Trzecia i ostatnia część odcinka CTD z analizą wydarzeń z marca.
Sott Editors
Sott.net
05 kwietnia 2010
Ogień i lód
Seria silnych trzęsień ziemi pod koniec lutego i na początku marca utkwiła w pamięci ze względu na brak silnej aktywności sejsmicznej od tamtego czasu. Chociaż marzec zaliczył kilka wstrząsów o sile około 5 stopni, najsilniejsze dwa spośród odnotowanych od czasu opublikowania poprzedniego odcinka Łączenia Punktów miały po 6,6 stopnia, jedno wystąpiło na wyspach archipelagu Andamany, a drugie u wybrzeży Japonii. Furia żywiołów dała jednak znać o sobie w Islandii, gdzie wśród największych lodowców tego kraju wybuchł wulkan Eyjafjallajokull, trwający w stanie uśpienia od 1821 roku. Chociaż erupcja była niewielka, obserwatorzy spodziewają się, że dojdzie do kolejnej, tym razem znacznie silniejszej. Zagrożenie dla mieszkańców Islandii jest takie, że kiedy wybucha Eyjafjallajokull, w jego ślady idzie schowany pod ogromną czapą lodową wulkan Katla, co może doprowadzić do zalania przybrzeżnych równin. Co ciekawe, w mainstreamowych doniesieniach poruszany jest związek pomiędzy aktywnością wulkaniczną w przeszłości i spadkami globalnych temperatur – tak czy inaczej brak jakichkolwiek wzmianek o kosmicznej przyczynie tej łańcuchowej reakcji. Oto migawka z ognia na lodzie:
17 z 18 indonezyjskich wulkanów zostało objętych wysokim stopniem zagrożenia, ponieważ wstrząsy są już odczuwane wszędzie wokół i wewnątrz samych wulkanów. Szywiełucz na Kamczatce we wschodniej Rosji wydmuchuje wysoką na 7km chmurę dymu i zaczyna budzić swoich śpiących sąsiadów. Chilijska aktywność sejsmiczna utrzymywała się w marcu na stałym poziomie, z wartymi odnotowania wstrząsami pod szczytem Melimoyu, mogącymi zwiastować kolejną erupcję. Na poparcie tezy o wzroście podwodnej aktywności wulkanicznej pojawiła się wiadomość o największym w Europie podwodnym wulkanie, Marsili w południowych Włoszech, który może w każdej chwili zionąć ogniem.
Ponieważ nie przestają napływać doniesienia o ulewnych deszczach, powodziach, zamieciach i super-burzach gradowych, zaczynamy naprawdę dostrzegać, że intensywność opadów atmosferycznych wzrasta. Australia jest praktycznie przemoczona do suchej nitki po serii ulewnych deszczów, które doprowadziły do rozległych powodzi w jej wschodnich rejonach. Perth, leżące na zazwyczaj suchym zachodzie, przeżyło najsilniejszą od 50 lat nawałnicę, która w ciągu kilku godzin zalała miasto deszczem odpowiadajądającym miesięcznej sumie opadów i zasypała je kulami gradowymi wielkości piłki golfowej.


Jeśli żyjecie na półkuli północnej, to prawdopodobnie wychodzicie na dwór w solidnych rękawicach, a leżąc w łóżku przykrywacie się dodatkową kołdrą, czując w głębi, że Wszechświat w całej swej boskiej mądrości stroi sobie żarty z kaznodziejów globalnego ocieplenia. A raczej, to oni robią sobie żarty z nas wszystkich, co ujawniła w listopadzie afera 







