PRACowniA

5 Listopad 2008

Judaizm i Chrześcijaństwo – Dwa Tysiące Lat Kłamstw – 60 Lat Państwowego Terroru

Publikowanie tego tekstu w dniu, kiedy spora część świata żyje właśnie oficjalnie zakończonymi wyborami prezydenckimi w USA, wydaje się być nie trafione w czasie. Ale daleko nie zawsze tak naprawde możemy z dużą dozą pewności wiedzieć, co jest na czasie i kiedy. Przyszłość pokaże.

Laura Knight-Jadczyk
SOTT.net
14 maja 2008

Komentarz: Biorąc pod uwagę, że od momentu wystawienia kandydatury fundamentalistki Sary Palin na vice prezydenta wszyscy staramy się jak najwięcej dowiedzieć o dominionizmie, ekipa SOTT uznała za stosowne przypomnienie poniższego artykułu o historii Izraela i judaizmu – twórców Biblii, na której to opierają się trzy główne religie monoteistyczne niszczące naszą planetę. Czytelnik powinien mieć na względzie, że ci religijni fanatycy wierzący w to, co jest w gruncie rzeczy zbiorem baśniowych opowiastek, mają za cel przejęcie kontroli nad światem. Opierają się przy tym na rzekomych instrukcjach od mitycznego boga wojny, śmierci i zniszczenia.

Kilka lat temu, kiedy ukazała się moja książka „The Secret History of the World”, pochopnie obiecałam, że tom drugi już niedługo będzie ukończony i gotowy do publikacji. W końcu z grubsza wiedziałam, na czym chciałam się skupić – na temacie Mojżesza i powstaniu judaizmu – mając gotową zawczasu dobrą hipotezę oraz tony materiału uzupełniającego. Nawet wymyśliłam tytuł: The Horns of Moses [Rogi Mojżesza] (potrójne znaczenie!). Myślałam więc, że będzie to bułka z masłem. Zabrałam się do pracy.

Wena dopisywała, Mojżesz nabierał życia na ekranie komputera i wtedy… wtedy zaczęły nachodzić mnie wątpliwości. Wiedziałam sporo o Mojżeszu z teologicznego punktu widzenia oraz z alternatywnych badań, to fakt. Wiedziałam tyle, ile wiedzieli badacze naukowi – ludzie, którzy spędzili całe życie studiując i analizując teksty biblijne. Jednak ciągle coś nie dawało mi spokoju. Zaczęłam więc szukać innych materiałów źródłowych i odkryłam, że muszę ich przeczytać znacznie więcej, aby ukończyć ten projekt. I to właśnie robiłam przez ostatni rok czy dwa: czytałam rzeczy, których nie czytał nikt prócz specjalistów, i gromadziłam całe stosy danych.

Wstrząsnęło mną odkrycie, jak wiele JEST znane badaczom, a nie jest znane opinii publicznej. Chyba nie powinnam być zaskoczona, jako że to samo zjawisko odkryłam w innych dziedzinach nauki. Kiedy jednak rzecz dotyczy podstaw religii – spraw, w które ludzie wierzą, oddają za nie swe życie i które determinują ich działania w życiu – cóż, nie jest zbyt dobrze. Podczas badań wiele się dowiedziałam o stworzeniu judaizmu, który w dużym stopniu stanowi “podwalinę” zachodniego społeczeństwa. Jejku, nie wydaje wam się to dziwne? Religia stworzona przez mało znane plemię z Bliskiego Wschodu – w zasadzie plemienny bóg w jakiś sposób został podniesiony do rangi “Boga Kosmosu” i stał się wzorem dla zachodniej wizji “Boskiej Istoty”? A stało się to kosztem duchów powszechnie czczonych w Europie Zachodniej przed narzuceniem jej bogów Bliskiego Wschodu. Naucza się nas, że Europa była dzikim, niecywilizowanym miejscem. Czy aby na pewno? Jak może być to prawdą, skoro wokół jest pełno dowodów w postaci setek tysięcy megalitów, stworzonych przez starożytnych Europejczyków, podczas gdy brak ich w bliskowschodnich cywilizacjach?

W każdym razie, poszerzając swoje poszukiwania o inne źródła odkryłam, że narodziny chrześcijaństwa są w kilku bardzo ciekawych kwestiach blisko związane – nawet w kwestii czasu, co może być dla niektórych szokiem – z początkami judaizmu. Istnieje bezpośredni związek między tekstem Starego Testamentu i zwojami z Morza Martwego oraz między zwojami z Morza Martwego i pewnymi ideami, które stały się “własnością chrześcijaństwa”. I tak, krok po kroku, z przerażającą pewnością zdałam sobie sprawę, że nie ma na świecie nic bardziej złego od monoteistycznych religii zrodzonych na Bliskim Wschodzie.

Oczywiście, w którymś momencie będę chciała zbadać rolę, jaką w tworzeniu religii mogły odegrać zmasowane uderzenia komet, a następnie dokonać analizy wpływu religii na szerzenie się kłamstw i fałszu na świecie. Bądź co bądź, “narodziny Izraela” – nie mogę powiedzieć o sobie, żebym świętowała z tego powodu – postrzegamy obecnie jako wydarzenie, które przyniosło współczesnemu światu więcej nieszczęścia i cierpienia niż cokolwiek innego od czasu globalnego holocaustu drugiej wojny światowej. W rzeczywistości, powyższe dwa wydarzenia są tak bardzo ze sobą związane, iż można by powiedzieć, że holocaust wciąż trwa, jako konsekwencja “narodzin państwa Izrael”. Można też śmiało wskazać na judaizm jako twórcę innych, podobnych do holocaustu wydarzeń w ciągu dwóch tysięcy lat historii zachodniej cywilizacji – błyskawicznie przychodzą na myśl krucjaty i procesy czarownic.

Judaizm prawdopodobnie był twórcą Izraela, a także rodzicem dla chrześcijaństwa oraz islamu, co sprawia, że kwestia judaizmu i – rzekomo wywodzącego się z niego – starożytnego Izraela, wcale nie jest rzeczą błahą. Faktem jest, jak wskazuje rosnące grono badaczy, że nigdy nie było “starożytnego Izraela”. Hebrajska Biblia w żaden sposób nie może być uznana za dokument historyczny, a usiłowanie poznania historii Palestyny z treści biblijnych jest jak próba zrozumienia historii średniowiecza na podstawie lektury „Ivanhoe”. Niels Peter Lemche, badacz biblijny z Uniwersytetu Kopenhaskiego, pisze:

Od kilku lat wrze dyskusja wśród badaczy biblijnych – w szczególności badaczy Starego Testamentu – pomiędzy stanowiskiem “maksymalistycznym” a drugim, określanym zazwyczaj jako “minimalistyczne”. Kontrowersje dotyczą tego, ile informacji historycznych może znajdować się w Starym Testamencie. Niezbyt wiele – mówią minimaliści; o wiele więcej – wtrącają maksymaliści. [...]

I oczywiście, “maksymaliści” to prawdziwi wyznawcy… ci, którzy przez długi czas sprawowali nadzór nad badaniem Biblii, ci, którzy stworzyli archeologię wyłącznie w celu potwierdzenia prawdziwości biblijnej wersji historii. Lecz archeologia, krok po kroku, staje się coraz bardziej naukowa i wyzwalając się tym samym spod kontroli owych ślepych wyznawców odkrywa, że Biblia nie jest źródłem historycznym.

Przystąpiłem do problemu zaczynając od analizy sprawozdań biblijnych patriarchów, wygnania z Egiptu oraz pobytu na pustyni – w skrócie, od Księgi Rodzaju do Księgi Liczb. Następnie porównałem obraz przeszłości stworzony przez pisarzy biblijnych ze starożytnymi źródłami danych z Syrii i Palestyny z epoki brązu, ponieważ ta właśnie epoka uznawana jest jako czas wydarzeń opisanych w Pięcioksięgu. Co się okazało, i co przedstawię w sposób nie pozostawiający miejsca na wątpliwości, istnieje bardzo niewielka korelacja pomiędzy biblijnym opisem przeszłości a niebiblijnymi dowodami pochochodzącymi z tamtejszych kultur faktycznie żyjących w epoce brązu. Musimy skonkludować jednakże, że autorzy biblijni nie byli niedokładnymi historykami, lecz ludźmi, którzy wcale nie byli zainteresowani przekazaniem faktów historycznych. Przyświecał im inny cel, a historii użyli jako narzędzia do szerzenia swojego przesłania. Przystępując do lektury Starego Testamentu, ludzie w obecnych czasach muszą uświadomić sobie, że starożytni autorzy omawianych tekstów nie pisali dla potomności, czyli nas, lecz dla odbiorców im współczesnych. Musieli sprostać moralnym i estetycznym wymaganiom swoich czasów. Nie zastanawiali się, jakie prawa będą rządziły dzisiejszymi badaniami historycznymi oraz zainteresowaniem tą tematyką. [...]

Czy Księga Wyjścia jest odzwierciedleniem historycznych relacji, czy fikcją literacką?

Jeśli uprzemy się, że opisy tej księgi nie odnoszą się do wydarzeń historycznych, będziemy musieli stanąć wobec opozycji znacznie poważniejszej niż w przypadku podważenia historycznej poprawności opisów patriarchów.

U podstaw powyższego krytycznego nastawienia leży twarde, logiczne rozumowanie. Społeczne uwarunkowania hisorii opisanej w Księdze Wyjścia znacznie różnią się od relacji patriarchów oraz historii Józefa, która to dotyczy losów konkretnej rodziny. [...]

W odróżnieniu od opowieści o patriarchach i sagi o Józefie, Exodus nie opisuje dziejów ani jednej rodziny. Tu opowieść zmienia się w szersze zagadnienie – kwestię wyzwolenia narodu. Seria relacji, którą rozpoczęła migracja rodziny Józefa do Egiptu, kończy się na setkach tysięcy ludzi opuszczających to miejsce. Patriarchowie stają się jedynie odległymi przodkami tego narodu. … Kolejne pokolenia Izraelitów musiały zaakceptować czyny owego wyzwolonego pokolenia [Exodusu] jako swoje własne, dla dobra zachowania solidarności i ciągłości narodowej. Są częścią jego dziedzictwa. Powiedzenie z czasów wygnania podkreśla związek pomiędzy przeszłością a przyszłością: “Ojcowie jedli cierpkie jagody, a synom zdrętwiały zęby” (Jeremiasz 31:29). Odzwierciedla ono myśl, iż wyjście przodków (“ojców”) z Egiptu umożliwiło uzyskanie wolności pokoleniom jeszcze nienarodzonym, to jest “synom”. Owi synowie i przodkowie stanowią jeden lud. Izraelici postrzegają siebie za ich spadkobierców, identyfikując się ze zmarłymi protoplastami, z ich ludem. Oznacza to również, iż los ich został zdeterminowany przez wspomnianych przodków, ponieważ każde następne pokolenie przeżywa na nowo doświadczenia swych poprzedników.

Ciekawym okazuje się porównanie tej idei – czyli że Exodus, jako wyzwoleniu Żydów, zapewnił wolność następnym pokoleniom – z inną, mówiącą o odpuszczeniu grzechów poprzez ukrzyżowanie Jezusa, przez który to akt przyszłe pokolenia miały być „uwolnione”. Obie koncepcje zasadniczo nie różnią się od siebie – osobliwe idee Wschodu nie mające miejsca w cywilizacji, która początkowo traktowała odpowiedzialność osobistą całkiem poważnie.

Wyjście z Egiptu stanowi moment krytyczny w historii Izraela, na tym opiera się jego naród oraz religia. Bez tego narodowość izraelska istniałaby jedynie w przypisach historycznych, a wiara w Jahwe jako boga Izraela miałaby niewielkie znaczenie. Exodus reprezentuje coś więcej niż tylko narodowe wyzwolenie – wyznacza narodziny narodu i zarazem tłumaczy jego istnienie.

Jeszcze dwa inne wydarzenia stały się dla Izraelitów ważnymi “legendami o podwalinach”: objawienie na Górze Synaj i okupacja ziemi Kanaan. Księga Wyjścia nakreśla początki ludu izraelskiego oraz źródło ich przynależności, lecz ludzie potrzebują również religii i ziemi. Bez tych dwu rzeczy naród nie przetrwa i ulegną unicestwieniu. Tożsamość narodowa wymaga konkretnej, fizycznej przestrzeni, na której możliwy będzie rozwój. Pozbawieni religii ludzie będą bez celu włóczyć się po dzikich okolicach, niczym duchy.

Na Górze Synaj Jahwe przedstawia się jako Bóg, który wyzwolił Izraelitów z egipskiej niewoli – dokładnie ten sam Bóg, który u początków historii wdał się w wyłączną relację z patriarchami, obiecując im piękną krainę.

Pamiętajmy, że opowieści o patriarchach zostały spisane na nowo przez ludzi dążących do utworzenia nowej nacji po babilońskim wygnaniu. Zapewnienia o ziemi obiecanej włożono w usta Boga, by pokazać, że ta sfabrykowana historia Exodusu była po prostu krokiem w wypełnieniu planu bożego.

Ostatecznie, na Górze Synaj Jahwe stał się Bogiem Izraela in concreto. Umowa, czy raczej “Przymierze” przypieczętowało więź pomiędzy ludem a ich Bogiem. Prawo Jahwe stało się tym samym oficjalnym standardem dla Izraelitów i ich wiecznie trwałym zobowiązaniem wobec Boga. Dwie zasady powyższego przymierza ujednolicają ich tożsamość religijną, narzucając jej sztywne ramy. Po pierwsze, zbiorowa świadomość ludu Izraela uznaje Jahwe za jedynego Boga, teraz i na zawsze. Po drugie, wszyscy Izraelici zobowiązani są, teraz i zawsze, przestrzegać praw Jahwe, czyli w efekcie „konstytucji” Izraela. W ten sposób, przy boskiej protekcji, wspomniane prawo prosto określa, co oznacza bycie Izraelitą. A każdy, kto nie będzie go wypełniał, utraci przynależność do tego ludu.

Jeśli chodzi o terytorium, spełnienie obietnicy ma nastpić w przyszłości. Bóg na Górze Synaj obiecał Izraelitom ziemie, którymi będą władali, ale pod warunkiem zastosowania się do Jego nakazów. Cała ta opowieść nie jest jedynie opisem boskiego objawienia, ukazuje raczej program na przyszłość dla narodu Izraelitów. Dopóki lud ostatecznie nie zamieszka w „ziemi obiecanej”, nie można tak naprawdę nazywać go „Izraelem”.

W ten sposób negowanie historyczności tych fundamentalnych elementów przekazów dotyczących Izraelitów prowadzi do zaprzeczenia samemu istnieniu narodu izraelskiego. Odrzucenie Księgi Wyjścia jako źródła historycznego jest zatem o wiele poważniejsze niż krytyczne spojrzenie na historyczną zawartość tradycji patriarchów. […]

Wielu konserwatywnych chrześcijan i Żydów wzburzyły głosy krytyki, kwestionujące historyczność tekstów Księgu Wyjścia, co było do przewidzenia. Zarówno jedni jak i drudzy uważają się za prawdziwych potomków Izraelitów; tym samym takie krytyczne opinie uważają za “negatywne” lub nawet heretyckie. Ludzie ci nie traktują wspomnianych teorii jako obiektywnej analizy czy to Księgi Wyjścia, czy objawienia na Górze Synaj. Dla nich są to ataki na ich własną religijną tożsamość.

Jeśli jednakże zignorujemy powyższe obawy – obrona domniemanej wspólnej tożsamości żyjących i nieżyjących członków religijnej społeczności nie jest wszak celem krytycznego badania – całkiem oczywiste jest to, że przekazy zawarte w Księdze Wyjścia są w większości złożone z urywków do złudzenia przypominających te z Księgi Rodzaju. … Księga Wyjścia stanowi literacką kompilację, złożoną z fragmentów opowieści i legend o uniwersalnym charakterze. Są one przykładami raczej sztuki narratorskiej, niż specyficznie izraelskiej literatury ludowej. Doceniając pożytek płynący z takich ludowych wątków i bohaterów, autorzy biblijni przywłaszczyli sobie te opowieści i przekształcili je tak, by odpowiadały ich izraelskim wzorcom. […]

Możemy dostrzec w biblijnych historiach znajomy styl narracji i być może właśnie ten typ naśladownictwa dodał wiarygodności przekazowi starożytnych historyków. […]

Rozdziały 1-19 Księgi Wyjścia stanowią spójną narracyjnie całość, opisującą Izraelitów wędrujących z Egiptu na Górę Synaj. Jednak w ich treści pojawiają się niejednakowe tła wydarzeń – pojedyncze winiety łączą się, aby stworzyć “obrazy” w większym, egipsko-synajskim kompleksie. Pierwsza część Księgi rozpoczyna się od narodzin i cudownego ocalenia Mojżesza, a kończy na jego ucieczce do ziemi Midiam, gdzie Bóg nakreślił mu jego przyszłą misję. Następna zawiera długi opis plag, które doprowadziły ostatecznie do wyzwolenia Izraela. W końcu, trzecia perykopa opisuje, jak Izraelici opuszczają Egipt i kierują się w stronę Synaju.

Chciałabym tutaj oczywiście wskazać, że historia o plagach egipskich jest opisem upamiętniającym uderzenie komet, jednak badacze biblijni nie włączają tego typu spekulacji do swoich analiz. Tym samym, są nieco ograniczeni w interpretowaniu źródeł pod względem istnienia lub braku zgodności historycznej.

Początkowo ten obraz historii Exodus-Synaj wydaje się być narracyjnie spójną całością. Jednak po głębszej analizie te wydarzenia oraz nadanie praw na Górze Synaj stanowią dosłowne i symboliczne elementy kluczowe relacji. Waga synajskiego wydarzenia okazuje się tak wielka, że zakłóca równowagę egipsko-synajskiego bloku. Dochodzi w tym miejscu po prostu do zaburzenia relacji, która przenosi czytelnika z Egiptu do ziemi Kanaan. Nie bacząc na spójności narracji, Góra Synaj nagle pojawia się przed Izraelitami, których pierwotnym celem było dotarcie z Morza Trzcin do Jordanu.

Od lat badacze Starego Testamentu byli świadomi braku spójności pomiędzy historią z Synajem a ogólnym opisem z Pięcioksięgu. Swój pogląd ugruntowali w oparciu nie o samą opowieść, lecz teksty takie jak choćby przyrzeczenie opisane w Pwt 26: 5-9

5 A ty wówczas wypowiesz te słowa wobec Pana, Boga swego: “Ojciec mój, Aramejczyk błądzący, zstąpił do Egiptu, przybył tam w niewielkiej liczbie ludzi i tam się rozrósł w naród ogromny, silny i liczny.

6 Egipcjanie źle się z nami obchodzili, gnębili nas i nałożyli na nas ciężkie roboty przymusowe.

7 Wtedy myśmy wołali do Pana, Boga ojców naszych. Usłyszał Pan nasze wołanie, wejrzał na naszą nędzę, nasz trud i nasze uciemiężenie.

8 Wyprowadził nas Pan z Egiptu mocną ręką i wyciągniętym ramieniem wśród wielkiej grozy, znaków i cudów.

9 Zaprowadził nas na to miejsce i dał nam ten kraj opływający w mleko i miód. (Biblia Tysiąclecia Online)

Owe krótkie przypomnienia wczesnej historii Izraela, wyzwolenie z Egiptu oraz podbój ziemi obiecanej, całkowicie pomijają wątek Góry Synaj. Podczas gdy życie ludu Izraela w Egipcie i jego stamtąd emigracja stanowią główny temat, o Synaju brak jest jakichkolwiek wzmianek. Prawie sześćdziesiąt lat temu Gerhard von Rad zasugerował więc, że historia o Górze Synaj nie jest jednym z oryginalnych przekazów składających się na Pięcioksiąg. Są to według niego dwie pierwotnie niezależne od siebie opowieści – z jednej strony Księga Wyjścia i jej pustynne historie, a z drugiej objawienie na Górze Synaj. Napisane były całkowicie niezależnie i dopiero później zostały połączone. (Patrz: von Rad, “The Form-Critical Problem of the Hexateuch”, w “The problem of the Hexateuch and Other Essays” (tłum. E.W. Trueman; New York: McGraw-Hill, 1966).

Według von Rada, rozgraniczenie między opowieściami Księgi Wyjścia i objawieniem na Górze Synaj znajduje się w 14. rozdziale Księgi Wyjścia (występująca w Wj 15 słynna “pieśń dziękczynna” stanowi odrębny zbiór, nie będący częścią żadnego z powyższych). …Historia Exodusu wyraźnie jest związana ze świętem Paschy, a wydarzenia z Synaju odnoszą się do święta Szawuot (Święto Tygodni). Owe dwie tradycje dopiero później ulegną połączeniu. Włączenie wątku z Górą Synaj do relacji zawartych w Exodusie musiało z konieczności odbyć się później niż powstanie tekstu z Pwt 26: 5-9.

Rzecz jasna, połączenie dwóch, pierwotnie nie związanych ze sobą rodzajów relacji nie wyklucza dalszych przetworzeń i uzupełnień, zwłaszcza tych, które tworzą łagodne przejścia pomiędzy opisem z Exodusu a historią z Synajem. Każdy z powyższych zbiorów tekstów zawiera swoje własne konteksty religijne oraz tła wydarzeń. Kształtowały się niezależnie i dopiero później uległy połączeniu. W związku z tym musimy rozpatrywać ich historyczność oddzielnie. Jeśli udowodnimy historyczność jednej części, nie możemy od razu założyć tego samego o drugiej.

Mojżesz, przewodnia postać w opowieści, zapewnia zbiorowi Exodus-Synaj podstawową jednolitość. Jest osobą pełniącą rolę kleju spajającego tradycję Księgi Wyjścia, Kapłańskiej i Liczb, których każdy rozdział niezmiennie do niego nawiązuje i przez niego jest wyznaczany. Istnieje jednak pewien powód, by wątpić w rolę Mojżesza jako historycznego ogniwa pomiędzy objawieniem na Synaju a całym tłem tego wydarzenia. Z punktu widzenia historyka, sporną kwestią wydaje się postrzeganie jednej i tej samej osoby jako punktu centralnego dwóch, pierwotnie nie związanych ze sobą historii. Jest to ważna uwaga, ponieważ niemal niemożliwym jest oddzielenie Mojżesza od któregokolwiek z przekazów i uznanie jego głównej roli w tym drugim. Czym byłby Exodus bez Mojżesza? Czy Izrael mógłby zaakceptowaźć tablice z przykazaniami, gdyby to nie sam Mojżesz był zaangażowany w ich przekazanie? Wszystko wskazuje na to, że treści przekazów od samego początku zostały skonstruowane z myślą o Mojżeszu.

Spisując historie o przeszłości Izraela, autorzy i osoby gromadzące tradycje postrzegali postać Mojżesza jako element ważniejszy od wszystkich innych, składających się na zbiór Exodus-Synaj. Tak więc już od momentu tworzenia zbioru Mojżesz zdominował przekazy od Księgi Wyjścia do Księgi Liczb. Konsekwencją faktu, że Mojżesz stanowi integralną część opowieści zawartych we wspomnianych księgach, jest konieczność uznania, że nie brał udziału w żadnym z zapisanych wydarzeń. Stanowi to paradoks, ponieważ owe opowieści nie żyłyby bez jego obecności. [...]

Ta niepewność co do tożsamości Mojżesza ujawnia się ponownie, kiedy weźmiemy pod uwagę różnorodność odgrywanych przez niego ról. W niektórych fragmentach przedstawiany jest jako postać o skomplikowanej charakterystyce, natomiast w innych prezentuje się w sposób bardziej jednolity. Ocalenie go w niemowlęctwie z nurtów rzeki zwiastowało jego rolę jako wyzwoliciela Izraela, zgodnie z pierwowzorem bohatera-awanturnika starożytnego Bliskiego Wschodu. Egipcjanie, Babilończycy oraz Asyryjczycy dobrze znali opowieści o takich cudownych dzieciach, a godnym uwagi przykładem może być akadyjski bohater – król Sargon. [...]

Legendarne opowieści o Mojżeszu i Sargonie przepowiadają przyszłą świetność dwóch wspaniałych herosów. Ich autorzy posłużyli się schematem ocalenia, by zdystansować owych bohaterów od zwykłych ludzi. Dzięki temu taki bohater może przekraczać normy społeczne, których zwykli ludzie muszą przestrzegać. Bez takiej swobody, żadnemu bohaterowi nigdy nie udałoby się radykalnie odmienić losu swojego narodu. [...]

Kiedy weźmiemy pod uwagę poszczególne części składowe wizerunku Mojżesza w Pięcioksięgu, jego rola w tworzeniu i uprawomocnieniu religii Izraelitów okaże się kluczowa. Na Górze Synaj, Mojżesz pośredniczył w przymierzu między Jahwe a Izraelem oraz przekazał treść bożego prawa swojemu ludowi. Pełnienie przez Mojżesza roli najwyższego sędziego Izraela a także władcy o mocy równej przyszłym królom izraelskim – w świetle innych jego funkcji – nie wydaje się być żadną niespodzianką.

Mojżesz jest najzwyczajniej składnikiem scalającym część literacką historii Egipt-Synaj. Poprzez jego osobę autorzy rozwinęli czerwoną nić łączącą oddzielne rozdziały zawierające się w tej historii. Jednak nadal pozostaje jedno pytanie: czy którykolwiek przekaz odnosi się do historycznej postaci o imieniu Mojżesz? Jak już zdążyliśmy zauważyć, historia z Exodusem i pobytem na pustyni z jednej strony, a z drugiej wydarzenia na Górze Synaj stanowiły dwa odrębne teksty. Ich połączenia dokonano dopiero wprowadzając do obydwu zbiorów przekazów postać Mojżesza. Zanim do tego doszło, rozwijały się one niezależnie; bez Mojżesza, ich autorom prawdopodobnie nie udałoby się dokonać połączenia.

Często mówi się, że historia powstania Izraela oraz jego religii zakłada jedną centralną i jednocześnie historyczną postać oraz że bez niej temat ten pozostałby niezgłębiony. Z tego powodu żartuje się, że gdyby żaden Mojżesz nie istniał, ktoś by go musiał wymyślić! Powiadają, że wczesna historia Izraela byłaby nie do pomyślenia bez prawdziwego założyciela. Odpowiedź jest prosta: w rzeczy samej, ktoś Mojżesza wymyślił! [...]

Wydarzenia z Góry Synaj ukazują kolejny dylemat. Gdzie dokładnie Bóg objawił się Izraelitom? Kościelna tradycja łącząca obecną Jebel Musa (co po arabsku oznacza “górę Mojżesza”) z biblijną Górą Synaj tylko częściowo odpowiada tradycji biblijnej. Dopiero w relacji zaczynającej się w rozdziale 19 Księgi Wyjścia pojawia się góra. Jednakże ani opis wędrówki, ani inne wskazówki zawarte w relacjach – nie wskazują na Jebel Musa… [ale] raczej prowadzą do północnej części Półwyspu Synaj, a dokładniej, do rejonu oaz Kadesh-Barnea.

Kolejny nierozwiązany problem. Boskie objawienie na Synaju opisane w Starym Testamencie nie może być uznane za część historii wczesnego Izraela. Objawienie najzwyczajniej wykracza poza akceptowalny punkt widzenia historyka, ponieważ Bóg nie może być obiektem historycznych rozważań… potrzebne jest oparcie o empiryczne dane. Objawienie z Góry Synaj ze swej natury nie jest przedmiotem badań historycznych. [...]

[To] samo dotyczy wędrówki na pustyni. Ona również musi spełniać kryteria oraz podlegać metodom badań naukowych. [...]

Pojawiają się kolejne problemy. Wątek z Księgi Liczb dotyczący liczby ludności opisuje ogromną migrację setek tysięcy ludzi, wędrujących przez pustynię przez czterdzieści lat. Jednakże, zawarty w Starym Testamencie opis pobytu Izraelitów na pustyni niewiele ma wspólnego z warunkami życia w takim miejscu; bardziej wygląda to na obrazek procesji wewnątrz osiadłej kultury. Liczba jej uczestników jest zdumiewająca. Jak udało się przetrwać na pustyni tak wielu ludziom? Autorzy biblijni, stając przed tym problemem, mieli zawczasu jasną i ostateczną odpowiedź: Bóg troszczy się o swój lud! Literatura jest w stanie zaakceptować cuda, ale nie historia. Twórcy tekstów biblijnych wtrącili intrygującą odpowiedź na izraelskie rozterki na pustyni, a mianowicie Boga. Wielokrotnie rozwiewa On problemy wędrującego ludu poprzez serie wielkich czynów… […]

Zatem opis błądzenia po pustyni, jaki możemy znaleźć w Księdze Wyjścia, Kapłańskiej i Liczb, jest podaniem nie mającym związku z historycznymi uwarunkowaniami migracji, czy życia na pustkowiu. Opowieść ta jest ni mniej, ni więcej, tylko fikcją literacką, mającą jeden cel – przeniesienie Izraelitów z Egiptu do ziemi Kanaan. Tylko najzagorzalsi wyznawcy będą obstawać przy poglądzie, że setki tysięcy ludzi przeżyło czterdzieści lat na pustyni – w jałowym i nieprzyjaznym środowisku.

By uwiarygodnić historyczność powyższych wydarzeń, musielibyśmy zmienić liczbę osób uciekających z Egiptu, a także nieco pomniejszyć boże cuda, wtedy dopiero moglibyśmy poddać wspomniane wydarzenia historycznej analizie. W efekcie końcowym okaże się, że rezultat owych działań poczyni znaczne szkody w opisach biblijnych. Dlaczego? Ponieważ stanie w sprzeczności z wersją biblijną, utrzymującą, że nie niewielka grupa ludzi, a cały naród brał udział w omawianych wydarzeniach. [...]

Jeśli zredukujemy te historie w zwykły, ale nieoczekiwany sposób – biorąc je za wspomnienie niewielkiej i mało znaczącej grupy Azjatów, którzy uciekli z Egiptu około drugiego tysiąclecia przed naszą erą – będziemy musieli dojść do wniosku, że przekazy Starego Testamentu nie mają oparcia historycznego. Naród izraelski nigdy nie mieszkał w starożytnym Egipcie. Biblijni autorzy prawdopodobnie mogli zapożyczyć materiał z pamięci małej grupki ludzi, przebywających niegdyś w Egipcie. Owa grupa ostatecznie mogła stać się częścią narodu Izraelitów, a ich tradycja częścią narodowej spuścizny.

Kiedy uczeni przyjmują hipotezę “małej grupy”, omijają jednocześnie liczne historyczne problemy, jakie te relacje biblijne za sobą pociągają. W konsekwencji niemożliwym jest udowodnienie, że takowa grupa emigrantów z Egiptu w ogóle istniała. Drastycznie redukując liczbę uchodźców, uczeni czynią ich niezauważalnymi dla historyków. [...]

Ostatecznie, autorzy Księgi Wyjścia stworzyli opowieść taką, jaką ją znamy dzisiaj. Autorzy ci – zresztą jak twórcy relacji dotyczących patriarchów w Księdze Rodzaju – stworzyli swój własny narracyjny świat. Opisywali miejsca i wydarzenia, które nigdy nie istniały… opisywali świat fikcji literackej, nie fakty historyczne. [...]

Relacje na temat Exodusu i objawienia na Synaju zostały wpisane w środowisko religijne, gdzie Prawo – Tora – już od dawna było czynnikiem dominującym, innymi słowy w izraelski, a raczej żydowski kontekst. [...]

Innymi słowy, owe historie były składane, fałszowane, korygowane, czy spisywane na nowo zawsze, kiedy były potrzebne do wsparcia pewnych religijnych i politycznych celów. Działo się to w czasie, kiedy Prawo już istniało, niewątpliwie po babilońskim wygnaniu, a nawet później. Niektórzy eksperci sugerują, że omawiane historie powstały pod helleńskim wpływem, całkiem bowiem sporo biblijnych opowieści wykazuje zapożyczenia z helleńskich źródeł i idei.

Pomimo uprzednich obserwacji, nie możemy kwestionować wszystkich powiązań obecnych w relacji o Górze Synaj. Zarówno Stary Testament, jak starożytne źródła z Bliskiego Wschodu dostarczają konkretnych dowodów kultu jahwistycznego na Synaju, aczkolwiek Jahwe jako Bóg dopiero w późniejszym czasie stał się obiektem kultu w głównej świątyni Palestyny. Księga Wyjścia mówi o tym, jak Jahwe ukazuje się początkowo Mojżeszowi, a dopiero potem całemu Izraelowi. Objawienia miały miejsce na południe od granicy starożytnej Palestyny i prawdopodobnie tam powinniśmy szukać prawdziwego miejsca narodzin Jahwe. Większość świadectw Starego Testamentu przedstawiona jest w tekstach datowanych na stosunkowo późny okres literacki, inne jednak ustępy ze Starego Testamentu wspominają o górze Boga. Jak już zauważyliśmy wcześniej, w 1 Księdze Królewskiej 19 opisuje się Eliasza wędrującego przez pustynię i spotykającego Boga na Górze Horeb, najwyraźniej będącą drugą nazwą Góry Synaj. W Sdz 5,5 Jahwe określany jest: “To Synaj”. W wielu tekstach tego rodzaju Jahwe jest również postrzegany jako bóstwo zapożyczone z południa, a dokładniej z Edomu lub ziemi Seir.

Co więcej, Jahwe jest wymieniany w źródłach innych niż Stary Testament. Egipskie źródła zawierają opowieści o obszarze znanym jako „Shasu Jahwe”, zamieszkanym przez lud Shasu. Według egipskich źródeł z drugiego tysiąclecia p.n.e., plemię Shasu zamieszkiwało teren Syrii i Palestyny, na wschód od Jordanu, oraz Półwysep Synaj. W tym kontekście, Shasu Jahwe umiejscowione jest na Pustyni Synaj. …

Na długo zanim uczeni rozpoczęli rozważać egipskie wskazówki na temat Jahwe, wielu próbowało odnaleźć historyczne tło pobytu Mojżesza w kraju Midian, pierwszym miejscu, w którym doszło do spotkania Jahwe z Mojżeszem. Pozostawiając kwestie historyczności 3. rozdziału Księgi Wyjścia, z powyższej opowieści wyłania się jedna niezwykła kwestia: jeśli Jahwe ukazał się w Midian, to w takim razie Bóg Izraela zamieszkiwał odległe ziemie i obracał się wśród obcokrajowców (mieszkańców kraju Midian). Powyższe ewidentnie na to wskazuje.

2 Krl 5 dostarcza przykładu na przywiązanie Jahwe do określonej ziemi: Aramejczyk Naaman, który zmienił swoje wyznanie na jahwizm, musiał przynieść „kawałek” ziemi Izraela do Damaszku. Na tym kawałku ziemi mógł kontynuować modlitwy do Jahwe. A wszystko dlatego, że jedyną możliwością było czczenie Jahwe „w”, czyli „na” Jego własnej ziemi.

Jest to niezwykła wiadomość. Kojarzy mi się z legendami o wampirach, które mogły spać w pudłach z ziemią pochodzącą tylko z ich ojczyzny. Jakieś powiązania?

Stary Testament wyraźnie przypisuje Jahwe do południowej Palestyny, wskazując na oryginalność informacji zawartych w przekazach biblijnych. Owe istotne treści historyczne Księgi Wyjścia sugerują, że albo Izraelici mieszkali w południowej Palestynie, albo Midianici (Kenici, według innych źródeł biblijnych) sprowadzili ze sobą kult Jahwe do Palestyny. Ostatecznie, jahwizm rozszerzył się na cały region, a Jahwe stał się Bogiem Izraela. Dla poparcia tej teorii uczeni powołują się na dowody mówiące, że teściem Mojżesza był Midianita lub Kenita.
[…]

W tym miejscu muszę wtrącić co nieco o Kenitach:

W starożytnym Lewancie, Kenici byli klanem nomadów pod wodzą Jitra, kapłana midianickiego. Według Biblii hebrajskiej, odgrywali oni znaczącą rolę w historii starożytnego Izraela. Kenici zajmowali się kotlarstwem i obróbką metali. Teść Mojżesza, Jitro, był pasterzem oraz kapłanem Kenitów. Najwyraźniej ów lud uległ asymilacji z populacją Izraelitów, chociaż Kenici wywodzący się z rodu Rechaba zachowali swój nomadyczny styl życia jeszcze przez jakiś czas.

Kenici byli potomkami Kenana, jednak uważano ich za dziedziców Kaina, syna Adama i Ewy, który zamordował swojego brata, Abla.

Mojżesz najwyraźniej utożsamił boga Jitry, El Shaddai, z Jahwe, bogiem Izraelitów.[1] Według hipotezy o Kenitach, Jahwe był pierwotnie ich bogiem plemiennym, którego zapożyczyli i zaadaptowali Hebrajczycy. (Wikipedia [wersja ang.] Zobacz także Jewish Encyclopedia)

Inaczej mówiąc, bóg Żydów, według nich samych, jest Bogiem Kaina – napiętnowanego mordercy – który zgładził swojego brata, Abla. Pociąga to za sobą całą masę innych kwestii, których nie będziemy w tym miejscu ich rozpatrywać, aczkolwiek warto poświęcić chwilę i zwrócić uwagę na „Znamię Kaina” jako nieodłączną część judaizmu. Zauważamy oczywiście fakt, że w chrześcijaństwie i judaizmie przeklęcie oraz naznaczenie Kaina odsyła nas do wersetów rozdziału 4 Księgi Rodzaju, gdzie Bóg orzekł, iż Kain, pierworodny syn Adama i Ewy, został wyklęty, oraz umieścił na nim znamię ostrzegając tym innych, że zabicie Kaina pociągnie za sobą boską zemstę.

Cóż to za bóg, który chroni mordercę w taki sposób? Czy zatem wskazuje to na pełną świadomość powyższych powiązań u żydowskich pisarzy biblijnych, którzy napisali tę część Księgi Rodzaju w celu zastraszenia innych? Coś w stylu wczesnych oskarżeń o „antysemityzm”? A czy ktoś w ogóle zastanawiał się nad związkiem obrzezania ze sławnym „Znamieniem Kaina”?

Autorzy Starego Testamentu wiedzieli o tym, że Jahwe w czasie, gdy ukazał się na Synaju, był równocześnie bóstwem Midianitów lub Kenitów. Przy ponownym pojawieniu się biblijnych relacji Jahwe pozostaje ten sam, z tą różnicą, że wybiera sobie inny lud. […]

Chyba, że Kenici SĄ Żydami.

Powyższa analiza wskazuje, że biblijne opisy wczesnej historii Izraela – umieszczone w szerszym kontekście z Mezopotamią, syryjską Palestyną oraz Egiptem – są raczej kompozycją literacką, niż źródłem historycznym. Autorzy biblijni uwzględnili wiele starożytnych opowieści oraz legend, lecz nie ocenili ich krytycznym okiem. …

Analiza literacka Pięcioksięgu niezaprzeczalnie potwierdza, że historie tam zawarte nie są wiarygodnym źródłem dla badań nad starożytnością; są raczej dziełami literackimi. Nie zważając na fakty historyczne odnośnie rozwoju ich społeczności, autorzy biblijni użyli wszelkiej dostępnej broni z literackiego arsenału, aby stworzyć pełne dramatyzmu opowieści o dużej mocy oddziaływania. … Nie da się z tych relacji zrekonstruować historii Bliskiego Wschodu. Musimy raczej się zadowolić się tym, czym są – legendami i opowieściami przygodowymi, wymyślonymi i spisanymi przez autorów-składaczy, w celu dysput z gawiedzią „o dawnych czasach”. Oczywiście tłum ów nie oceniał wiarygodności zgodnie z naukowymi standardami. (Niels Peter Lemche, Prelude to Israel’s Past, fragmenty do s.63)

Cóż, wszystko to może być zgubne dla roszczeń współczesnego państwa Izrael – wypowiedzianych kłamstw oraz stworzonych mitów – usprawiedliwiających kradzież ziem Palestyńczykom. Jeszcze gorsze jest to, że poprzez narzucanie fałszywego obrazu „starożytnego Izraela”, który nigdy nie istniał na terenie Palestyny, prawdziwa historia tej ziemi oraz jej mieszkańców nie tylko była ukrywana, ale wręcz kategorycznie jej zaprzeczano. Jak pisze Keith W. Whitelam:

Historia starożytnej Palestyny była ignorowana i tłumiona przez badania biblijne, ponieważ obiektem ich zainteresowań był starożytny Izrael, postrzegany oraz ukazywany jako zaczątek zachodniej cywilizacji. […]

Poszukiwania starożytnego (wliczmy tu chwilowo okres Drugiej Świątyni) Izraela, pochłonęły fenomenalną ilość środków intelektualnych i materialnych na uniwersytetach, wydziałach teologicznych, seminariach duchownych, akademiach teologicznych, a także Wydziałach Archeologii, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Europie oraz Izraelu. Rzuciwszy okiem na broszury czy katalogi owych instytucji znajdziemy liczne kursy na temat historii i archeologii starożytnego Izraela prowadzone w kontekście badań nad Biblią hebrajską z perspektywy żydowskiej lub chrześcijańskiej. Podobnie jest na „świeckich” uniwersytetach prowadzących raczej wydziały zajmujące się studiami nad religiami, niż wydziały teologiczne. Ciekawą, a zarazem odkrywczą sprawą było odnalezienie przeze mnie jedynie kilku kursów zgłębiających historię starożytnego Izraela prowadzonych przez Wydziały Historii czy Historii Starożytnej. Wygląda na to, iż dzieje starożytnego Izraela są domeną Wydziałów Religii lub Teologii, a nie Historii. […]

Badania nad Biblią już od samego początku były zdominowane przez kwestię historii starożytnego Izraela jako klucza do zrozumienia Biblii hebrajskiej. Stanowiło to fundamentalny przedmiot zainteresowania chrześcijańskiej teologii z tej racji, że chrześcijaństwo postrzegane jest jako religia opierająca się na objawieniach zawartych w powyższych relacjach. Philip Davies przedstawił jednakże, iż „starożytny Izrael” z badań biblijnych jest tworem uczonych, opartym na złej interpretacji biblijnych tradycji i tym samym niezgodnym z historyczną rzeczywistością. […]

Istnieje tyle różnych aspektów historii, do których nie ustosunkowuje się powszechna historia polityczna i teologiczna. … Wiele informacji wchodzących w zakres tych dziedzin nauki nadal jest nie opublikowanych, utrudniając przez to projekt [odtworzenia faktycznej historii starożytnej Palestyny]. Tym niemniej, to sieć koneksji, wśród których przeprowadza się badania, stanowi największą przeszkodę. …

Czynniki kulturowe i polityczne, które zdominowały dyskusję nad starożytnym Izraelem w obrębie badań biblijnych, odrzuciły rozwijanie strategii mogącej doprowadzić do rozwiązania tych kwestii. Jak na ironię, znaczna część badań archeologicznych, pomiarów oraz prac wykopaliskowych, które wpłynęły na zmianę paradygmatu, zostały ubarwione wszechogarniającym poszukiwaniem starożytnego Izraela, którego fizyczne istnienie – jak się zakłada – miałoby pomóc objaśnić hebrajską Biblię. … Niezwykle trudno jest ujawnić czy wystarczająco udokumentować niewidoczne polityczne i kulturowe wpływy, które nadały obecny kształt badaniom historycznym w tej dziedzinie. (Keith W. Whitelam, The Invention of Ancient Israel – The Silencing of Palestinian History)

Nie można jednak powiedzieć, że hebrajska Biblia nie zawiera historycznych elementów, sami stwierdziliśmy już, że zawiera! Gdyby historycy i badacze religii czytali biblijne teksty, mając wiedzę na temat Ponerologii czy zjawiska cyklicznych zderzeń komet z naszą planetą, wtedy wszystko, co dotąd wydawało się zagadkowe, nabrałoby sensu.

Jeśli chodzi o Ponerologię, napisałam wczoraj artykuł, w którym zawarłam długi cytat z książki Marthy Stout w celu wyjaśnienia, dlaczego tak wielu ludzi jest podatnych na machinacje psychopatów. W artykule tym odniosłam się również do pracy Nachmana Ben-Yehudy, ujawniającej nieprawdziwość istnienia Masady [rzekomej twierdzy z czasów powstania żydowskiego 66-70r.n.e. –przyp. tłum.], mitu stworzonego u początków XX wieku, w celu zjednoczenia (drogą terroru i kontroli umysłu) Żydów przybyłych do Izraela, oraz stworzenia z nich skutecznych maszyn do zabijania. Dzięki temu, nie mieliby żadnych wyrzutów sumienia przy pozbawianiu Palestyńczyków ich ziemi oraz życia.

Jeśli czytelnik poświęci kilka chwil (a raczej godzinę, ale zapewniam, że warto!), aby przeczytać Mit Masady oraz Oszustwo Masady – Opierając Powstanie Izraela na Kłamstwach, będzie miał idealny obraz tego, w jaki sposób została napisana Biblia: że zawiera teksty pochodzące z różnych przedziałów czasowych, których tworzeniu przyświecały rożne polityczne i społeczne plany, podobne do tych stojących za stworzeniem mitu Masady. Niektóre fakty są zachowane, inne są zatajone, a jeszcze inne są całkowicie zmyślone. Voila! Otrzymaliśmy w ten sposób nie tylko historię o Masadzie, ale też Stary i Nowy Testament!

Burton Mack w swoich obszernych analizach Nowego Testamentu wiele miejsca poświęcił zagadnieniu religii i tworzenia mitów. Wielu badaczy Starego Testamentu wskazuje na mity jako przyczynę istnienia tych ksiąg, jednak Mack robi to w bardzo przystępny sposób. Pisze tak:

Fakt, iż wcześni chrześcijanie mieli udział w tworzeniu mitów, może być trudny do zaakceptowania dla współczesnych chrześcijan. Najczęściej konotacje terminu „mit” są niemal całkowicie negatywne. A kiedy termin ów jest użyty do opisania treści ewangelii Nowego Testamentu, niezmiennie wywołuje wrzawę. Dzieje się tak, ponieważ w odróżnieniu do wielu mitów, zaczynających się zdaniem „dawno, dawno temu”, chrześcijański mit osadzony jest w historycznym czasie i miejscu. Zdaje się to być wystarczającym argumentem za tym, że wydarzenia opisane w ewangeliach były prawdziwe. Tym samym, nie mogą być „mitem”. Tu pomocne może okazać się wzięcie pod uwagę, że (1) tworzenie mitów stanowi normalny i zarazem konieczny przejaw aktywności społecznej, (2) tworzenie mitów przez wczesnych chrześcijan było raczej wynikiem zapożyczenia ich od innych kultur, gdzie były one zjawiskiem naturalnym, i przearanżowania ich nieco, aniżeli rozmyślnych spekulacji oraz że (3) wymyślone w ten sposób mity doskonale się wpisały nie tylko w tamte czasy i uwarunkowania, ale również w eksperymenty ze społecznościami, do których zostały użyte. […]

Każda kultura posiada zbiór opowieści, objaśniających świat wokół. Historie te zazwyczaj opowiadają o stworzeniu świata, pojawieniu się pierwszych ludzi, pradawnych bohaterach i ich czynach, a także o wspaniałych początkach społeczeństwa takiego, jakim go rozumiano. Teren, pierwowzory osad, miejsc kultu, świątyń, miast oraz królestw są często ustanawiane lub planowane u zarania dziejów. Uczeni rozumieją te mity jako szczególny wybór skupiających się na człowieku historyjek, początkowo opowiadanych w ramach zwyczajowych zachowań u ludzi żyjących w grupie, a następnie powtarzanych przez wiele pokoleń. Opowiadanie historii o sobie nawzajem jest dla nas rzeczą normalną. Stanowi to część życia i działań podtrzymujących relacje międzyludzkie oraz tworzących społeczeństwa. […]

Epos jest powtórką z przeszłości, w której świetle umieszczona zostaje teraźniejszość. Umieszczenie teraźniejszości w świetle wspaniałej przeszłości czyni ją zaszczytną, uprawomocnioną, słuszną oraz sensowną. Dlatego dzisiejsza tradycja jest godna celebrowania.

Dokładnie ten proces zaobserwowaliśmy podczas dyskusji na temat tworzenia mitu Masady.

Naturalnie, zarówno przeszłość jak i teraźniejszość mogą być w ogromnym stopniu upiększone i wyidealizowane, jako że epos jest mitem osadzonym w świecie historycznym. Do epiki należą opowieści o Gilgameszu w starożytnych cywilizacjach Akadu i Sumeru. Dla Greków epikiem był Homer. Z kolei poezja Pindara o światłych rodach była eposem, tyle że na małą skalę. Miejscowe historie o kaplicach, świątyniach i ludziach ze wschodnich terenów śródziemnomorskich z czasów helleńskich były eposami na średnią skalę. Natomiast historia Izraela, który od zarania dziejów dążył do stworzenia państwa świątynnego w Jerozolimie, była eposem dla Żydów.

Kiedy [rzekoma] druga świątynia została zburzona w 70r.n.e., Żydzi napotkali problem. Nie tylko ich starożytne dzieje zawarte w Pięcioksięgu Mojżeszowym, ale też ogromna część literatury z okresu hellenistycznego dokumentowały intelektualny wkład Żydów w uczynienie państwa świątynnego właściwym celem historii ludzkości od czasu stworzenia świata. Chrześcijanie również mieli problem, ponieważ nie było żadnych podstaw, by mogli rościć sobie prawo do historii Izraela jako swojej własnej. Jednakże wcześni żydowscy chrześcijanie chcieli myśleć o sobie jako ludu bożym, spadkobiercach obietnic złożonych Izraelowi, a nawet jako o Izraelu nowych czasów. … Wszystkie wczesne mity o Jezusie były próbą odmalowania jego oraz jego wyznawców w zaakceptowanych barwach znanych z eposu Izraela. Starania te były jednak nieefektywne, ad hoc, a także nie mogły konkurować z oczywistą logiką eposu Żydów. Zawierał on bowiem historię, której celem było stworzenie państwa świątynnego w Jerozolimie, a nie chrześcijańskiej parafii. Kiedy nadszedł kres świątyni, a logika eposu całkowicie się rozpadłą, chrześcijanie otrzymali szansę zmiany eposu na swoją korzyść. To właśnie wtedy poprawianie eposu Izraela stało się głównym obiektem zainteresowania dla chrześcijańskich twórców mitów. […]

Od połowy drugiego stulecia darcie pierza zaczęło się na dobre. I żydzi, i chrześcijanie chcieli czytać historię Izraela na swoją modłę i potrzebowali żydowskich pism religijnych dla udokumentowania formowania się społeczeństwa, nie pasującego do państwa świątynnego na końcu opowieści. Dwa mity wymyślone w tamtym czasie do dziś sieją zamęt w rozmowach – które w innym przypadku mogby być całkiem sensowne – pomiędzy chrześcijanami a żydami na temat tekstów, które czasem nazywamy Biblią hebrajską, a czasem Starym Testamentem. […]

Jak każdy oddzielny utwór, tak i Biblia zbiega się z pewnymi wydarzeniami historycznymi na tle społecznym i kulturowym. Motywów wyboru oraz aranżacji poszczególnych pism w Biblii nie da się doszukać w żadnej z pojedynczych ksiąg czytanych oddzielnie. Powinniśmy ich szukać u chrześcijańskich autorów żyjących między drugim a czwartym wiekiem. Dopiero pod koniec tego okresu – kiedy to możemy ujrzeć obraz Biblii jaką znamy obecnie – okaże się, że historię Izraela należy odczytywać w określony sposób, kładzie się szczególny nacisk na postać Chrystusa oraz że apostołom i ich posłannictwu nadano niezwykłe zwierzchnictwo. Wtedy okaże się jasne, że owa księga była ważna ze względu na przekazanie Kościołowi uprawnień, których potrzebował do zdobycia pozycji w imperium Konstantyna. Możemy zatem nazwać ją mitem o genezie stworzonym dla potrzeb religii chrześcijańskiej. To właśnie chrześcijański mit w formie eposu biblijnego przyczynił się do nadania przywilejów chrześcijańskiemu Kościołowi. To właśnie ten epos zdecyduje o władzy Biblii nad umysłami Amerykanów. Kuriozalnie, mistycyzm Biblii jest błędnie określany jako „Słowo Boże”. Musi to do nas dotrzeć, inaczej nigdy nie będziemy w stanie rozmawiać na forum publicznym na temat Biblii, kiedy omawia się historię naszej kultury i jej obecną sytuację. (Mack, Who Wrote the New Testament)

Musimy mieć na uwadze, że wydarzeniem inicjującym powstanie chrześcijańskiej Biblii – która to ostatecznie uwiodła nas w pułapkę judaistycznego boga czczonego przez mordercę, Kaina – było nawrócenie Konstantyna, do którego doszło najprawdopodobniej w czasie zmasowanych uderzeń komet oraz niezwykle silnych niepokojów społecznych. (Koniecznie zajrzyjcie do artykułu Meteoryty, Asteroidy oraz Komety: Zniszczenia, Katastrofy, Obrażenia, Śmierć i Bardzo Bliskie Wołania, by zorientować się, jak tego typu wydarzenia wpłynęły na naszą historię, tworząc chaos w społeczeństwie, co jest idealnym podłożem dla psychopatów, sięgających po władzę)

Konstantyn stał się wyłącznym władcą Imperium Rzymskiego i w 325r.n.e. zwołał zebranie biskupów chrześcijańskich w Nicei. Zdawał sobie sprawę z nadarzającej się niezwykłej okazji – podobnie jak Shmaria Guttman zobaczył, że Masada była idealną historią nadającą się do przekształcenia w mit o żydowskiej bezwzględności.

Kiedy już ostatecznie żydowskie teksty religijne oraz “apostolskie” pisma zostały połączone w jedną księgę, Kościół rozochocił się na dobre – miał w końcu swoją własną historię. Biblia hebrajska mogła być użyta do orzeczenia religii chrześcijańskiej starożytną, a także uznana za „chrześcijański epos”. Przypisując sobie wszystkie teksty, tradycje oraz starożytną historię, Kościół chrześcijański zdobył uznanie w oczach świata greko-rzymskiego (i o to w tym wszystkim chodziło!). Bez Starego i Nowego Testamentu razem wziętych, nie zdołałby przedstawić ludziom z czwartego wieku odpowiedniego rodowodu. A jakaż to była historia! Nieważne, że została stworzona przez schizoidalnych psychopatów, chcących z pomocą Persów zbudować w Izraelu żydowskie państwo świątynne; i nieważne, że dotyczące świątyni fragmenty Biblii uzasadniały panowanie Hasmonejczyków [historię zdobycia świątyni przez Judę Machabeusza opisuje 1 Księga Machabejska 4 - przyp.tłum.]. Całość tekstów była poprawiana i modyfikowana tak wiele razy, że wszelka historia, włączona niegdyś w biblijny kanon, przepadła teraz w pokładach zwodniczego blichtru.

Chrześcijaństwo było napędzane dwoma schizoidalnymi impulsami: by wszelkimi środkami kontynuować ekspansję kultury chrześcijańskiej oraz aby „powrócić” do Ziemi Świętej, gdzie rzekomo miały mieć miejsce wszystkie wydarzenia kluczowe dla powstania religii. Napór chrześcijaństwa jest zatem dwojaki (choć w obu przypadkach bazujący na czasach przeszłych) – wewnętrzny, skierowany na ciągłe psychiczne przeżywanie wydarzeń dotyczących początków, oraz zewnętrzny, mierzący w określone miejsce: Izrael.

Zakrawa to pewnym sensie na ironię, ponieważ pierwotne roszczenia chrześcijaństwa wobec tekstów należących do Izraela opierały się na tym, że Jerozolima została spustoszona, co jasno oznaczało, że Bóg opuścił Izraelitów i wybrał sobie nowy lud – chrześcijan – który będzie obdarzał Swoją łaską. Zniszczenie Jerozolimy pozwoliło chrześcijanom skraść epicką „historię” Żydów, a samo zniszczenie wytłumaczyć boskim pragnieniem rozszerzenia Swojego terytorium na cały świat. Dlaczego więc, ktoś może zapytać, chrześcijanie chcieliby powrócić do Jerozolimy? To nielogiczne.

Proszę się nie martwić: wyjaśnienie już miało nadejść! Oznajmiono, że Bóg chciał, by chrześcijanie odkupili Izrael.

I tak Globalne Państwo Świątynne nareszcie zyskało szansę znalezienia się pod wpływem chrześcijaństwa – Kościół Katolicki doszedł do szczytu władzy i nawet książęta zaczęli kłaniać się papieżowi. Boża potęga była teraz w rękach Kościoła, a jego celem –ukształtowanie umysłów całej ludzkości, od królów do najniższych poddanych.

Kościół katolicki głosi, że reprezentuje Królestwo Boże na Ziemi i wygłasza tyrady na temat konieczności przygotowania ludzi do przyszłego życia w Niebie, grożąc scenariuszem apokalipsy. Jakieś skojarzenia z kontrolą umysłu? Kościół karci społeczeństwo za życie niezgodne z bożymi prawami, bezustannie wskazując na niesprecyzowany czas i miejsce (lecz oczywiście nie teraz), kiedy to Królestwo wreszcie się ukaże.

Jednak sam Kościół wyjęty jest spod krytyki! Biblia, będąc kościelnym statutem, posiada uniwersalny plan i nie podlega analizie. W rzeczywistości, bez Biblii i bez wiary rzesz ludzi w jej boskie pochodzenie, a przynajmniej po części boskie, Kościół wyglądałby raczej głupio. Biblia jest jedynym elementem wspólnym dla wszelkich form chrześcijaństwa. Przez niemal dwa tysiące lat Kościół zmuszał społeczności za społecznościami do pogodzenia ze sobą biblijnego eposu i jego „historii” z historią zachodniej cywilizacji, która jest wynikiem owego starożytnego eposu. Tradycje i obyczaje kolejnych kultur zostały przekształcone, zniszczone, usunięte z pamięci zbiorowej, a ludzie zostali zmuszeni do uznania Eposu o Izraelu za własny – jakby to była ich własna historia. Być chrześcijaninem oznacza zaakceptowanie powyższego eposu jako jedynie słusznego. Powiedzenie „tak” w stosunku do Eposu o Izraelu stanowi cenę, którą każdy musi zapłacić, by stać się członkiem zachodniej cywilizacji.

Co więcej, Biblia funkcjonuje jako epos Ameryki, marzenie stworzenia „Jednego Narodu, Pod Opieką Boga, niepodzielnego…”. Nie trzeba nawet być chrześcijaninem, by myśleć w ten sposób. Wystarczy myśleć o Ameryce jako „rozkwicie zachodniej cywilizacji” – nie zapominajmy jednak, że korzenie tej cywilizacji mają być mocno zasadzone w Izraelu.

Czy zaczynacie mieć wrażenie, że chrześcijaństwo zostało stworzone, aby służyć judaizmowi?

Niezupełnie. Izrael był dosłownie stworzony przez chrześcijaństwo w celu wypełnienia jego apokaliptycznej agendy. Jak pisze Keith Whitelam:

Produkcja “wzorcowej historii” starożytnego Izraela stworzyła po części teologiczną inicjatywę prowadzoną głównie na wydziałach teologicznych i seminariach Zachodu.

Biblijny epos o Izraelu widziany oczami chrześcijaństwa opiera się na światopoglądzie, że ma on uniwersalny zasięg, jedną, linearną historię, posiada hierarchię władzy, jest dualistyczny w kontekście antropologii. Wymaga też cudów, przełomowych wydarzeń i innych kosmicznych dramatów, zdarzających się w określonych odstępach czasu, aby oczyścić oszalałą sytuację społeczną.

Przyswojenie sobie Eposu o Izraelu przez zachodnią cywilizację w rzeczywistości stworzyło więcej problemów, niż ich rozwiązało na przestrzeni dziejów.

Nie możemy dłużej niszczyć innych społeczności i kultur w celu ich „ocalenia”. Nie możemy dłużej plądrować naszej planety, ponieważ „Bóg dał nam ziemię na nasz dowolny użytek”. I dopóki my, jako kultura i cywilizacja, nie pojmiemy tego, że przez ponad dwa tysiące lat wierzyliśmy w stek kłamstw, nie zdołamy wydostać się z tego bałaganu, w którym się znaleźliśmy.

Krytyka Biblii od zawsze postrzegana była jako czyn wywrotowy. Lecz prawdą jest, że Biblia stanowi arcydzieło wynalazczości, produkt energicznego tworzenia mitów, jak w przypadku mitu o Masadzie, z poświęceniem Prawdy. Owo złożenie Prawdy w ofierze jest tym, co ukształtowało ducha zachodniej cywilizacji. Jak opisuje to Burton Mack:

Towarzyszy mi taka fantazja: Znaleść się w sali z wysokimi sufitami, ślicznymi żyrandolami, ścianami zastawionymi półkami na książki, z winami w alkowie, przekąskami leżącymi przy oknie oraz szerokim stołem na środku pomieszczenia, z leżącą na nim Biblią. Jesteśmy tam wszyscy, przechadzając się, siedząc przy stole i rozmawiając o tym, co powinniśmy z tą książką zrobić. Obowiązują pewne zasady. Wszyscy są zaproszeni. Chrześcijan nie wykluczono, ale nie oni rządzą. Razem z nami, cała nasza wiedza i biegłość spotyka się przy stole. Są tu historycy religii, antropolodzy kultury, badacze nauk politycznych, ale też politycy, dyrektorzy oraz ludzie zajmujący się stosunkami międzynarodowymi. Etniczne społeczności Okręgu Los Angeles również są obecne, kobiety, pozbawieni praw wyborczych, niepełnosprawni, a także wszyscy niemi, którzy niedawno odzyskali mowę. Są tutaj kupcy, robotnicy i piloci samolotów. Wszyscy są obecni i wszyscy mają prawo głosu i zadawania pytań. Nikt nie miałby monopolu na prawdę przy odczytywaniu Biblii. Położymy kres grymasom niezadowolenia i próbom moralizowania. Staramy się znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego uważaliśmy Biblię za tak ważną, czy istotnie jest ona ważna, jak zdołała wpłynąć na naszą kulturę, co myślimy o zawartych w niej historiach, czy powinniśmy śmiać się czy płakać „przy zakończeniu”, jak wpasowuje się lub nie w obecne czasy oraz czy jej treść powinna zostać zmieniona, by sprostać naszej wizji sprawiedliwego, zrównoważonego, pełnego świąt i wielokulturowego świata.

To byłoby coś, nieprawdaż?

Dlaczego nie możemy nauczyć się publicznie rozmawiać na temat religii i kultury, podobnie jak szukamy rozwiązań dla stworzenia prawidłowo działających społeczeństw, których desperacko potrzebujemy w naszym wielokulturowym świecie? Jeśli chcemy to zrobić, a myślę, że powinniśmy, tabu otaczające Biblię musi zostać przełamane. […] Tabu jest znakiem tego, że wszyscy współuczestniczymy w nieoficjalnym przyzwoleniu na taki charakter Biblii. Czas przekonać się, czy jest to dla nas dobre. (Mack, Who Wrote the New Testament?)

Łatwo jest zrzucić winę za całe dzisiejsze zło na Izrael; to oczywiste. Lecz musimy pamiętać, że wszystko skończyłoby się w jednej chwili, gdyby chrześcijaństwo zaprzestało wspierania dążeń do odtworzenia Izraela, potrzebnego mu do „rozpoczęcia Końca Czasów”. Nie można zapomnieć, że to Brytyjscy ortodoksi zapoczątkowali to wszystko, ustanawiając Deklarację Balfoura. Oczywiście można pomyśleć, że doszło do szantażu – nadzwyczajnego i nadmiernego nacisku – ze strony syjonistów, którzy chcieli przeprowadzić swoją wolę. Nie usprawiedliwia to jednak decyzji podjętych przez zachodnich przywódców, będących pod wpływem ich własnej, patologicznej i apokaliptycznej agendy.

I tak, tym, co widzimy, okazuje się ostatecznie być mniejszość psychopatów stojąca na szczycie wszystkich rządów świata, posługująca się wiarą chrześcijan i Żydów (oraz muzułmanów) w celu spełnienia swych zachłannych dążeń do zdobycia jeszcze większej władzy i dokonania jeszcze większych rabunków. Ludzie ci nie są nawet w stanie dostrzec, że wkrótce – oni i ich potomkowie – utracą to wszystko. Łobaczewski tak to opisuje w Ponerologii Politycznej:

Następne pytanie, które nasuwa się [samo]: co będzie, jeśli [psychopaci dążący do] władzy na najwyższych stanowiskach, zostaną ujawnieni na scenie międzynarodowej? … Kierowani swoim charakterem, tacy ludzie spragnieni są władzy, nawet jeśli kłóciłoby się to z ich osobistym interesem, … Nie rozumieją, że katastrofa nastąpi [nieuchronnie]. Bakterie nie są świadome tego, że spłoną lub zostaną pochowane głęboko w ziemi razem z ludzkim ciałem, któremu przyniosły śmierć.

Może to i rocznica powstania Państwa Izrael, jednak nie ma żadnego powodu do świętowania. Izrael celebruje dzisiaj nie narodziny państwowości, lecz trwającą sześćdziesiąt lat kampanię czystek etnicznych na niewinnych i bezbronnych ludziach, czystek uzasadnianych kłamstwem sprzed dwóch tysięcy lat. Zamiast świętować, lepiej rozpoznajmy i opłakujmy fakt, że cały świat stał się niewolnikiem judeochrześcijańskiej doktryny, z jej demonami oraz poddanymi synagogi mściwego i gniewnego boga Kaina¬mordercy, który pragnie pozbawić nas człowieczeństwa. Postanówmy nie tolerować dłużej publicznych spektakli nieuzasadnionego okrucieństwa, to jest syjonistów wspieranych przez USA oraz Wielką Brytanię i ich systematycznej brutalizacji i mordowania Palestyńczyków.

About these ads

42 komentarzy »

  1. Według Kabały cała Tora (pięcioksiąg Mojżesza) jest zakodowanym opisem zmagań w światach duchowych, które są przeciwieństwem świata materialnego. Torę warto czytać dopiero wtedy, gdy się zrozumie znaczenia poszczególnych zawartych tam słów. Dla przykładu – Egipt oznacza Egoizm. Ludzie, którzy próbują dosłownie rozumieć wydarzenia opisane w Torze, po prostu mylą się. Informacja ta była ukryta przez wiele tysiącleci, ponieważ Kabała przez wiele tysiącleci była dostępna tylko dla wybranych. Zmieniło się to szczególnie w roku 1995, ponieważ według Kabały ludzkość osiągnęła teraz krytyczny punkt w swoim rozwoju – można powiedzieć maksymalny punkt egoizmu i odseparowania.

    komentarz - autor: KAP — 7 Listopad 2008 @ 03:48

  2. @KAP
    Z tym „przez wiele tysiącleci” to chyba grubo przesadziłes? Najstarsze datowania Kabały wspominają o ile wiem o plus minus I w p.n.e., inne o XII-XII w n.e. Kabała jest młodsza o co najmniej kilka stuleci od Starego Testamentu, Stary Testament liczy sobie ca. 2,5 tysiaclecia… Czegoś nie rozumiem…?

    Różni ludzi i różne grupy w różnych, sobie znanych celach próbowali „odczytywać” różne księgi, w tym Biblię, liczyć litery, szukać kluczy i ukrytych znaczeń. Pytanie więc, dlaczego akurat Kabała miałaby mieć monopol na prawdę?

    Z drugiej strony, jeśli badania naukowe wykazują, że Stary Testament był po prostu propagandą polityczną, został rozmyślnie sfabrykowany w celu zmanipulowania ludzi, to doszukiwanie się w nim ukrytych znaczeń jest tym samym, co doszukiwanie sie ich np. w księdze będącej efektem małpiego klepania w klawisze maszyny do pisania…

    komentarz - autor: iza — 9 Listopad 2008 @ 08:14

  3. 1. Przyjmując, że najstarsze datowania Kabały są z I w. p.n.e., to mamy już ponad 2000 lat. Przyjmując, że Tora była pisana przez Kabalistów, którzy opis światów duchowych zakodowali w księgach, które potem były błędnie odczytane (bo bez zrozumienia klucza), to mamy już 2500 lat. Nie przesadziłem.

    2. Nie pisałem o monopolu Kabały na prawdę. Pomyliło Ci się chyba z Judaizmem. Dogmaty są sprzeczne z Kabałą. To tak, jakbyś napisała, że filozofia ma monopol na prawdę.

    3. W większości zgadzam się z Laurą: „usiłowanie poznania historii Palestyny z treści biblijnych jest jak próba zrozumienia historii średniowiecza na podstawie lektury “Ivanhoe” [...] autorzy biblijni nie byli niedokładnymi historykami, lecz ludźmi, którzy wcale nie byli zainteresowani przekazaniem faktów historycznych. Przyświecał im inny cel, a historii użyli jako narzędzia do szerzenia swojego przesłania”. Zapytaj dowolnego Kabalistę, jakiego spotkasz – przyzna, że dokładnie tak było.

    Nie zgadzam się natomiast z twoimi stwierdzeniami, że księga była „efektem małpiego klepania w klawisze maszyny do pisania”. Słowa zakodowane w Torze mają sens, tylko trzeba ten sens wydobyć. Trzeba zrozumieć co tam jest napisane. Trzeba zrozumieć autorów.

    komentarz - autor: KAP — 10 Listopad 2008 @ 02:03

  4. Oj, nie wiem, dlaczego się nie rozumiemy. Spróbujemy coś poustalac? Może na początek przyznam otwarcie, że o Kabale mam ledwie szrobure pojęcie i chętnie się czegoś dowiem. Za to logiką jako tako umiem się posługiwać i spróbuję tej metody.

    Po pierwsze, jak widać „wiele” jest pojęciem względnym. Czy dwa albo dwa i pół to „wiele”? To zależy czego i w jakiej sytuacji. Możesz więc doprecyzować, przez ile tysiącleci Kabała była dostępna tylko dla wybranych?

    Dalej. Skoro się zgadzamy, że najstarsze datowania powstania Kabały mówią o I w p.n.e., a Stary Testament powstał hmm… zaczął powstawać ponoć za życia Mojżesza (o ile Mojżesz w ogóle istniał), przez ca. VI-V w. p.n.e., aż do I w. p.n.e., to jak Kabaliści mogli go napisać? Napisali owszem Zohar, gdzie wyłożyli swoją wizję S.T., ale to XIII w. n.e. Wytłumaczysz, co miałeś na myśli?

    Taka jeszcze luźna myśl przyszła mi do głowy: Jeśli założyć, że to Kabaliści napisali Torę, i przyjąć tezę z powyższego artykułu, że Tora została napisana w celach propagandowych, to późniejsze stworzenie przez tychże Kabalistów „ezoterycznej nauki” wokół Tory zaczyna mieć sens… Schowajmy rzeczywisty sens i zamysł pod kołderką tajemniczości i dostępności „tylko dla wybranych”… Taki stary, prosty, a jakże skuteczny chwyt. A ile różnych nurtów na Kabale bazuje i z Kabały czerpie! No ale to takie tam spiskowe i zupełnie luźne rozważania. Wróćmy do tematu.

    Fakt, nie pisałeś o monopolu na prawdę, ale z jakiegoś powodu użyłeś nauk Kabały jako argumentu. Wytłumaczysz, jaki powód skłonił Cię to tego?

    Nie zrozumiałeś chyba, co napisałam o „małpim klepaniu”. Nie twierdziłam, że jakakolwiek księga została napisana przez małpy. Spróbuję jeszcze raz, może tym razem lepiej mi pójdzie.

    Jeśli wiele wskazuje na to, że S.T. był zwyczajnie propagandówką na wielką skalę, z takim zamysłem został stworzony, rozmyślnie i z premedytacją, to gdzie tu miejsce na doszukiwanie się ukrytych znaczeń w sensie głębokich duchowych nauk? Jeśli już, to szukać go należałoby w owych różnorakich mitach i legendach, które zostały podkradzione i przeinaczone, a nie w Torze.

    Piszesz: „Słowa zakodowane w Torze mają sens, tylko trzeba ten sens wydobyć. Trzeba zrozumieć co tam jest napisane. Trzeba zrozumieć autorów.”

    Dla mnie ten sens to manipulacja ludzkością i zdobycie władzy nad światem. Jeśli nie nad całym, to przynajmniej nad częścią. Ten sens wydobywają badania naukowe, ten sens potwierdza historia. Wprogramowanie poczucia winy jednym, poczucia ‚bycia wybranym’ innym. A ze zrozumieniem autorów mam podobny problem co ze zrozumieniem psychopatów. Jakoś rozumiem, że mogą istnieć (bo istnieli/istnieją), ale żeby tak naprawdę rozumieć, jak ich umysł pracuje, umieć to „poczuć”… ciągle się o to potykam przy różnych okazjach, ciągle nie całkiem się to chce w głowie pomieścić… Powiedziano: „Po czynach poznacie ich”. Podumajmy więc o tych dwu tysiącach lat skutków i konsekwencji.

    komentarz - autor: iza — 10 Listopad 2008 @ 07:21

  5. Ok. Napiszę co wiem.

    1. Kabała oznacza „otrzymywanie”, w pewnym sensie jest to nauka jak połączyć się ze Stwórcą tak, aby być szczęśliwym. Jest i było wiele odłamów Kabały, ale chyba wszystkich Kabalistów łączy to, że chcą poznawać świat za pomocą szóstego zmysłu. Pierwszym kabalistą był Abraham, który żył na terytorium dzisiejszego Iranu. Zastanawiał się nad sensem życia i szukał odpowiedzi na wiele pytań, które zaprowadziły go do tego, że odkrył Księgę Stworzenia (przekazywana potem ustnie, aż spisana dopiero za Mojżesza). Według Kabalistów cała Tora została spisana pewnym kodem (nie wolno jej rozumieć dosłownie!), który uniemożliwiał jej odczytanie osobom, które nie były wprowadzone. Dlaczego? Bo aby rozumieć pewne słowa, trzeba mieć odpowiednio rozwinięte właściwości naczynia „Kli” (być gotowym na przyjęcie nowej porcji informacji). Do kabalistów należeli tacy odkrywcy rzeczywistości jak Platon, Newton czy Mickiewicz. Kabała, tak jak dziedziny naukowe rozwijała się i rozwija nadal – tak jak rozwija się nasza wiedza o świecie.

    2. Teraz tak: piszesz, że nie rozumiesz autorów, bo odbierasz ich jako psychopatów. No pewnie, że tak, bo jak czytasz o Jahwe, który nakazuje mordować niewinnych, to rzeczywiście cała biblia to jedna wielka masakra. Ok, ale to jest o światach duchowych! Izraelem jest ten, kto wstępuje na ścieżkę rozwoju duchowego. Jaka masakra może być w światach duchowych? Aby to zrozumieć, trzeba poznać kod. Aby poznać kod, nie wystarczy sama logika, bo tutaj mówimy o połączeniach duchowych z autorami. O pełnym zrozumieniu ukrytych alegorii.

    3. Piszesz „Dla mnie ten sens to manipulacja ludzkością i zdobycie władzy nad światem.” Ok, widzę, że w to wierzysz. „gdzie tu miejsce na doszukiwanie się ukrytych znaczeń w sensie głębokich duchowych nauk?” Możesz zacząć tutaj: http://kabbalapedia.info. Tam jest więcej o Kabale. Kabale takiej, jaką znam.

    4. Piszesz „po czynach poznacie ich. Podumajmy więc o tych dwu tysiącach lat skutków i konsekwencji”. Ok, wyobraź sobie, że napisałem wierszyk „Kochajcie się”, po czym wziął to diabeł i zmienił na dogmaty i religie monoteistyczne. Co się dalej działo już wiesz. Polecam opowiadanie Lwa Tołstoja http://www.eioba.pl/a75828/odbudowywanie_piekla_lew_tolstoj_opowiadanie Żeby było ciekawiej – dokładnie tego się obawiali Kabaliści ukrywając swoją wiedzę przed niewtajemniczonymi. Niestety i tak się dokonało, ale jest to dzieło tych, którzy utworzyli monopol na prawdę aby władza została w ich rękach (co jest sprzeczne z Kabałą, w której każdy samodzielnie odkrywa prawdę).

    komentarz - autor: KAP — 10 Listopad 2008 @ 09:45

  6. Po tym wyjaśnieniu mam jeszcze więcej pytań i wątpliwości. Jedna z tych wątpliwości to czy jeszcze trochę ze mną wytrzymasz :) Mam nadzieję, że tak. Kabbalapedię poczytam w wolnej chwili, słowo honoru!

    Ad rem.

    Mój szósty zmysł szepce mi, że coś tu nie tak. Ale że z nim trudno się dogadywać, to wrócę do swojej logiki. Primo, nie wiem, co to znaczy, ze Abraham „odkrył” Księgę Stworzenia. Ale pal sześć, może w podanym linku coś będzie.

    Weźmy więc to: „Kabała oznacza “otrzymywanie”, w pewnym sensie jest to nauka jak połączyć się ze Stwórcą tak, aby być szczęśliwym.” Połączenie bycia szczęśliwym z otrzymywaniem cuchnie strasznym egoizmem. STS, w innym języku. Ale zostawmy i to, pewnie wiedzy mi brakuje. To, że Kabaliści szukali sposobu na szczęście, to samo w sobie nic złego. Zobaczmy więc, co zrobili. Według tego, co tu mówisz, napisali księgę pełną ukrytych znaczeń. Domyślam się, że o tym, jak to ichnie szczęście osiągnąć. Co w tej księdze napisali? Ano, że dobrze jest zamordować własne dziecko, dobrze jest zamordować brata, dobrze jest dopuszczać się wielu innych mordów, itd, itp, sam wiesz. No to ja nie rozumiem. Czy oni byli za przeproszeniem idiotami, czy psychopatami? Bo albo nie przyszło im do głowy, że wszyscy poza „wtajemniczonymi” odczytają tekst dosłownie (efekty znamy) – wtedy musieli być idiotami – albo mieli to w nosie (lub o to im chodziło), wtedy nie ma bata, psychopaci. Tertium non datur… a przynajmniej ja w swojej ignorancji nie dostrzegam.

    „wyobraź sobie, że napisałem wierszyk “Kochajcie się”, po czym wziął to diabeł i zmienił na dogmaty”… Nie sądzisz, że jest różnica pomiędzy napisaniem „kochajcie się” a „nienawidźcie się”? W pierwszym wypadku, nawet po ingerencji samego diamego diabła, sięgnięcie do źródła ujawni pozytywny pierwotny zamysł, w drugim wręcz przeciwnie.

    Nie, nie wierzę (pkt. 3.) Przemawiają do mnie argumenty. Naukowe, zresztą. I to, co widzę dookoła.

    „Żeby było ciekawiej – dokładnie tego się obawiali Kabaliści ukrywając swoją wiedzę przed niewtajemniczonymi.” Znowu mi się to kupy nie trzyma… Myśleli o szczęściu i duchowości, ale zamiast o tym napisać wprost, bo ktoś mógłby to przekręcić, napisali o nienawiści i mordach i puścili w świat jako słowo objawione… I co, znaleźli szczęście, widząc do czego ich księgi doprowadziły? To ja za takie szczęście podziękuję.

    Łobaczewski w „Ponerologii politycznej” napisał:
    „Jeżeli jednak schizoidalny sposób pojmowania rzeczywistości ludzkiej i skłonność do tworzenia wielkich doktryn zostają rzucone na papier i zamieniają się w liczne nakłady drukowane – wówczas ich ponerogenna rola może przyjąć makrosocjalne rozmiary. Czytelnicy, nie doceniając tych wspomnianych już deficytów, lub nawet jawnej deklaracji schizoidalnej, asymilują i interpretują treść takich dzieł w sposób odpowiadający ich naturom. Umysły normalnych ludzi, dzięki współudziałowi własnego bogatszego światopoglądu psychologicznego, będą miały skłonność do tworzenia interpretacji krytycznej i korygującej. Niektórzy odrzucą takie dzieło z moralnym protestem, ale bez rozeznania tej specyficznej przyczyny. Ludzie mniej rozsądni a drażliwi, także nosiciele różnych aberacji psychicznych, ulegają fascynacji takimi dziełami i ich ponerogennemu wpływowi. To powoduje charakterystyczną polaryzację opinii społecznych, budząc nastroje wrogości.”

    Wypisz, wymaluj…

    Chyba wszystko pokręciłam i nic nie zrozumiałam, bo wyszło mi całkiem odwrotnie niż Tobie wychodzi.

    PS/ A „Odbudowywanie piekła” znalazłam i zamieściłam na tym blogu w sierpniu…

    komentarz - autor: iza — 10 Listopad 2008 @ 11:04

  7. Za chwilę wychodzę w góry, aby sprawić sobie, dzieciom, rodzinie, przyjaciołom odrobinę przyjemności. Czy na tej podstawie można ocenić, że jestem STS lub STO? Zastanów się nad prostym pytaniem, czy osoby szczęśliwe mogą być STS?

    Kabaliści odkryli, że złem jest zatrzymywanie dobra w sobie. Dobrem jest natomiast czerpanie rozkoszy i przekazywanie jej dalej innym. Jeżeli już wspominasz o Kasjopejanach, to w tym channelingu również występuje pojęcie „przez wsparcie udzielone Wam, pomagamy sobie” oraz „jesteśmy Wami w przyszłości”, a jednak mimo tego są STO, tak?

    Mówiąc jeszcze innymi słowami: jeżeli chcesz dla siebie samochód, aby się nim dzielić z innymi – to to pragnienie jest OK. Jeżeli chcesz zabrać samochód sąsiadowi, bo mu zazdrościsz, to to pragnienie nie jest OK. Czy można powiedzieć, że nóż jest zły? A może krojenie chleba, aby dać jeść głodnym jest dobre?

    W pismach kabalistycznych jest wyraźnie napisane, że należy koncentrować się na pomaganiu innym i połączeniu ze Stwórcą, bo koncentracja na sobie przynosi zgubę i poddanie się wpływom „ciemnych sił”. Jest też napisane, że pomagając innym, pomagasz sobie. Gdybyś zapoznała się bliżej z Kabałą, poznałabyś w jaki sposób można się zabezpieczyć przed działaniem jaszczurek, szatana, ciemnych sił, destruktywnych emanacji czy jak je tam chcesz nazywać.

    Bardzo chętnie rozmawiam z Tobą i jestem wdzięczny za wszelkie uwagi. Wieczorem tutaj wrócę i chętnie poświęcę więcej czasu na odpowiedzi.

    komentarz - autor: KAP — 10 Listopad 2008 @ 12:20

  8. Wróciłem. Jak wdychałem zdrowe, górskie powietrze to przypomniało mi się, że któryś channeling wspominał, że Kabała była dana ludziom przez „tych dobrych”.

    komentarz - autor: KAP — 10 Listopad 2008 @ 18:59

  9. >Za chwilę wychodzę w góry, aby sprawić sobie, dzieciom, rodzinie, przyjaciołom odrobinę przyjemności. Czy na tej podstawie można ocenić, że jestem STS lub >STO? Zastanów się nad prostym pytaniem, czy osoby szczęśliwe mogą być STS?

    Szczęście to coś subiektywnego. Nie znasz nikogo komu podoba się życie w ograniczeniach? Myślenia życzeniowego, materializmu?

    >Wróciłem. Jak wdychałem zdrowe, górskie powietrze to przypomniało mi się, że któryś channeling wspominał, że Kabała była dana ludziom przez “tych dobrych”.

    Jako że to „kasjopeański” blog to i dam fragment kasjopeańskiego channelingu ntt.

    P: (L) Jakie jest pochodzenie Kabały?
    O: Używając waszej terminologii – prawdy przekazane wczesnym przed-Mojżeszowym Żydom za pośrednictwem channelingu.
    P: (L) Czy kiedy żydowscy komentatorzy zaczęli zapisywać te nauki, to po raz pierwszy pojawiły się one w formie pisanej?
    O: Nie. Nawet nie blisko.
    P: (L) Czy dzisiejsza ich forma jest bardzo bliska oryginalnej i czy można na niej polegać?
    O: Nie. Przekłamana.
    http://www.cassiopaea.org *Laura Knight-Jadczyk* & *Arkadiusz Jadczyk*

    Tłumaczenie… IZA

    komentarz - autor: lux — 11 Listopad 2008 @ 20:27

  10. Rowniez nie znam Kabaly.

    „Za chwilę wychodzę w góry, aby sprawić sobie, dzieciom, rodzinie, przyjaciołom odrobinę przyjemności. Czy na tej podstawie można ocenić, że jestem STS lub STO?”

    Na podstawie tego mozna stwierdzic ze jestes STS.

    „Zastanów się nad prostym pytaniem, czy osoby szczęśliwe mogą być STS?”

    My jestesmy STS. Czy ludziom zdarza sie byc szczesliwym?

    „Kabaliści odkryli, że złem jest zatrzymywanie dobra w sobie.”

    Wyjasnili dlaczego? Czy uzywali przy tym slow „dobro” i „zlo” czy to ty tak uprosciles?

    „Dobrem jest natomiast czerpanie rozkoszy i przekazywanie jej dalej innym.”

    Rozkosz a „dobro” to w moim rozumieniu dwie zupelnie rozne sprawy. Przyklad: Jest we mnie pelno nienawisci. Czerpie rozkosz ze znecania sie nad innymi. Poprzez krzywdzenie innych przekazuje im swoja rozkosz tak aby z czasem i w nich zrodzic nienawisc po to by przekazywali ta rozkosz dalej.

    „Jeżeli już wspominasz o Kasjopejanach, to w tym channelingu również występuje pojęcie “przez wsparcie udzielone Wam, pomagamy sobie” oraz “jesteśmy Wami w przyszłości”, a jednak mimo tego są STO, tak?”

    Nie widze w pierwszym zacytowanym przez ciebie zdaniu Kasjopean slow takich jak „dobro” czy „zlo”. Zamiast tego widze udzielone wsparcie i pomoc. To sa dwa zupelnie rozne zdania mogace przekazywac dwie zupelnie rozne rzeczy. Znowu uprosciles czy Kabala ma taki przekaz wiazacy sie ze slowami dobra i zla?

    „oraz “jesteśmy Wami w przyszłości”, a jednak mimo tego są STO, tak?”

    To ze dzisiaj sie gniewam nie oznacza ze jutro nie wybacze. Tak ja to rozumiem.

    „jeżeli chcesz dla siebie samochód, aby się nim dzielić z innymi”

    Chce dla SIEBIE samochod – STS.

    „to to pragnienie jest OK.”

    Kabala tak mowi czy to twoja ocena? Dla mnie na przyklad nie jest OK. Zle bym sie czul majac samochod i widzac ze inni go nie maja.

    „Jeżeli chcesz zabrać samochód sąsiadowi, bo mu zazdrościsz, to to pragnienie nie jest OK.”

    Znowu subiektywna ocena. Jakbym byl wiekszym sluzacym sobie niz jestem to ukradniecie komus samochodu bylo by dla mnie jak najbardziej OK. W obu przykladach mowisz o orientacji STS. Ta druga rozni sie tylko tym od pierwszej ze moze wskazywac na kogos w wiekszym stopniu sluzacego sobie od tego z pierwszego przykladu.

    „Czy można powiedzieć, że nóż jest zły?”

    Noz jest zly. Sprawdzone i potwierdzone ze mozna. Jak nie wierzysz to sam mozesz sprawdzic. :)

    „A może krojenie chleba, aby dać jeść głodnym jest dobre?”

    Moge tez powiedziec ze spadlem z ksiezyca ale czy to bedzie odpowiedz na pytanie skad pochodze?

    „W pismach kabalistycznych jest wyraźnie napisane, że należy koncentrować się na pomaganiu innym”

    Koncentrowac sie a czynic dobro innym to znowu dwie rozne rzeczy. Przyklad: Koncentruje sie na pomaganiu innym ale ze wzgledu na moje zaburzenia psychiczne zamiast pomagac szkodze. Poniewaz nie koncentruje sie na sobie nie moge tego zobaczyc i czynie wiecej krzywdy innym.

    „bo koncentracja na sobie przynosi zgubę i poddanie się wpływom “ciemnych sił”.”

    Czyli innymi slowy wiedza o sobie jest zguba i „diabelskim kuszeniem”.

    „Jest też napisane, że pomagając innym, pomagasz sobie.”

    Moze gdybym byl psychopata to uzylbym tych slow do ulatwienia wmanipulowania innych w pomaganie mi na przyklad w celu zawladniecia swiatem.

    „Gdybyś zapoznała się bliżej z Kabałą, poznałabyś w jaki sposób można się zabezpieczyć przed działaniem jaszczurek,”

    W jaki sposob? Jakis przyklad czy tak tylko napisales? Czy ty sie zabezpieczyles?

    „przypomniało mi się, że któryś channeling wspominał, że Kabała była dana ludziom przez “tych dobrych”.”

    Pare razy przekonalem sie juz jak to co nazywamy pamiecia lubi byc nie do konca tym czym bysmy chcieli. Celowo nie uzywam tutaj slowa „zawodne” poniewaz byla by to subiektywna ocena. Zawodne moze byc dla nas ale juz nie na przyklad dla jaszczurek trzymajacych nas we snie.
    Niekiedy wracalem do channelingow i przekonywalem sie ze to co jak mi sie wydawalo pamietalem okazywalo sie kompletnie przeinaczone i tym samym zupelnie wypaczajace sens.
    Proponuje wiec zebys wskazal ktory channeling i zacytowal tutaj odpowiedni fragment. Tak na wszelki wypadek.

    komentarz - autor: gem — 11 Listopad 2008 @ 21:04

  11. No dobra, jeszcze tej „wolnej chwili” nie miałm, więc w linku nie szperałam. Poszperałam za to w sesjach i w „Secret History”. (Niestety będzie trochę po angielsku.) Zacytowana przez luxa (dzięki!) jest z 16.10.94. Przytaczam nie jako argumenty na rzecz czegokolwiek, po prostu, skoro przy tym jesteśmy…

    05.10.94
    P: (L) Czy bóg, który komunikował się z Abrahamem był jednym z Jaszczurów?
    O: Tak.
    P: (L) Czy pakt, który zawarł Abraham, zawarty został z Jaszczurami?
    O: Tak. Nie bezpośrednio.
    P: (L) Czy Melchizidek był kapłanem Jaszczurów?
    O: Nie.
    P: (L) Czy Melchizidek przekazał Abrahamowi prawdziwą informację?
    O: Blisko.
    P: (L) Czy kabała (cabala) to prawdziwe nauki dobrych gości?
    O: Blisko.

    26.07.97
    Q: Okay. The Templars were formed in Jerusalem. They
    were there for quite a while with no record of doing any of the
    things that the group supposedly intended to do. There are a
    lot of rumors… what were they doing in Jerusalem?
    A: Templars held the secret of levitation.
    Q: Is this something… and I am talking about the 9 guys in
    Jerusalem… did they discover some document in Jerusalem
    that gave them this secret?
    A: Yes.
    Q: And is this how they were able to get so much support
    from certain royal houses and so forth?
    A: It is time for you to study Kaballah again, but be careful!!

    I „Secret History”:
    /cyt/
    Well, there is an issue here regarding the supposed clue about “Abraham the Jew” which seems to point us in the direction of a Jewish fraternity of alchemists or keepers of secrets. I don’t want to go off on that thread here and now because it would add so much complexity to the issues that we might never find our way through the maze. But, to ease the mind of the reader, I will make a few remarks about this here. Even though we have not yet come to the mystery of Fulcanelli, supposedly a 20th century alchemist who accomplished the great work, let me mention while the subject is at hand that Eugene Canseliet, in his preface to the Second Edition of Fulcanelli’s Le Mystere des Cathedrales, apparently upon the instruction of the master alchemist, emphasized dramatically the difference between kabbala and Cabala saying:

    …this book has restored to light the phonetic cabala, whose principles and application had been completely lost. After this detailed and precise elucidation and after the brief treatment of it, which I gave in connection with the centaur, the man-horse of Plessis-Bourre, in Deux Logis Alchimiques, this mother tongue need never be confused with the Jewish Kabbala. Though never spoken, the phonetic cabala, this forceful idiom, is easily understood and it is the instinct or voice of nature.

    By contrast, the Jewish Kabbala is full of transpositions, inversions, substitutions and calculations, as arbitrary as they are abstruse. This is why it is important to distinguish between the two words, CABALA and KABBALA in order to use them knowledgeably. Cabala derives from cadallhz or from the Latin caballus, a horse; kabbala is from the Hebrew Kabbalah, which means tradition. Finally, figurative meanings like coterie, underhand dealing or intrigue, developed in modern usage by analogy, should be ignored so as to reserve for the noun cabala the only significance which can be assured for it.

    Now, the curious bringing in of the terms “coterie”, “underhand dealing” and “intrigue” in conjunction with what he has just remarked about Kabbalah meaning “tradition”, and Cabala being “horse”, is a most curious juxtaposition of words. It almost seems that Canseliet is telling us that the Kaballah, or the tradition is a red herring. /koniec cyt./

    To tyle na razie. Pozdrawiam!

    komentarz - autor: iza — 11 Listopad 2008 @ 22:14

  12. Ok. Zrobiła się dość duża dyskusja więc odpowiem na raty.

    IZA: „Szczęście to coś subiektywnego. Nie znasz nikogo komu podoba się życie w ograniczeniach? Myślenia życzeniowego, materializmu?”

    KAP: Zacznijmy od tego, że szczęście to stan umysłu, a Twój umysł należy do Ciebie i tylko Ciebie. To Ty decydujesz, w jakim stanie jest Twój umysł. Myśli będą przychodzić i odchodzić. Możesz je badać. Możesz pozwolić im przepływać. Możesz zadecydować, które chcesz zatrzymać na dłużej, a które nie.

    Co do ograniczeń. Wszyscy żyjemy w ograniczeniach, bo jesteśmy tutaj na tym świecie, który w channelingu Laury jest nazwany jako 3-cia gęstość.

    Zacytuję tutaj Laitmana: „W każdym stworzeniu istnieją cztery czynniki, które go określają:

    Podstawa – to materiał pierwotny danego stworzenia, z którego ono powstało. Niezmienne właściwości stworzenia – to kolejność jego rozwoju. Na przykład, gnicie ziarna pszenicy w ziemi wywołuje pojawienie się nowego kiełku pszenicy, czyli również takiego samego gatunku. Ziarno gnije – forma zewnętrzna całkowicie znika, tak samo jak nasze ciało rozkłada się w ziemi, lecz jego podstawa pozostaje i daje nowy pęd podobnie do tego, jak nasza dusza zmusza do narodzin nowego ciała, żeby móc się w nie oblec.

    Niezmienne właściwości podstawy – Podstawa (ziarno w danym wypadku) nigdy nie uzyska formy innych zbóż, na przykład owsa, a tylko formę, która ją poprzedzała, czyli formę pszenicy. Są możliwe pewne zmiany w ilości i jakości nowego pędu, które zależą od otaczającej przyrody – od gleby, nawozów, wilgoci, słońca – jednak podstawa formy pszenicy, (czyli poprzedniej istoty), nie zmienia się.

    Właściwości, zmieniające się pod wpływem sił zewnętrznych – Pod wpływem zewnętrznych czynników jakościowo zmienia się powłoka istoty – ziarno pozostaje ziarnem, lecz jego forma zewnętrzna zmienia się i zależy od środowiska. To może być słońce, ziemia, nawozy, wilgoć, deszcz, w stosunku do ziarna; lub społeczeństwo, grupa, książki, Nauczyciel w stosunku do człowieka.

    Zmiana sił zewnętrznych – Człowiek powinien mieć środowisko, które się rozwija i stale wpływa na rozwój człowieka. A człowiek rozwijając się wpływa na otoczenie, pobudzając go do rozwoju, co z kolei znów podnosi człowieka. W taki sposób człowiek i jego środowisko rozwijają się równolegle. Te cztery czynniki określają stan każdego stworzenia. I jeżeli człowiek nawet całe dnie będzie badał, nic innego nie będzie mógł zmienić lub dodać do tego, co jest mu dane przez te cztery czynniki. I jak byśmy nie działali, nie myśleli, co byśmy nie robili i co byśmy nie uzyskiwali – wszystko zawarte jest w tych czterech czynnikach. A każdy dodatek, jaki tylko można znaleźć, będzie jedynie ilościowy, określony większym lub mniejszym stopniem rozsądku, natomiast jakościowo absolutnie nic nie można tu dodać. Przecież czynniki te, przymusowo określają nasz charakter, formę myślenia i wniosków. Swojej istoty człowiek zmienić nie może.”

    KAP: Co do pozostałej wypowiedzi w komentarzu http://pracownia4.wordpress.com/2008/11/05/judaizm-i-chrzescijanstwo-%e2%80%93-dwa-tysiace-lat-klamstw-%e2%80%93-60-lat-panstwowego-terroru-1/#comment-616 to w 100% się zgadzam. Nie przyjmuję Kabały w całości dla siebie, bo są w niej elementy, których nie czuję.

    Zauważyłem natomiast, że gdybym kiedyś wiedział to, co jest zapisane w książkach kabalistycznych, to nie miałbym destruktywnych doświadczeń z przeszłości, które są zbliżone do opisów z książki Colina Wilsona Outsider, a zaczęły się niewinnie, bo od eksperymentów z kartami Tarot Magów Jana Witolda Suligi. Co ciekawe Jan Witold Suliga chyba przeżył coś podobnego, skoro założył stronę internetową ctud.blox.pl. Przykładowy cytat: „Nauka ta kosztowała mnie wiele. Ale opłacało się i jestem za nią wdzięczny. Dzięki niej dobrze wiem, jak mocno to, w co się zaangażowałeś/łaś wpływa na Twoje życie i samopoczucie, sprawiając, że im głębiej wkraczasz w świat ducha, tym częściej masz do czynienia niewiadomego pochodzenia energiami, paranormalnymi zjawiskami, dziwnymi doznaniami itp. Jedne z nich budzą zachwyt, inne strach, lęk, niepokój. Niezależnie od tego jakimi się jawią, są one czymś, co coraz mocniej wiąże Cię z duchową dyscypliną, którą uprawiasz bądź którą się interesujesz. Nie ma w tym nic złego pod warunkiem, że znasz i stosujesz odpowiednie zasady „duchowego BHP” i że dzięki nim dokonałeś/łaś właściwego wyboru swojej „duchowej drogi”. Rzecz nie w jej rodzaju, ale w tym dokąd ona tak naprawdę wiedzie. Z kim/czym Cię wiąże. Potrafisz to rozeznać? Umiesz rozpoznać źródło sił z jakimi współdziałasz i do jakich się odwołujesz modląc się, medytując, afirmując bądź kładąc karty tarota? Czy przestrzegano Cię przed niebezpieczeństwami „duchowego rozwoju”? Czym to jest, w co się angażowałeś/łaś? I jakie są tego korzenie?”

    Teraz, po wielu latach widzę, że pewien okres mojego życia przebiegałby inaczej, gdybym miał ochronę pochodzącą z wiedzy zawartej w książkach kabalistycznych. A tak, musiałem się z tymi siłami zmierzyć samodzielnie i cudem wyszedłem cało z opresji. Swoją drogą polecam też książkę science fiction Pasożyty Umysłu Colina Wilsona, który pokazuje działanie tych sił, czy jaszczurek jak kto woli.

    komentarz - autor: KAP — 12 Listopad 2008 @ 22:52

  13. IZA, dziękuję za fragmenty, do których teraz mogę się odnieść. Nie znam perfekcyjnie channelingów Kasjopejan, ale je czytałem i jestem do nich pozytywnie nastawiony, chociaż moim zdaniem do wszelkich tego typu informacji należy podchodzić krytycznie i sprawdzać na każdym kroku.

    W channelingu z 1994 roku jest napisane, że Abraham kontaktował się z Jaszczurami. Tak, jest to możliwe. Zgodnie z Kabałą Stwórca działa za pomocą różnych sił, o wiele potężniejszych od nas zarówno tych destrukcyjnych jak i tych wspierających nas. Celem tego całego działania i kołowrotu wcieleń jest nasza stopniowa naprawa, abyśmy mogli się połączyć ze Stwórcą. I w tym sensie jest dużo prawdy w stwierdzeniu „cierpienie uszlachetnia”. Pozwól, że zacytuję fragment Szamati 1 Jehuda Aszlaga, który zrobił na mnie kiedyś duże wrażenie: „Jest napisane, że nie ma nikogo oprócz Niego, co znaczy, że nie ma żadnej innej siły na świecie zdolnej uczynić coś przeciwko Niemu. A co człowiek widzi, mianowicie, że są rzeczy na świecie, które zaprzeczają istnieniu wyższego, ponieważ On chce by tak było. [...] To znaczy, że są na świecie rzeczy, które od początku mają na celu odwrócić uwagę człowieka od prawidłowej drogi i odrzucają go od świętości. [...] Pożytek z tego odrzucania jest taki, że przez nie, człowiek otrzymuje potrzebę i całkowite pragnienie pomocy od Stwórcy, ponieważ widzi on, że w przeciwnym razie jest przegrany.”

    IZA, nie do końca zrozumiałem:
    „P: (L) Czy kabała (cabala) to prawdziwe nauki dobrych gości?
    O: Blisko.”
    Czy poniższy fragment oznacza, że Kabała jest według Kasjopejan OK?

    Hmmm. W kolejnym fragmencie, z 1997 roku:
    „P: Q: And is this how they were able to get so much support from certain royal houses and so forth?
    O: It is time for you to study Kaballah again, but be careful!”
    Dlaczego akurat przy tym fragmencie było zwrócenie uwagi, aby Laura miała studiować Kabałę?

    Przyznam szczerze, że nie zrozumiałem kolejnego fragmentu o różnicach między kabałą (łacińską) i kabałą (żydowską). Opieram się o źródła Kabały stąd http://www.kabbalah.info. To te lepsze źródło według Kasjopejan? I jeszcze uwaga: kabbalah oznacza otrzymywanie.

    komentarz - autor: KAP — 12 Listopad 2008 @ 23:41

  14. Chciałem się odnieść do sesji z kasjopejanami. Czy jest gdzieś pełna lista wszystkich channelingów? Może być po angielsku.

    komentarz - autor: KAP — 15 Listopad 2008 @ 23:34

  15. @ KAP – kiedy brałeś tę talię do rąk nie miałeś odczucia, że te karty są czarne i nieprzyjazne? Dlaczego wybrałeś właśnie tę talię, skoro w sklepach półki uginają się od kart we wszystkich kolorach tęczy, a wiele z nich jest radosnych i przyjaznych?

    Świat ducha nie jest demoniczny i wkraczając do niego nie potrzebujesz żadnego BHP poza czystością własnej duszy. Świat ducha jest neutralny. Każdy spotyka w nim to, co jest odbiciem jego własnej duszy. Świat jest lustrem, w którym widzisz własne oblicze (lub wywalony język, względnie zadek, zależnie od tego, co mu pokażesz na dzień dobry).

    Od kilkunastu lat zajmuję się astrologią, mam w domu kilka talii tarota (kurs kończyłam u Basi Antonowicz), nie mam żadnych talizmanów, zdjęć ani portretów chroniących mnie „mistrzów”, nie stosuję ŻADNYCH zabezpieczeń i nigdy, przenigdy nie przytrafiła mi się żadna przykra przygoda ze złymi energiami czy demonami.

    Kabała ci nie pomoże. Poczytaj baśnie, z nich dowiesz się, że bohater musi być czysty i niewinny jak dziecko, a wtedy złe moce same usuną się z jego drogi.

    Poza tym zgadzam się z Izą – przekaz tych „okołojudeistycznych” ksiąg jest ciemny i ja trzymam się od tego z daleka. Być może dlatego jestem bezpieczna. Nie wychowano mnie w tej wierze, więc nie zostałam zainfekowana tym lękiem i złem. Być może właśnie dlatego mój świat jest wolny od demonów i lęków.

    O tarocie pisałam na moim blogu w notce „Szatańskie moce” (jest na górnej belce bloga, a jako ciekawostkę dodam, że zostałam za to „wyklęta” przez JWS i jestem obsmarowywana na jego blogu jako ciemna i głupia baba).

    komentarz - autor: astromaria — 16 Listopad 2008 @ 16:38

  16. W nawiązaniu do wpisu astromari,
    Żeby ochronić się przed „złem” wystarczy być ‚czystym’? Co oznacza być czystym – niewinnym?
    Czy trzeba poznać zło żeby przed nim się chronić? Jeśli tak, to jak poznać zło, trzeba w jakiś sposób doświadczyć?

    komentarz - autor: Vendetta — 16 Listopad 2008 @ 16:56

  17. @astromaria Gdy zaczynałem z tą talią – miałem 17 lat i zerowe doświadczenia z duchowością. Inne kolorowe karty wydawały mi się wtedy puste (miałem 10 różnych talii), a gdy dotknąłem akurat te – czułem gorąco w rękach. Nie kończyłem żadnych kursów – od razu zacząłem swoje eksperymenty. A że za pośrednictwem tych kart zyskiwałem wiedzę, to chciałem coraz więcej i więcej. Bardzo późno zauważyłem, że jestem opętywany.

    Co masz na myśli mówiąc tego, że potrzebna jest czystość duszy? Co to znaczy czystość duszy? Według moich doświadczeń wystarczą czyste intencje i silna wola. To jest właśnie zapisane w tekstach kabalistycznych. Świat ducha nie jest neutralny i nie jest lustrem, lecz jest pełen inteligentnych sił, które są przyciągane przez intencje tych, którzy tam wkraczają. Możesz zobaczyć jak zmienia się Twoje realne życie pod wpływem takich kontaktów. Tak, podpisuję się obiema rękami pod tym, że „bohater musi być czysty i niewinny jak dziecko, a wtedy złe moce same usuną się z jego drogi” Dodam tylko, że niezbędna jest też silna wola, bo każdy kto wchodzi na ścieżkę rozwoju duchowego otrzymuje wiele pokus, którym trzeba sprostać.

    Tak, wystarczy czytać bajki, jeżeli zna się do nich klucz i wie się jak je czytać. A czymże jest biblia jak nie bajką, którą trzeba wiedzieć jak czytać. Jakie książki kabalistyczne czytałaś? Możesz podać tytuły? W Polsce jest wiele książek, które na okładkach mają napis „Kabała” a jednocześnie nie mają z autentyczną kabałą nic wspólnego, a jedynie są pełne jakiejś dziwnej ezoteryki. Te, które ja czytałem są jasne i pełne pozytywnych przekazów. Dla przykładu możesz wejść na stronę http://www.kabbalah.info/polakab/ Może piszesz o jakiejś innej kabale?

    @Vendetta Moim zdaniem trzeba poznać zło, aby wiedzieć jak być dobrym. Nie bylibyśmy na tym świecie, gdyby było inaczej. Poza tym, jak można się bronić przed tymi ciemnymi mocami jeżeli się ich nie dostrzega i nigdy nie miało się z nimi do czynienia? A propos bajek, zapraszam do siebie na blog z bają o powstaniu świata i człowieka: http://kabala.salon24.pl/

    komentarz - autor: KAP — 16 Listopad 2008 @ 20:42

  18. Hmmm. Moje wpisy nie przechodzą.

    komentarz - autor: KAP — 16 Listopad 2008 @ 20:45

  19. @astromaria Gdy zaczynałem z tą talią – miałem 17 lat i zerowe doświadczenia z duchowością. Inne kolorowe karty wydawały mi się wtedy puste (miałem 10 różnych talii), a gdy dotknąłem akurat te – czułem gorąco w rękach. Nie kończyłem żadnych kursów – od razu zacząłem swoje eksperymenty. A że za pośrednictwem tych kart zyskiwałem wiedzę, to chciałem coraz więcej i więcej. Bardzo późno zauważyłem, że jestem opętywany.

    komentarz - autor: KAP — 16 Listopad 2008 @ 20:46

  20. @astromaria Co masz na myśli mówiąc tego, że potrzebna jest czystość duszy? Co to znaczy czystość duszy? Według moich doświadczeń wystarczą czyste intencje i silna wola. To jest właśnie zapisane w tekstach kabalistycznych. Świat ducha nie jest neutralny i nie jest lustrem, lecz jest pełen inteligentnych sił, które są przyciągane przez intencje tych, którzy tam wkraczają. Możesz zobaczyć jak zmienia się Twoje realne życie pod wpływem takich kontaktów. Tak, podpisuję się obiema rękami pod tym, że „bohater musi być czysty i niewinny jak dziecko, a wtedy złe moce same usuną się z jego drogi” Dodam tylko, że niezbędna jest też silna wola, bo każdy kto wchodzi na ścieżkę rozwoju duchowego otrzymuje wiele pokus, którym trzeba sprostać.

    Tak, wystarczy czytać bajki, jeżeli zna się do nich klucz i wie się jak je czytać. A czymże jest biblia jak nie bajką, którą trzeba wiedzieć jak czytać. Jakie książki kabalistyczne czytałaś? Możesz podać tytuły? W Polsce jest wiele książek, które na okładkach mają napis „Kabała” a jednocześnie nie mają z autentyczną kabałą nic wspólnego, a jedynie są pełne jakiejś dziwnej ezoteryki. Te, które ja czytałem są jasne i pełne pozytywnych przekazów. Dla przykładu możesz wejść na stronę http://www.kabbalah.info/polakab/ Może piszesz o jakiejś innej kabale?

    komentarz - autor: KAP — 16 Listopad 2008 @ 20:46

  21. @astromaria Co masz na myśli mówiąc tego, że potrzebna jest czystość duszy? Co to znaczy czystość duszy? Według moich doświadczeń wystarczą czyste intencje i silna wola. To jest właśnie zapisane w tekstach kabalistycznych. Świat ducha nie jest neutralny i nie jest lustrem, lecz jest pełen inteligentnych sił, które są przyciągane przez intencje tych, którzy tam wkraczają. Możesz zobaczyć jak zmienia się Twoje realne życie pod wpływem takich kontaktów. Tak, podpisuję się obiema rękami pod tym, że „bohater musi być czysty i niewinny jak dziecko, a wtedy złe moce same usuną się z jego drogi” Dodam tylko, że niezbędna jest też silna wola, bo każdy kto wchodzi na ścieżkę rozwoju duchowego otrzymuje wiele pokus, którym trzeba sprostać.

    komentarz - autor: KAP — 16 Listopad 2008 @ 20:47

  22. @astromaria Tak, wystarczy czytać bajki, jeżeli zna się do nich klucz i wie się jak je czytać. A czymże jest biblia jak nie bajką, którą trzeba wiedzieć jak czytać. Jakie książki kabalistyczne czytałaś? Możesz podać tytuły? W Polsce jest wiele książek, które na okładkach mają napis „Kabała” a jednocześnie nie mają z autentyczną kabałą nic wspólnego, a jedynie są pełne jakiejś dziwnej ezoteryki. Te, które ja czytałem są jasne i pełne pozytywnych przekazów. Dla przykładu możesz wejść na stronę Może piszesz o jakiejś innej kabale?

    komentarz - autor: KAP — 16 Listopad 2008 @ 20:49

  23. Adres strony kabalistycznej o której pisałem tutaj http://kabbalah.info/polakab oraz tutaj http://kabbalah.info. Zapraszam też na mojego bloga z bajką o powstaniu człowieka tutaj: http://kabala.salon24.pl.

    komentarz - autor: KAP — 16 Listopad 2008 @ 20:57

  24. Adres strony kabalistycznej o której pisałem tutaj kabbalah.info/polakab oraz tutaj kabbalah.info. Zapraszam też na mojego bloga z bajką o powstaniu człowieka tutaj: kabala.salon24.pl.

    komentarz - autor: KAP — 16 Listopad 2008 @ 20:57

  25. @Vendetta „Żeby ochronić się przed “złem” wystarczy być ‘czystym’? Co oznacza być czystym – niewinnym?”

    Odpowiem co mnie kiedyś zgubiło. Początkowo miałem ochotę na dobrą zabawę z kartami i czyste intencje. Chciałem pomagać ludziom, chciałem więcej dobra na świecie i tak dalej i tak dalej. Każdy, kto mnie w tamtym okresie znał wiedział, że jestem urodzonym altruistą, który lubi pomagać. Byłem czysty.

    No więc zacząłem eksperymenty, medytując z kolejnymi kartami i odkrywając ich właściwości. Powoli, krok po kroku, niezauważalnie dla mnie – zmieniałem się. Mogłem przewidywać ruchy znajomych, tylko patrząc na nich – naprawdę ich prześwietlałem na wylot i często zaskakiwałem ich trafnością ocen osób, które napotkałem pierwszy raz w życiu. Zacząłem dostrzegać świat w ciemnych barwach, że ludzie są niewolnikami, kukiełkami w rękach wyższych, a do tego mrocznych sił i nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Życie przestało mieć dla mnie jakikolwiek sens. Później czytałem, że miałem klasyczne objawy depresji. Co ciekawe ludzie mnie tak nie postrzegali, a raczej widzieli we mnie kogoś, kto wie czego chce – miałem podobno straszny wzrok.

    Czy więc wystarczy być czystym? W książce Osiąganie Światów Wyższych jest taki fragment:
    „Zadaniem człowieka, który osiągnął pewien duchowy poziom, jest selekcjonowanie niezliczonych przyjemności, które powstają – natychmiast odrzucając inne przyjemności, które nie mogą zostać zrównoważone przy pomocy wiary, ponieważ nie są odpowiednie – nie nadają się do użycia. W Kabale ta część przyjemności, którą człowiek otrzymuje ze względu na Stwórcę, jedynie w celu wzmocnienia swojej wiary nazywa się „jedzeniem”. Z drugiej strony, inną część, której człowiek nie jest w stanie otrzymać nazywa się „odpadkami”. Jeśli człowiek nie umie rozróżnić jednego od drugiego i chce pożreć całą porcję (w języku kabalistycznym: „upić się z powodu nadmiaru przyjemności”), wtedy traci wszystko i pozostaje z niczym. W Kabale taki człowiek nazywany jest „biedakiem”. ”

    Nie wystarczy. Gdy wstąpimy na ucztę do Króla (Stwórcy) i zastaniemy suto zastawiony stół, trzeba mieć naprawdę silną wolę, aby nie zjeść wszystkiego i pokazać Królowi, że jesteśmy go godni, że umiemy się zachować przy stole. To my jesteśmy dla Króla, a nie Król dla nas. Zachowując te proporcje jesteśmy bezpieczni. Ja się kiedyś zgubiłem zapominając o tym i zapłaciłem za to swoją cenę. Trzeba mieć więc silną wolę, aby zawsze pamiętać o swoim celu nawet wtedy, gdy Król nas ozłoci.

    „Czy trzeba poznać zło żeby przed nim się chronić? Jeśli tak, to jak poznać zło, trzeba w jakiś sposób doświadczyć?”

    Odpiszę ze swojego poziomu. Niektórzy twierdzą, że nie można być szczęśliwym nie znając zła – moim można być szczęśliwym nie znając zła. Aby wiedzieć jednak kiedy i jak jesteśmy lub możemy być kierowani przez mroczne siły – trzeba je poznać. Na stronach quantumfuture.net/pl jest taki tekst „Wiedza Ochrania, Ignorancja Naraża”.

    komentarz - autor: KAP — 16 Listopad 2008 @ 21:37

  26. @ KAP – ale żeś się rozgadał…

    Ale po kolei w takim razie, zacznę od pytania Vendetty (zmieniłeś nicka?): „Czy trzeba poznać zło żeby przed nim się chronić? Jeśli tak, to jak poznać zło, trzeba w jakiś sposób doświadczyć?” Nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Po prostu – nigdy nie przyszło mi do głowy, że będę musiała „walczyć” ze złem lub mu się przeciwstawiać. Nie spodziewałam się żadnych spotkań z mrocznymi siłami, wiec się nie zbroiłam. Poszłam po prostu do szkoły po wiedzę astrologiczną (taką wiedzę „go głowy”, a nie taką do latania na miotle). Przez „przypadek” (którego nie ma) trafiłam na kursy astrologii humanistycznej a nie klasycznej. Tam nie mówili o demonach, o złu i o BHP w świecie ducha (na „klasycznej” o ile wiem jest to gwoździem programu). Tam po prostu wykładano zasady astrologii. Była tablica, kreda, był wykładowca i laptop z programem astrologicznym. Zwyczajnie – uczyliśmy się zasad. Wykładowca pokazywał, jak interpretować horoskop. Podobnie było na numerologii i analogicznie na tarocie: wyjaśniono nam znaczenie kart i pokazano różne rozkłady, były skrypty (obiektywnie i naukowo, a w nie w sposób nawiedzony) omawiające symbole, a potem zajęcia praktyczne z wzajemnym kładzeniem kart (ja koleżance z ławki, a ona mnie), a wykładowczyni zaglądała nam przez ramię i podpowiadała to, czego nie zauważyłyśmy. I to wszystko. O ile wiem, nikt z bardzo licznych absolwentów tej uczelni nigdy nie wszedł w komitywę z demonami i nikt nie był opętany (o „klasykach” słyszało się to i owo, a nawet to, że niektórzy byli w psychiatryku).

    A teraz @ KAP: „gdy dotknąłem akurat te – czułem gorąco w rękach” – no widzisz, a ja te karty wzięłam do ręki i szybko je odłożyłam, bo nie dość, że były czarne, to wydały mi sie strasznie brzydkie i mnie od nich odrzuciło.

    „A że za pośrednictwem tych kart zyskiwałem wiedzę, to chciałem coraz więcej i więcej. Bardzo późno zauważyłem, że jestem opętywany” – to jest właśnie to, o co mi chodzi z „czystością”. Jeżeli ktoś bierze się za ezoterykę po to, żeby poczuć swoją moc, to tak się to kończy. Byłeś nieletni, więc cię nie potępiam, bo ja w tym wieku byłam taka sama, na szczęście jakimś cudem w tamtych czasach nie miałam pojęcia o istnieniu tarota i to mnie uratowało. Zaczynałam te praktyki jako osoba więcej niż dorosła i matka dzieciom. Ale co innego 17-latek, a co innego stary facet, który powinien mieć więcej oleju w głowie i wiedzieć, że władza nad innymi nie czyni go lepszym (to nie o tobie, bo ciebie nie znam).

    „wystarczą czyste intencje i silna wola” – bez przesady, ja nie sądzę, żebym miała silną wolę. Ale faktem jest, że nie kusiło mnie nigdy, żeby przejąć nad kimś władzę, czytać w jego myślach i zrobić tym na nim wielkie wrażenie czy żeby poczuć się kimś wyjątkowym.

    „Świat ducha nie jest neutralny i nie jest lustrem, lecz jest pełen inteligentnych sił, które są przyciągane przez intencje tych, którzy tam wkraczają” – przeczytaj, co napisałeś – napisałeś tu ni mniej ni więcej tylko to, że… świat jest lustrem. Skoro to twoje intencje przyciągają te siły, to co to jest, jeśli nie lustro? Jeśli pokażesz w lustrze uśmiechniętą twarz, odpowie ci uśmiech, a jeśli demoniczną, do zobaczysz w nim demona. To samo jest z siłami duchowymi. Te mroczne, to egregory, ale to już inna opowieść.

    „każdy kto wchodzi na ścieżkę rozwoju duchowego otrzymuje wiele pokus, którym trzeba sprostać” – widzisz, to właśnie dla mnie nigdy nie było problemem. Nie mam pojęcia dlaczego mnie nie kusiło to, co mogłoby mi zaszkodzić. Może to dlatego, że z natury jestem strachliwa. Wolałam więc nie spotykać tam niczego, co mogłoby mi napędzić pietra.

    „Jakie książki kabalistyczne czytałaś?” Żadnych. Miałam kilka w swojej bibliotece, ale pożyczyłam je koleżance. Nie wróciły do mnie i nie żałuję. Przejrzałam je, ale to do mnie zupełnie nie przemówiło. Męczyłam się jakbym czytała po chińsku, w końcu rzuciłam to w kąt i już do tego nie wróciłam. Numerologii uczyła mnie kabalistka i nie było to zbyt miłe spotkanie. To była jedyna nauczycielka, której nie polubiłam, bo uważałam ją za czarownicę żywiącą się złymi emocjami grupy.

    Tę stronę o kabale nawiedziłam kiedyś, ale nie zatrzymałam się na dłużej. Dodałam do niej link na swojej stronie i więcej do tego nie wracałam. Natomiast na twój blog zajrzę, czemu nie :)

    Njawiększe wrażenie zrobiło na mnie to, co napisałeś do Vendetty. Skomentuję to tak: jaki mistrz, taki uczeń (kropka w kropkę, hehe). Byłeś młody i naiwny i szkoda, że wpadłeś w tę demoniczną pułapkę. W astrologii też mamy takiego „Mistrza”. Dona Cunningham nazywa ich „kultystami”. Więcej nie napiszę, bo znowu się narażę na szykany. Na szczęście czarnomagiczne praktyki się mnie nie imają, więc nie tego się boję.

    No i ten „Król”… Jaki król? Po cholerę ci jacyś królowie i „ozłacanie” przez nich? Wypnij się na ich łaskę i względy, a dowiesz się czym jest wolność. Król to władca, a ty jesteś jego sługą. Pluń mu w oko i idź własną drogą. Właśnie dlatego ja nie mam swoich mistrzów, nie należę do żadnej szkoły (z kabałą włącznie), nikomu nie służę ani niczyich myśli nie uczę się na pamięć (a tego właśnie wymagają „kultyści”). Jeśli popełnię błąd, to go naprawiam i nie muszę się tłumaczyć przed żadnym królem czy mistrzem. Nie mam też uczniów i to daje mi pełny luz.

    Ale uważaj – jeśli porzucisz szkołę, możesz zostać zaatakowany przez jej egregora, którego zadaniem jest pilnować trzódki i zaganiać z powrotem każdą zbiegłą owieczkę. Nie daj mu się nastraszyć, bo to tylko energetyczna iluzja, fantom, a nie realna istota.

    komentarz - autor: astromaria — 16 Listopad 2008 @ 23:48

  27. @KAP
    Strasznie dużo się tego zrobiło, za dużo, żeby odnieść się do każdego wątku. Też mi wcięło jeden komentarz, potem mnie wcięły obowiązki…

    Najbardziej ogólnie – mam wrażenie, że wpadłeś z deszczu pod rynnę, choć nie mam pojęcia, czym był był ów deszcz.

    Napisałeś: „Teraz, po wielu latach widzę, że pewien okres mojego życia przebiegałby inaczej, gdybym miał ochronę pochodzącą z wiedzy zawartej w książkach kabalistycznych.” Pewnie masz rację, że inaczej, ale czy na pewno „lepiej”? Wydaje mi się, że postrzegasz tu świat jednowymiarowo i jako czarno-biały. Tak jak zaznaczyłam na początku, niewielkie mam pojęcie o kabale, ale z tego, jak Ty ją przedstawiasz, nie wykluczone, że ta jej wersja jeszcze bardziej oddaliłaby Cię od rzeczywistości niż młodzieńcze doświadczenia i poszukiwania. Ale to tylko spekulacje, bo szczegółów nie znam.

    Faktem natomiast jest, że nie wiemy, co by było gdyby. Możliwe, że ten scenariusz toczy się w jakiejś równoległej rzeczywistości, ale czy da się tam zajrzeć? A jeśli się nie da, to nie da się również wyciągnąć z tego nauk, lepiej więc uczyć się z dostępnych danych. Z drugiej strony argument „gdybyś był wtedy…” jest powszechnie wykorzystywany do manipulowania drugim człowiem. A człowiek tego nieświadomy łatwo się daje na taką manipulację złapać i nawet chętnie ją podchwytuje, wyrządzając sobie krzywdę.

    Co do wątku „co jest potrzebne”, żeby nie dać się zwieść/ nie zejść na manowce. Po pierwsze, nie jestem pewna, czy owe manowce są czymś obiektywnie gorszym od nie-manowców. Zależy jaki ktoś ma cel i jakie ma lekcje do przerobienia. Czasem to, co się wydaje złe w krótkiej perspektywie, okazuje się przydatne, „dobre”, z perspektywy większej. Nie wiem również, czy jest coś takiego jak czysta dusza i nieczysta dusza. Wydaje mi się, że dusza jako taka jest czysta, na ogół jednakowoż bywa w fazie embrionalnej albo/i przysypana kupą śmiecia. Więc co jest potrzebne moim zdaniem? Ano znajomość siebie. Ale proces poznawania siebie – jakim się jest naprawdę, w tym świecie i w tej rzeczywistości – jest procesem bolesnym i wymaga sporo nauki i pracy. Dużo
    więc wygodniej jest przyjąć jakąś teorię o BHP, czystych intencjach czy czystej duszy. Tylko że wtedy – zamiast poznawać siebie i zdzierać kolejne warstwy kłamstw, które nie pozwalają człowiekowi postrzegać świata i siebie w nim takimi jakimi są, kłamstw, które są jak grube warstwy bielma na oczach – wtedy człowiek serwuje sobie kolejne kłamstwo jako samouspokajacz. Ale wolna wola zdaje się na tym świecie obowiązywać i każdy wybiera to co mu odpowiada.

    Napisałeś na swoim blogu: „Dokładnie tak samo jest w Kabale. Aby móc czegoś doświadczyć, trzeba najpierw uwierzyć. Jak uwierzymy, wtedy doświadczymy, a jak doświadczymy, wtedy doświadczymy bardziej, a jak doświadczymy bardziej…”

    Siła umysłu jest potężna. Zmysły nas oszukują, umysł nas oszukuje, umysł potrafi również produkować doznania i przekonanie o doświadczeniach. Jeśli ktoś Cię próbuje przekonać, że aby czegoś doświadczyć, musisz w to najpierw uwierzyć, to po prostu programuje Cię. Czy musiałeś uwierzyć, że wrzątek parzy, żeby poczuć ból i mieć bąble na palcu po wsadzeniu go do wrzącej wody? Na ogół właśnie w wyniku nie uwierzenia przestrogom doświadczamy poparzenia. Powiedziałabym za Janerką: „Strzeż się tych miejsc…”

    Ale każdy decyduje za siebie i sam wybiera swoje ścieżki.

    Tak w każdym razie to widzę ze swojej, nie obiektywnej przecież, perspektywy.

    komentarz - autor: iza — 16 Listopad 2008 @ 23:59

  28. Przepraszam, że pisałem na raty. Ucinało mi komentarze, ale już teraz wiem dlaczego – wordpress nie lubi niektórych linków.

    Odpowiem krótko. Z perspektywy czasu cieszę się, że przeżyłem tamto doświadczenie, bo właśnie dzięki temu jestem tym, kim jestem i wiem to, co wiem. A co do kolorów świata, to wciąż poznaję nowe kolory i ich odcienie.

    Zgadzam się z Tobą, że „siła umysłu jest potężna”. A teraz przeczytaj to co napisałaś i powiedz mi, czy odkryłaś gdzie się kończy siła Twojego umysłu? Bo ja ciągle przesuwam te granice. Moje prywatne dowody świadczą o tym, że gdy uwierzę w to co się ma wydarzyć – tak się dokładnie dzieje.

    Piszesz o programowaniu umysłu, a ja Ci opowiem o pewnym eksperymencie. Do słoika włożono pchły i zakręcono nakrętkę. Pchły skakały do góry i za każdym razem obijały się o nakrętkę. W końcu przestały skakać do samej góry i zatrzymywały się tuż przed nakrętką, aby się nie poobijać. Wtedy ktoś zdjął nakrętkę, a pchły nadal skakały w słoiku, nie wychodząc z niego. To jest właśnie programowanie.

    Piszesz z przestrogą o oparzeniach. Prawdopodobnie kiedyś ludzie panicznie bali się ognia, aż ktoś wbrew przestrogom ten ogień ujarzmił dla dobra ludzkości. Kiedyś czytałem, że można chodzić na bosaka po rozżarzonych do czerwoności węglach – chciałem tego spróbować i spróbowałem – teraz mogę z całą stanowczością i odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jest to możliwe – robiłem to wielokrotnie.

    A wracając do kwestii wiary. Spójrz proszę na fakt, że wierzysz w wiele rzeczy, które zostały Ci narzucone. Zwróć uwagę, że postrzegasz świat za pomocą swoich zmysłów i widzisz tylko to, co jest odbite w Twoim mózgu. Czy widzisz rzeczywistość taką jaka jest? Wierzysz w to, że jest jak jest. Być może nie widziałaś atomów, a być może wierzysz w ich istnienie. Być może nie widziałaś bakterii, a być może wierzysz w ich istnienie. Nawet jaszczurki, których nie widziałaś są kwestią Twojej wiary. Podpierałaś się channelingiem, to również jest kwestia Twojej wiary.

    Ja pisałem o innej wierze. Pisałem o wyjściu ze słoika i wierze zgodnej z Twoją wolą (żadnych dogmatów!), która powoduje zmianę w świadomości i otoczeniu. Pisałem o tym, że gdy naprawdę mocno w coś uwierzysz, rzeczywistość ulega zmianie (ale czym jest tak naprawdę rzeczywistość?). I to jest też wiara, która mnie uchroniła kiedyś i poprowadziła do miejsca, w którym jestem teraz. Dlatego pisałem, że najpierw trzeba uwierzyć, a dopiero potem rozum za tym nadąża.

    Zamiast „strzeż się tych miejsc”, napisałbym więc „strzeż się ograniczać siebie i podążać za strachem”. Największą sztuczką jaszczurek jest to, że większość z nas nie wie jak używać wiary, że pojawiły się religie monoteistyczne ze swoimi ograniczającymi dogmatami, straszące piekłem i tworzące świat złożony z „owieczek”.

    Polecam film 5 kroków do tyranii http://pl.youtube.com/watch?v=5_dUwQZyPRU&feature=related

    komentarz - autor: KAP — 17 Listopad 2008 @ 00:54

  29. wiara to ludzkie więzienie, kap przesuwa się z jednej wiary na inną, kap chyba wierzy w coś innego (to o czym pisze).

    kap, dzięki za linka

    komentarz - autor: Vendetta — 17 Listopad 2008 @ 01:08

  30. @KAP
    „Moje prywatne dowody świadczą o tym, że gdy uwierzę w to co się ma wydarzyć – tak się dokładnie dzieje. ”

    Dlaczego jeszcze nie uwierzyłeś, że Izrael zaprzestanie ludobójstwa w Paletynie? Dlaczego nie uwierzyłeś, że Ameryka przestanie wywoływać coraz to kolejną wojnę?!? Bo to Cię nie dotyczy? Są tysiące ludzi, którzy czują i boli ich cierpienie innych. Część z nich, na przykład aktywiści na rzecz pokoju, gorąco wierzą, że osiągnięcie pokoju jest możliwe, inaczej ich działalność nie miałaby sensu. Dlaczego ich wiara niczego jeszcze na tym świecie nie odmieniła? Jeśli taka jest siła Twojej wiary, to jesteś całkowicie odpowiedzialny za wszelkie ludobójstwo, krzywdy, niewole i upodlenia na świecie. Jak się z tym czujesz?

    Nijak, prawda? Bo odgrodziłeś się grubym i wysokim murem od siebie i od świata. Żyjesz w bąblu, który wokół siebie stworzyłeś, odizolowany od rzeczywistości. Filtrujesz swoje przedmioty wiary i filtrujesz dane z rzeczywistości, wpuszczając tylko te, które pasują Ci do Twojego obrazu. Nie ma w tym nic szczególnego, miliony, jeśli nie miliardy ludzi robią to samo. Dlaczego? Bo boją się spotkać ze sobą i boją się spotkać z rzeczywistością. Boją się bólu, który za tym idzie i boją się wziąć na siebie odpowiedzialność. Inna, równie prawdziwa odpowiedź jest taka, że tego po prostu CHCĄ.

    @Vendetta
    Jak poznać zło? Ucz się tego z Ponerologii politycznej, z książek o manipulacjach emocjonalnych, o psychopatii i innych zaburzeniach osobowości. Do tego nie trzeba ezoteryki, Tarota, Kabały.

    Jescze jedno – nie bez powodu Jung przyjmował do swojej szkoły wyłącznie osoby, ltóre ukończyły bodajże 35 albo 40 lat. Podobnie Gurdżijew i wielu innych nauczycieli z prawdziwego zdarzenia. Kiedy ludzie młodzi, niedoświadczeni i naiwni z racji wieku biorą się za sprawy przynależne innemu wiekowi, nic dziwnego, że przeważnie kończy się to tylko dewiacją osobowości i skrzywdzeniem nie tylko siebie. Ale że nic nie dzieje się bez powodu, widać komus zależało i zależy, żeby zajmować i napełniać czymś głowy młodzieży.

    komentarz - autor: iza — 17 Listopad 2008 @ 01:56

  31. „Żyjesz w bąblu, który wokół siebie stworzyłeś, odizolowany od rzeczywistości.”

    Znowu coś zakładasz, wierzysz w to, że żyję w jakimś bąblu. Piszesz mi, że świat jest czarny albo biały, że za pomocą wiary można zmienić czyjąś karmę, albo że za pomocą mojej wiary mogę zmienić czyjeś życie. Wmawiasz mi jakiś mur, którego nie ma. Wierzysz, że ktoś czegoś chce lub nie, a więc dokładasz do tego jeszcze swoją wiarę w czyjąś intencję – „Twoją prawdziwą odpowiedź”. I to jest właśnie Twój bąbel, który Ciebie ogranicza.

    Zastanów się, jaka jest w tym momencie Twoja intencja, Twój cel, czego tak naprawdę chcesz i czy naprawdę w tym kierunku zmierzasz.

    komentarz - autor: KAP — 17 Listopad 2008 @ 02:11

  32. Iza, to co napisałem było nawiązaniem do Astromarii i od niej oczekiwałem odpowiedzi, i ją dostałem. (dzięki astromaria)
    Mam wrażenie że dałaś się ponieść emocjom, tylko dlaczego ja jeszcze oberwałem? Najwidoczniej musiałem ci ostro zaleźć za skórę, za co przepraszam. Z drugiej strony proszę o nie ustosunkowywanie się do mnie, w tej czy innej bezpodstawnej formie (w nawiązaniu do ‚jeszcze jedno’). Do reszty się nie ustosunkuje by nie wywoływać jeszcze większej wojny, nie ten czas.

    komentarz - autor: Vendetta — 17 Listopad 2008 @ 02:26

  33. @astromaria Ze wszystkim się zgadzam, chociaż czasami nazywam to innymi słowami. Szczególnie podoba mi się „Nie daj mu się nastraszyć, bo to tylko energetyczna iluzja, fantom, a nie realna istota.” I to jest realna ochrona :)

    komentarz - autor: KAP — 17 Listopad 2008 @ 02:36

  34. @KAP
    „Zastanów się, jaka jest w tym momencie Twoja intencja, Twój cel, czego tak naprawdę chcesz i czy naprawdę w tym kierunku zmierzasz.”

    A ty sie nad tym zastanowiles? Dla mnie odpowiedz jest prosta. Iza chciala pokazac ci druga strone medalu o ktorej ty najwyrazniej nie chcesz nawet myslec. „Ignorancja naraza”.
    Swoja droga – „krol”, „jedzenie”, normalnie jakbym czytal jakiegos STSa ktory mowi mi gdzie moje miejsce. Szczerze mowiac mam tego samozwanczego „krola” w glebokim powazaniu. Dla mnie najwazniejsza jest wolnosc a nie poddanstwo.
    Z tego co piszesz KAP wyglada to tak jakby twoja droga byla w orientacji STS. Powstaje tylko pytanie czy jest to twoj swiadomy wybor czy zwodnicze iluzje?

    @Vendetta
    Nie wiem w jakim stopniu dotyczy cie to o czym Iza napisala ale z doswiadczenia wiem ze nie wyssala tego z palca. Bawienie sie w ezoteryke w zbyt mlodym wieku kiedy psychika jeszcze sie rozwija jest bardzo niebezpieczne. Ja sam nabawilem sie przez to kolejnego zaburzenia psychicznego (jakby mi ich bylo malo) i nawet nie wiem jak bardzo zaburzylo ono moj rozwoj. Proponuje ci odlozyc ezoteryke na pozniej a zajac sie psychologia na teraz przy zalozeniu ze masz w niej braki.

    komentarz - autor: gem — 17 Listopad 2008 @ 17:43

  35. @gem Rozumiem, że nie zrozumiałeś postaci króla i jedzenia, ale powiedz mi tak z ręką na sercu – czytałeś kiedyś jakąś bajkę ze zrozumieniem zawartych w niej alegorii? Macie tutaj przecież na blogu tak ciekawe propozycje, jak Żelazny Jan. Czytałeś tą książkę i bajkę w niej zawartą? Zapoznałeś się z jej bohaterami? Powołujesz się na Carlosa Castanedę – czytałeś ten cykl i to co się tam działo? Oceniasz, szufladkujesz coś o czym nie masz najmniejszego pojęcia. Współczuję Wam z Izą, bo jak widzę sami się pogrzebaliście żywcem w Waszych fundamentalistycznych, zerojedynkowych światopoglądkach. To Wasz wybór, Wasze życie i Wasza wolna wola. Może kiedyś zdecydujecie się wyskoczyć ze słoika.

    komentarz - autor: KAP — 17 Listopad 2008 @ 17:57

  36. gem, poczytaj od góry i przeanalizuj, najpierw zapytałem się o coś, później wyraziłem swoje zdanie. I to jest wszystko, gdzie wy tu widzicie ezoteryke? O co wam chodzi? Idąc dalej tym tokiem rozumowania, dlaczego gem wyraża swoją opinie o czymś do czego nie dorósł (tak zrozumiałem z tego co napisał). Pomijając to że ja nawet nie miałem na myśli ezoteryki, to jakiś absurd, jakieś wielkie nie porozumienie. Powtarzam ktoś coś źle zrozumiał i mamy piękny efekt końcowy. Zapytałem się o coś, a dostałem co dostałem. To samo jest z wiekiem, ludzie rozumują na swój sposób. Wiek nie ma nic wspólnego z ezoteryką, ale jak komuś pasuje takie szufladkowanie i do tego wynajduje argumenty to niech tak będzie dla niego, do mnie to nie przemawia, jak jesteście uparci to spróbujcie całkowicie innej metody – albo zrezygnować w ogóle.

    komentarz - autor: Vendetta — 17 Listopad 2008 @ 18:05

  37. @Vendetta
    „poczytaj od góry i przeanalizuj,”

    Zawsze czytam i analizuje zanim cos napisze.

    „gdzie wy tu widzicie ezoteryke?”

    Sprostowanie: gdzie Iza widzi tu ezoteryke?

    „O co wam chodzi?”

    O co mi chodzi. Otoz Iza napisala o czyms waznym. Nie wiem dlaczego o tym napisala ale uznalem ze skoro juz napisala to rozwine to swoimi slowami tak jak ja to rozumiem. Napisalem na poczatku: „Nie wiem w jakim stopniu dotyczy cie to o czym Iza napisala..” – innymi slowy nie zakladam jak jest w twoim przypadku. Chcialem sie jedynie ustosunkowac do jej wypowiedzi. To co napisalem jest bardziej dla kazdego kogo to interesuje a nie tylko do ciebie. Tak jak napisalem nie wiem jak jest w twoim przypadku.
    Bledem z mojej strony bylo odnoszenie sie do ciebie w tej wypowiedzi. Potraktuj to raczej jako cos co napisalem nie tylko do ciebie a juz na pewno nie w intencji oskarzania cie o cos.

    „dlaczego gem wyraża swoją opinie o czymś do czego nie dorósł (tak zrozumiałem z tego co napisał).”

    O jakiej opinii mowisz?

    „Wiek nie ma nic wspólnego z ezoteryką,”

    Z mojego doswiadczenia wynika ze sie mylisz. I prawda jest taka ze zupelnie nie obchodzi mnie jak sie o tym przekonasz i czy wogole sie przekonasz. Ja nie mam zamiaru cie do niczego przekonywac. Ostrzegam jedynie kazdego kto o tym nie wie bo mozna przez to wdepnac w niezle bagno.

    @KAP
    Interpretowac teksty mozna na wiele roznych sposobow. Skad moge wiedziec ze moja interpretacja to akurat ta wlasciwa? A jak mam wiele interpretacji danego tekstu to ktora z nich jest najblizsza prawdzie? A co jesli autor tekstu pisal go w intencji wywiedzenia mnie na manowce i zadna z interpretacji nie ma nic wspolnego z rzeczywistoscia? A co jesli autor jest nieswiadomy swoich dewiacji psychicznych i tym samym skrzywionego swiatopogladu i serwuje mi go w tej postaci? Lobaczewski sie tutaj klania.
    No wiec powiedz mi KAP czy zadales sobie kiedykolwiek ktores z tych pytan czy lapiesz wszystko jak leci?

    Ja rozumiem prowadzic badania nad jakims tekstem. Odkrywac dowody ujawniajace co tez dany tekst mial na celu przekazac. Nie nazywam jednak badaniem samego czytania tekstu i dziecinna zabawe w zgadywanie co on moze oznaczac. Dlatego kiedy czytam cos takiego to najpierw zadaje sobie pytania: Dlaczego autor tego tekstu uzyl akurat takiego przykladu? Czyzby tylko takie rzeczy kolataly sie w jego glowie? Jesli tak to jakie w takim razie sa jego intencje? Tak wiec mowiac krotko: nie dziekuje KAP nie przylacze sie do twojej kapieli w bagnie.

    komentarz - autor: gem — 17 Listopad 2008 @ 21:16

  38. Muszę jeszcze coś wyjaśnić, trochę się zagalopowałem jeśli chodzi o tą całą ezoterykę. Właściwie tak naprawdę ja nie wiem z czym się je, pojęcie „ezoteryka”. Czym to jest tak naprawdę nie rozumiem, nie wiem. Ja po prostuje interesuje się sprawami typu duchy, energie i inne dziwne, również psychologią. Ostatnio w zasadzie zajmuje się w większości psychologią. Natomiast wzbraniam się temu żeby w jakiś sposób ograniczać mi poznanie tego co chce np ze względu na wiek. Chyba raczej nie powinienem się wypowiadać na pewne sprawy, chociaż jak ktoś nie wie czy jestem młody czy stary to dla niego to nie jest problem (tak myślę) po prostu ktoś podał jakąś informację. Także jeśli ktoś mi mówi że nie powinienem się zajmować ezoteryką bo jestem za młody musi sprecyzować i dokładnie wyjaśnić co ma na myśli. Chyba się jednak domyślam choć mogę się mylić, możliwe że chodzi o „mądrzenie się” i ktoś tego może bardzo nie lubić i na to reagować, ale nie jestem tego pewien.

    komentarz - autor: Vendetta — 17 Listopad 2008 @ 21:55

  39. @Gem Może kiedyś zrozumiecie moje słowa. Może kiedyś zrozumiecie głęboki sens słów „Ignorancja Naraża”. Naprawdę szczerze życzę Wam więcej otwartości na różne doznania i abyście mogli się wypowiadać na podstawie dowodów, zamiast nikłych poszlak, bo wbrew waszym obecnemu fundamentalistycznemu podejściu „Wiedza Ochrania” Adieu :)

    komentarz - autor: KAP — 17 Listopad 2008 @ 21:57

  40. OK, będę powoli (w miare wolnego czasu wyjaśniać), o co mi chodziło. Z góry przepraszam za ewentualne poślizgi czasowe.

    Najpierw najprostsze, czyli to co napisałam o właściwym wieku. Teraz widzę, że mogło to wyglądać, jakby było napisane pod adresem Vendetty. W moim zamyśle pierwszy akapit komentarza był do KAP, drugi do Vendetty, a trzeci ogólny, przy czym skłoniły mnie do napisania go przygody KAP z Tarotem w wieku 17 lat. Przepraszam, że nie dość wyraźnie to zaznaczyłam.

    Nie ja to o wieku wymyśliłam, miałam natomiast okazję zaobserwować, jak bardzo to się sprawdza. Oczywiście kto zechce, przemyśli tę regułę, kto zechce – zignoruje albo odrzuci.

    komentarz - autor: iza — 17 Listopad 2008 @ 22:22

  41. @KAP – przepraszam
    Wordpress wepchnął część Twoich komentarzy do spamu :( A ja dopiero przy niedzieli miałam odrobinę czasu na porządki i coś mnie tknęło, żeby tam zajrzeć. Duble usunęłam, resztę odzyskałam.

    Na marginesie – o szczęściu to nie ja napisałam, tylko „lux”. Ja ciągle nie wiem, jak to z tym szczęściem jest, i czy coś takiego istnieje inaczej niż w pewnych aspektach tylko i/albo w pewnych chwilach… Po prostu nie wiem. Z drugiej strony zastanawiam sie, czy ta wiedza jest mi do czegokolwiek potrzebna. Też nie wiem.

    Ciągle intryguje mnie, jak to jest u Ciebie z tym:
    “Moje prywatne dowody świadczą o tym, że gdy uwierzę w to co się ma wydarzyć – tak się dokładnie dzieje.”

    Primo: „uwierzę w to co ma się wydarzyć”, czy raczej „uwierzę, że coś (konkretnego) się wydarzy”?

    Secundo: Co Tobą kieruje przy dokonywaniu wyboru, w CO uwierzyć, że się stanie?

    I daj spokoj z tym fundamentalizmem… Wszyscy się uczymy, a błędów nie popełnia…

    komentarz - autor: iza — 24 Listopad 2008 @ 06:26

  42. IZA: „a błędów nie popełnia…”

    KAP: ten, kto nic nie robi.

    IZA: Ciągle intryguje mnie, jak to jest u Ciebie z tym: „Moje prywatne dowody…”

    KAP: Nie wiem do końca jak to działa. Czy każdy ma swój świat i swoją percepcję rzeczywistości? Jeden z komentatorów u mnie na blogu przytoczył mi słowa Dalaj Lamy „Każdy z nas ma prawo do życia w szczęściu, tak samo jak każdy z nas ma prawo do życia w nieszczęściu.” Zauważyłem u siebie, że moja zmiana tego w co wierzę, powoduje zmianę mojej percepcji, a ta zmiana percepcji powoduje zmianę w rzeczywistości. Coś jak w filmie The Secret http://www.thesecret.tv/movie/trailer_view.html?l=pl

    IZA: czy raczej “uwierzę, że coś (konkretnego) się wydarzy”?

    KAP: Tak, myślenie o celu.

    IZA: Co Tobą kieruje przy dokonywaniu wyboru

    KAP: Kiedyś (chociaż może to było niedawno) wyobrażałem sobie konkretne rzeczy i określałem konkretne cele. Te cele się wypełniały, ale tak jakoś wychodziło, że w momencie ich wypełniania stawały się już nieważne, a czasami wręcz wypełniały się w najmniej odpowiednim momencie (coś jak w komedii Interstate 60, http://www.youtube.com/watch?v=ug9RDLQ0bvI). Gdy zapoznałem się z pierwszymi książkami kabalistycznymi, to zgodnie z tym co tam napisane, zmieniłem w sobie intencję na altruistyczną. Zbudowałem w sobie przekonanie, że Stwórca (świat, przyroda, Bóg – niech każdy nazywa po swojemu) wie lepiej, co jest dobre dla mnie, a ja lepiej zajmę czynieniem dobra (nie muszę wiedzieć co to znaczy, bo to tylko i aż intencja!) Zaobserwowałem zmiany. Życie samo z siebie zaczęło mnie zaskakiwać pozytywnymi niespodziankami.

    Dałem spokój. Pozdrawiam :)

    komentarz - autor: kap — 24 Listopad 2008 @ 16:13


Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Theme: Rubric. Get a free blog at WordPress.com

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 642 obserwujących.

%d bloggers like this: