PRACowniA

9 Listopad 2011

Elektryczny wszechświat: Kometa Elenin – debata do której nigdy nie doszło

David Talbott
thunderbolts.info
6 października 2011

Kometa Elenin, temat trwających już kilka miesięcy intensywnych dyskusji internetowych, rozczarowała zdaje się wszystkich. Mówię tu nie tylko o czarnowidzach, którzy w ostatnich tygodniach wyczekiwali przerażającego upiora. Można by pomyśleć, że tych ludzi ucieszy wieść o szybkim zanikaniu słynnego intruza w momencie, kiedy jego aktywność miała osiągnąć maksimum. Ale w tych dziwnych czasach koniec świata wydaje się być znacznie lepszą rozrywką niż drobne zakłócenia w naszym kosmicznym sąsiedztwie.

Do grona rozczarowanych należy też wielu naukowców, którzy po komecie Elenin spodziewali się bardziej imponującego widowiska. Oczekiwania wydawały się być dobrze ugruntowane, sądząc po przyroście komy komety, obserwowanym w kolejnych miesiącach po jej odkryciu w grudniu 2010 roku. Dodatkowo, wcześniejsze sondy kosmiczne, wysłane w pobliże komet, pomogły podsycać iluzję co do jej wielkości. Oszacowania wydają się być całkowicie chybione.

To dziwne, że popularne media naukowe, te, które wykazały jakiekolwiek zainteresowanie Elenin, jak na razie zadowalają się jedynie eksponowaniem obłędu internetowego podsycania strachu. Ale czy to naprawdę wszystko, o czym można tu dyskutować? Kometa Elenin ma tylko jedno powiązanie z „końcem świata”. Jak każda kometa, przypomina nam o antycznych pamiątkach, pozostawionych przez naprawdę przerażającą i niszczycielską Wielką Kometę – prawdziwe źródło strachu przed kometami oraz lęku przed końcem świata, będącego potwierdzonym warunkowaniem kulturowym, utrzymującym się od tysięcy lat. Za każdym razem, gdy pojawia się jakaś kometa, ten prastary strach powraca, ale ten fakt nic nie dodaje do naukowej dyskusji o komecie Elenin i jej losie.

Wizje Nibiru

Ta niewielka kometa nie ma żadnego związku ze starożytnymi babilońskimi odwołaniami do „Nibiru” – tematu nieprawdopodobnie błędnie przedstawionego przez twórcę apokaliptycznej fantazji o Nibiru, Zecharię Sitchina. Koncepcja Nibiru, promowana przez Sitchina, była od samego początku bezsensowną fikcją. W literaturze babilońskiej istnieje kilka marnych przykładów występowania tego słowa. Nic tym w języku nie wskazuje, by była to kometa albo samotna planeta, jak twierdzi Sitchin.

Oczywiście rzecznicy „dobrej nauki” (wyrażenie, które zbyt często oznacza oficjalny dogmat) lubują się w wyśmiewaniu rozważań o „końcu świata”. Jednak taka reakcja może jedynie odwracać uwagę od tego, co powinno być przedmiotem dyskusji – od porażki standardowej teorii komet, próbującej opisywać oraz przewidywać zachowania komet przez ostatnie 25 lat. Ignoruje się fakt, że Elenin wpisała się na listę „żle zachowujących się” komet – raz jeszcze unaoczniając błędność teoretycznych założeń.

W momencie gdy zgodnie z teorią kometa powinna wykazać najwyższą aktywność, ta niemal całkiem znika. Z ciszy medialnej można by wnioskować, że ta scena finałowa nie stanowi dla nauki żadnej tajemnicy. Ale dla tych, którzy rozumieją elektryczną naturę komet, w gaśnięciu Elenin jest coś szczególnie wartego uwagi. Stało się bowiem jasne, że pierwsze przypuszczenia co do masy komety były w ogromnym stopniu przesadzone. Ignorowanie nasuwających się pytań albo unikanie ponownego gruntownego przemyślenia teorii z pewnością nie przysłuży się postępowi w nauce.

Wybuchowe rozjaśnienie

Zaledwie kilka miesięcy temu Elenin była przedstawiana jako „długookresowa kometa średnich rozmiarów”, o średnicy „pomiędzy 3 a 4 km.”

Ta opinia została sformułowana, kiedy kometa zbliżała się do pasa asteroid, mknąc w kierunku Słońca. Astronomowie zauważyli, że Elenin rozjaśniała się szybciej, niż oczekiwano. Od kwietnia do sierpnia śrrednica chmury pyłu – komy – urosła z 80 tys. km do 120 tys. km. Stosując standardowe rozumowanie, obserwatorzy zgodzili się, że Elenin, która wydawała się raczej słaba, gdy ją odkryto, ma „typowe” dla komety rozmiary.

Kometa Elenin „wyglądała tak, jakby miała dostarczyć niezłego widowiska”, pisano na stronie Space.com. „Już 19 sierpnia była jaśniejsza, niż przewidywano.”

Wtedy stało się coś nieoczekiwanego. 19 sierpnia w kometę uderzyły naładowane cząstki z koronalnego wyrzutu masy (CME). W odpowiedzi, kometa dramatycznie rozbłysła, co widać na lewym zdjęciu poniżej. Obraz został zarejestrowany przez astronoma amatora, Michaela Mattiazzo, i zamieszczony na stronie Astroblog.

© Michael Mattiazzo - Astronom amator Michael Mattiazzo (Castlemaine, Australia) zrobił zdjęcia Elenin 19 sierpnia (z lewej), po uderzeniu CME w jej jądro. Po prawej zdjęcie znacznie słabiej widocznej komety z 6 września 2011 – wg. astronomów znak jej rozpadu.

Ian Musgrave pisze: „Niedługo po koronalnym wyrzucie masy kometa rozbłysła i można było zauważyć trochę pięknych szczegółów w jej ogonie, gdy ten wił się w wietrze słonecznym”. Ale w ciągu kolejnych kilku dni obserwatorzy odnotowali ogromny spadek jasności komety i wyglądało na to, że rozpada się ona na kawałki.

Elektryczna odpowiedź komety

Wydaje się, że naładowane cząstki ze Słońca zrobiły to, czego nie mógł zrobić jego żar. Ale czy specjaliści dostrzegli podpowiedź w tym elektrycznym zdarzeniu? Czy ktoś pamiętał, jak w październiku 2007 roku kometa Holmes zaczęła się wybuchowo rozładowywać, rozjaśniając się o czynnik rzędu miliona, po otrzymaniu potężnego impulsu z wiatru słonecznego, wytwarzając w efekcie spektakularną komę o średnicy większej od średnicy Słońca? Do zdarzenia doszło podczas oddalania się komety Holmes od Słońca, a oniemiali astronomowie snuli najdziksze przypuszczenia co do jego przyczyny. Nikt jednak nie wspomniał o jakimkolwiek związku z gwałtownym przypływem naładowanych cząstek ze Słońca, bo elektryczne przyczyny są, jak wyraźnie widać, poza polem widzenia astronomów.

© Ivan Eder - 4 listopada 2007; kometa Holmes prezentuje niebieski ogon jonowy (po prawej); zdjęcie zrobione na Węgrzech.

Media naukowe zupełnie już nie pamiętają, jak w 1991 roku kometa Halley, oddalając się od Słońca, w odległym miejscu pomiędzy orbitami Saturna i Uranu, rozbłysła jasnością 300-krotnie większą od normalnej. W tym wypadku, temperatura powierzchni, wynosząca -200 ˚C, powinna zgodnie ze standardowymi założeniami kategorycznie wykluczyć wszelką „aktywność kometarną”. A może to zbieg okoliczności, że rozbłysk nastąpił wkrótce po prawie rekordowych wybuchach na Słońcu?

Co do komety Elenin, najwyraźniej prawie nic nie zostało po tym mizernym obiekcie. Będziemy to wiedzieć na pewno, gdy Elenin, lub jej szczątki, wyłoni się zza Słońca. Ale rozważcie implikacje losu tej komety. Zakładając, że astronomowie słusznie uważają komety za kawałki lodu, poruszające się przez obojętną elektrycznie domenę Słońca, wyobraźcie sobie absurdalność myślenia, że „ogrzewanie” ze Słońca – rozpoczynające się w lodowatym rejonie poza pasem asteroid! – mogło być przyczyną całkowitego wyparowania komety Elenin kilka miesięcy później, po spędzeniu przez nią zaledwie kilku tygodni wewnątrz orbity Ziemi. To jedyna sytuacja, gdzie zarówno model standardowy, jak i elektryczny dostarczają takiej samej odpowiedzi: rozmiar Elenin był znacznie zawyżony.

Kometa poniżej oczekiwań

Jeśli kometa była o wiele mniejsza niż na początku zakładano, to przede wszystkim, co było przyczyną jej niezłej widoczności, gdy przebywała jeszcze w lodowatym regionie poza pasem asteroid? Jak udało się jej stworzyć iluzję pokaźnych rozmiarów, przebywając w takiej odległości od Słońca, że jakiekolwiek dostrzegalne efekty sublimacji są wątpliwe?

Odpowiedzi – chyba jedynej zadowalającej – dostarcza elektryczny model komet. W kategoriach elektrycznych, kiedy kometa przylatuje z odległych krańców Układu Słonecznego, nierozsądnie jest szacować jej rozmiary w oparciu o obserwacje komet z o wiele krótszymi, mniej eliptycznymi orbitami. Niektóre komety możemy odwiedzić, ponieważ mają krótkie okresy obiegu i wiemy, gdzie się znajdują. Ale kiedy patrzymy na nie z elektrycznego punktu widzenia, komety te nie mogą dać nam dokładnego obrazu wszystkich komet. Elektryczny model komet zakłada, że Słońce stanowi centrum pola elektrycznego. Ma ono nawiększy dodatni ładunek ze wszystkich ciał w Układzie Słonecznym. Zbliżająca się do Słońca kometa, przybywająca z odległego regionu, będzie niosła ze sobą o wiele więcej ładunku ujemnego niż te orbitujące w pobliżu Słońca. Dlatego też porównania oparte wyłącznie na rozmiarze albo sile aktywności komety, bez odniesienia się do charakterystyki orbity, nigdy dotąd się nie utrzymały i nie utrzymają się.

Ujemnie naładowane jądro komety Elenin, przybywając z najdalszych regionów oddziaływań Słońca, było najprawdopodobniej tylko małą skałą, być może stumetrową lub mniejszą. Poruszając się w polu elektrycznym Słońca, zaczęło się rozładowywać pod wpływem napięcia elektrycznego, powstałego wskutek gwałtownego wejścia w środowisko o większej ilości ładunków dodatnich. Podczas gdy łuki elektryczne biegnące do powierzchni jądra drążyły materiał, przyśpieszając jego rozpad w chmurę pyłu, Elenin zaczęła pokazywać komę. To dlatego, a nie przez jakiś wyimaginowany „efekt termalny”, Leonid Elenin dostrzegł tę maleńką kometę w grudniu 2010 roku, gdy znajdowała się jeszcze daleko poza pasem asteroid.

Następnie, 19 sierpnia, kiedy kometa znalazła się o wiele bliżej Słońca, trafiła w nią chmura protonów z CME. Nastąpiło przebicie elektryczne i jądro roztrzaskało się na kawałki jak eksplodujący kondensator – tak samo, jak widzieliśmy to w przypadku innych „niewytłumaczalnie” eksplodujących komet.

Widząc to co oczywiste

Kawał lodu i brudu „szeroki na 3 lub 4 km” nie mógł po prostu zniknąć w takiej odległości od Słońca, nawet w razie rozpadu. Elenin nie jest „kometą muskającą Słońce”. Jej peryhelium (punkt orbity najbliżej Słońca) znajdowało się na zewnątrz orbity Merkurego. A co, jeśli Elenin była naprawdę maleńką kometą, ale za to silnie naładowaną jak na swój rozmiar? Jak zauważono powyżej, skoro Elenin przybyła z bardzo odległego regionu, to podczas jej wchodzenia w bardziej dodatnio naładowany region heliosfery można się było spodziewać rozjaśnienia sprowokowanego działaniem sił elektrycznych. Z tego samego powodu dezintegracja wskutek przebicia elektrycznego, jakie nastąpiło pod wpływem uderzenia materiałem CME, jest oczywistą interpretacją tego zajścia.

© NASA - Górna klatka zdjęcia z teleskopu Hubbla pokazuje wybuchową dezintegrację dwóch oddzielnych fragmentów komety Schwassman-Wachmann 3 w kwietniu 2006 roku. Związek tych dwóch fragmentów z dwoma innymi, pochodzącymi z wcześniejszego rozpadu, jest widoczny na dolnym zdjęciu z Hubbla.

Czy większa kometa rozpadłaby się kompletnie po elektrycznym wybuchu? Dla porównania, wart odnotowania jest stopniowy rozpad nieprzewidywalnej komety Schwassmann-Wachmann 3. Na zdjęciu powyżej Kosmiczny Teleskop Hubbla zarejestrował proces rozpadu Schwassman-Wachmann 3, kiedy kometa była jeszcze daleko poza orbitą Ziemi. Jak widać, w tym przypadku kometa o bardziej „przyzwoitych” rozmiarach niż Elenin rozsadziła się na kawałki w kilku fazach, w ciągu dwóch lub trzech obiegów po orbicie, prowadząc do nagłego, gwałtownego rozpadu co najmniej dwóch dużych fragmentów w kwietniu 2006 roku.

Wygląda na to, że gdy  rozpada się kometa o bardziej „typowych” rozmiarach, przedstawienie trwa dłużej i jest bardziej spektakularne. Przedłużony rozpad komety Schwassman-Wachmann 3 podkreśla omawianą powyżej kwestię, że dezintegracja Elenin w jasnym rozbłysku, a następnie gwałtowne zniknięcie resztek, jest potwierdzeniem maleńkiego rozmiaru jądra.

Poprzedniczka Elenin – kometa Linear

XXI-wieczną ilustracją tej kwestii był rozpad i zniknięcie komety Linear w 2000 roku. Istotnie, wejście komety Linear do wewnętrznego Układu Słonecznego z odległych rejonów, jej niezwykle wydłużona orbita, jej rozjaśnienie i jej koniec zdają się bardzo dobrze przepowiadać historię Elenin. Porównajcie te dwa zdjęcia poniżej ze zdjęciami Elenin „przed i po”, zamieszczonymi we wcześniejszej części tego artykułu.

Kometa Linear 23 lipca 2000 roku, w swoim „najjaśniejszym momencie” przed kompletnym rozpadem. http://www.ing.iac.es/PR/AR2000/high_2000.html

Kometa Linear po fragmentacji jądra, 2 sierpnia 2000r

[Notka: Jeden z komentatorów na SOTT.net podał linki do lepszych zdjęć komety Linear: Link1, Link2]

Kometa Linear dostarczyła jeszcze jednego argumentu na rzecz elektrycznego modelu komet. Kamienie i ziarenka pyłu potrafią szybko dostosować się do środowiska elektrycznego. Rozładowywanie szybko się kończy wraz z kompletnym rozpadem ciała. To właśnie przytrafiło się Linear i najprawdopodobniej także Elenin. Linear nie była ani brudną śnieżką, ani brudnym kawałkiem lodu. Po rozpadzie, jedyną dostrzegalną pozostałością był suchy pył. Innymi słowy, choć czasami nie można kategorycznie wykluczyć występowania  na komecie wodnego lodu lub innych nietrwałych substancji, istnieje dobry powód, by przewidywać, że pozostałością po komecie Elenin będzie prawie wyłącznie pył. (To najprawdopodobniej będzie znaczyło, że jedyna „woda” w chmurze pyłu będzie konsekwencją reakcji ujemnie naładowanych atomów tlenu z komety z jonami wodoru, pochodzącymi z wiatru słonecznego.)

Już od ponad ćwierć wieku za każdym razem, kiedy pojawia się poważniejsza kwestia, stanowiąca wyzwanie dla wiedzy o kometach, świadectwo historyczne jest ewidentne. Żaden „standardowy” model nie wytrzymał niespodzianek ery kosmicznej. Kiedy Donald Brownlee, szef misji NASA, Stardust, przyznał: „Pozostaje dla mnie tajemnicą, jak w ogóle działają komety”, mówił to po prostu z otwartością, jaką wszyscy specjaliści od komet winni są płacącemu podatki społeczeństwu. Dzisiaj, w obliczu rosnącego zniechęcenia społeczeństwa, taka szczerość jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek dotąd.

Nigdy nie spodziewano się spotkać kometę, która przez lata trzyma się w całości, po czym nagle rozpryskuje się w dużej odległości od Słońca. Ale czy istnieje lepszy sposób na popchnięcie nauki do przodu niż pytanie: Dlaczego? I czy istnieje lepszy sposób na ponowną inspirację ery kosmicznej, niż otwarta publiczna dyskusja nad tymi przelatującymi dowodami na elektryczność w kosmosie?

Przekład: PRACowniA
SOTT.net: Electric Universe: Comet Elenin – the Debate that Never Happened


Uzupełnienie
Leonid Elenin, spaceobs.org, 22-10-2011:

Po wielu nieudanych próbach wreszcie wykryto pozostałości komety Elenin. Pierwsza wiadomość nadeszła od Ernesto Guido, Giovanniego Sostero i Nicka Howesa. Na ich zdjęciach widoczna była mała, rozciągnięta chmura o niskiej jasności. Łatwo ją zobaczyć po lewej stronie na zdjęciu wykonanym przez Ronalda Ligustri. Następnie, nocą z 21 na 22 października również i z naszego obserwatorium udało się zobaczyć kometę oraz potwierdzić jej ruch. Animacja do obejrzenia tutaj. Księżyc się obniża, a kometa wspina się po północnym nieboskłonie. Myślę, że w niedalekiej przyszłości uda się uzyskać kolejne zdjęcia obiektu, znanego wcześniej jako kometa Elenin.

© Rolando Ligustri

About these ads

2 komentarzy »

  1. Ujemnie naładowane jądro komety Elenin, przybywając z najdalszych regionów oddziaływań Słońca, było najprawdopodobniej tylko małą skałą, być może stumetrową lub mniejszą.

    Jak to ma sie do chanelingu z Kasjopeanami, gdzie mówili o 500 m dlugosci?

    komentarz - autor: john — 10 Listopad 2011 @ 20:57

  2. @john

    Chyba widać, jak się ma – jest rozbieżność. :)

    Oszacowań jest wiele, a wszystkie pozostają domysłami, bo jądra Elenin nikomu nie udało się zmierzyć i w tej rzeczywistości już się raczej nie uda, bo się rozsypało w proch. Nie pierwsza to niepewność, z jaką nam przyjdzie żyć i nie ostatnia. :)

    komentarz - autor: iza — 10 Listopad 2011 @ 21:33


Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

The Rubric Theme Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 548 other followers

%d bloggers like this: