle niebo rozjaśniało jakby pojawiło się drugie, jeszcze jaskrawsze Słońce. Pojawiła się druga grupa cieni – początkowo długich i niewyraźnych, po chwili krótszych i znacznie ostrzejszych. Jednocześnie ze wszystkich stron dał się słyszeć syczący, ogłuszający dźwięk. Tysiące ludzi zadarło głowy, rozglądając się po niebie w poszukiwaniu tego nowego Słońca. Nad nimi rozkwitła ogromna biała, ognista kula, na wzór rozwijającego się, lecz teraz na dodatek oślepiająco jasnego kolosalnego papierowego kwiatu. Przez parę sekund ta wściekła ognista kula dominowała na niebioskłonie, zawstydzając Słońce. Niebo zapłonęło rozgorzałą bielą, powoli blednąc, przez żółć i pomarańcz, aż do groźnie wyglądającej miedzianej czerwieni. Okropne syczenie ustało. Gapie, oślepieni błyskiem, poparzeni jego dotkliwym żarem zakryli oczy i kulili się z przerażenia. Lokatorzy biur i apartamentów podbiegli w pośpiechu do okien, rozglądając się po niebie w poszukiwaniu źródła tego oślepiającego światła, które rozjaśniło ich pokoje. Ponad nimi ogromna warstwa burzowej, miedzianej chmury wypełniła firmament. Na wiele uderzeń serc miasto zamarło w ciszy, paraliżu i zdumieniu.
Nagle, bez ostrzeżenia, w miasto uderzył potężny podmuch, powalając przechodniów na ziemię. Pozamykane drzwi i okiennice wyleciały w futryn, ogrodzenia i dachy zajęczały i popękały. Fala uderzeniowa przemknęła przez miasto i szlaki wodne, przewracając zakotwiczone łodzie do góry dnem. Gorący, siarkowy wiatr jak przez otwarte drzwi piekła, oddech kosmicznych palenisk przetapiaczy żelaza, cisnął ku dołowi z nieba, wypełniony niekończącym się pogłosem trzęsień ziemi. Potem gorący oddech zwolnił i zatrzymał się; zwykła bryza powróciła z odnowioną rześkością, a zimne, południowe powietrze powiało przez miasto. Rozgrzane niebo ugasło do koloru ciemnej szarości, a następnie do złowieszczej czerni. Niespokojna czarna chmura zdawała się opadać z nieba jak skotłowane prześcieradło. Bardzo powoli i delikatnie zaczął opadać drobny, czarny pył, wstrzymywany i kręcony przez bryzę. Opadał tak przez godzinę lub dłużej, dopóki nie rozproszył się i nie rozwiał całkowicie, a chmury znikły z oczu.
Wielu ludzi myślało, że to koniec świata…
(więcej…)




